Od wyższej inflacji nie ma ucieczki. Narodowy Bank Centralny mógłby łagodzić jej przyszłą ścieżkę, ale najwyraźniej wybrał inne priorytety.

Lipcowa projekcja inflacji, czyli swoistej prognozy przygotowywanej przez analityków NBP z założeniem braku zmian w polityce pieniężnej, przyniosła potwierdzenie obaw analityków rynkowych. Obecnie także NBP przyznaje, że inflacja będzie utrzymywała się na podwyższonym poziomie nie tylko w tym roku, ale także w latach 2022–2023. Również analitycy NBP, choć już nie prezes banku centralnego, potwierdzają więc, że inflacja nie ma charakteru przejściowego.

Przyczyny wzrostu cen są dobrze znane i trudno oczekiwać, że większość spośród nich będzie wygasała w kolejnych kwartałach. Wymieńmy zatem tylko najważniejsze.

• Wzrost cen energii napędzany rosnącymi cenami uprawnień do emisji CO2 (+49% od początku roku) będzie przyspieszał. Polityka zamiatania problemu pod dywan wkrótce się skończy, a za lata zaniedbań w obszarze transformacji energetycznej społeczeństwo zapłaci słony rachunek.

• Również wzrost cen ropy (+40% od początku roku), choć nie musi trwać, będzie wywierał wpływ na inflację, chociażby przez rosnące ceny w transporcie. Warto także pamiętać, że za cenami ropy podążają z kilkumiesięcznym opóźnieniem ceny gazu. Już od września gospodarstwa domowe zapłacą za gaz o ponad 12% więcej.

• Mało korzystne warunki pogodowe z wiosny tego roku poskutkowały niższym od sezonowego spadkiem cen owoców i warzyw. Trudno oczywiście prognozować pogodę na przyszły rok, ale rosnąca ilość gwałtownych zjawisk pogodowych nie wróży dobrze.

• Silne odbicie gospodarcze na świecie (prognoza Banku Światowego na rok 2021 to wzrost PKB o 5,6%) skutkuje rosnącymi cenami zarówno surowców, jak i transportu (ceny frachtów na niektórych kierunkach wzrosły czterokrotnie!).

Na powyższe elementy prezes Glapiński wpływu nie ma. Ma jednak wpływ na deprecjację polskiej waluty (wyższe ceny towarów importowanych), pęczniejącą bańkę na rynku nieruchomości oraz rozkręcającą się spiralę inflacji napędzającej rosnące oczekiwania płacowe. Uczestniczy też w kształtowaniu się oczekiwań inflacyjnych, a te mają często charakter samospełniającej się przepowiedni. Jeżeli zatem wszyscy mówią, że jest drogo, byłoby wskazane, aby Adam Glapiński nie chował głowy w piasek i nie uspokajał, że to nic nie szkodzi. Jego ostentacyjna bezczynność jest ludzku nieprzyzwoita, ale przede wszystkim sprawia wrażenie, że jedyna instytucja, która może podjąć walkę z drożyzną, najzwyczajniej ma inne priorytety. A zatem… będzie drogo.

Tymczasem prezes NBP na swoich pseudokonferencjach (dziennikarze i analitycy muszą wysyłać pytania dzień wcześniej, a prezes Glapiński je wybiera) uparcie twierdzi, że problem nie istnieje, ponieważ wynagrodzenia rosną szybciej niż ceny.

Rzeczywiście postpandemiczny brak pracowników sprawił, że w wielu sektorach gospodarki wynagrodzenia rosną szybko – nawet w tempie 8–9% rocznie. Niestety, taka retoryka wyrzuca poza nawias pracowników ochrony zdrowia, edukacji, administracji publicznej – ich wynagrodzenia nie rosną albo rosną zdecydowanie wolniej. Co z nimi? Czy ich portfele mniej cierpią na inflacji? Wręcz przeciwnie. Słabiej zarabiające grupy wydają zdecydowaną większość swojego dochodu, więc są najmocniej dotknięte podatkiem inflacyjnym.

Problemy z argumentacją prezesa Glapińskiego na tym się nie kończą. Płace w ujęciu realnym, czyli skorygowane o wzrost cen – a tylko takie nas interesują – rosną nie przez sztuczną kreację popytu, a jedynie z powodu rosnącej produktywności. Wspiera je zatem rosnące „uzbrojenie” pracowników w nowoczesny sprzęt (inwestycje) czy stopniowa zmiana struktury gospodarki w kierunku sektorów, które cechują się wyższą wartością dodaną. Jeżeli płace rosną „z inflacją”, wzrost wynagrodzeń dotyka również sektorów pozbawionych możliwości płynnego przenoszenia cen na klientów, a to uderza w marże i zdolności do inwestycji.

Polityka NBP polegająca na celowym osłabianiu złotego i utrzymywania niskich stóp procentowych, także w celu sztucznego zawyżenia swojego wyniku i większej wypłaty do budżetu kosztem kolejnych lat, sprawia, że sektory mniej produktywne mogą wypierać te o większej wartości dodanej. Dlaczego? Słabszy złoty pozwala eksporterom zachować bardzo wysoką rentowność (za produkty sprzedane na przykład w euro dostają więcej złotych), ona z kolei pozwala podnosić płace. Te rosną jednak także w innych sektorach, więc… obniżają ich rentowność. W efekcie gospodarka zostaje jedynie z wyższą inflacją, co dla zadłużonego rządu PiS nie jest zapewne wielkim problemem, gdyż szybciej rosnące w warunkach wysokiej inflacji wpływy budżetowe (na przykład z VAT) pozwalają się oddłużać, a więc zapewne też oferować nowe programy socjalne.

Na koniec argument kluczowy z punktu widzenia milionów polskich gospodarstw domowych, którym skromne oszczędności nie pozwalają aktywnie szukać możliwości inwestycyjnych na rynkach kapitałowych. Olbrzymia różnica pomiędzy oprocentowaniem depozytów a inflacją (czyli ujemne realne stopy procentowe) sprawia, że realna wartość oszczędności Polaków spada. Szukając alternatyw postrzeganych jako bezpieczne, Polacy lokują rosnące środki w rynku nieruchomości, windując ceny do poziomu, który trudno uznać za racjonalny. Akumulacja kapitału to fundament budowy wzrostu gospodarczego w kolejnych dekadach. Warto, aby również o tym pamiętał prezes NBP.

Podsumowując, w obliczu narastających ryzyk NBP powinien przestać deprecjonować polską walutę, zatrzymać niebezpiecznie nakręcającą się spiralę inflacja–wynagrodzenia i unormować sytuację na rynku nieruchomości. Można tego dokonać, rozpoczynając stopniową normalizację stóp procentowych, bez szkody dla rynku pracy. Takich działań należałoby oczekiwać od niezależnego banku centralnego. Co zrobi NBP, pozostaje kwestią otwartą.

---

Andrzej Domański – zastępca dyrektora Instytutu Obywatelskiego

Opinie

Gdy zwycięzca nie bierze wszystkiego

Zapełnić pustkę w życiu i portfelu

Suwerenność i duma

Budzenie politycznego olbrzyma

Trzeba sobie łapy ubrudzić w ziemi

Szkoła Czarnka vs szkoła jutra

Wojna PiS o TVN, to konfrontacja z USA

Zło i wiara: aktualność Tischnera

Rozmowa – przestrzeń wolności

Tischner, czego uczy nas dziś?

Ameryka wróciła do Europy

Ministerstwo banalizacji katolicyzmu

Bitwa o Rzeszów: lekcja dla opozycji

Liberalizm i solidarność

Jaka Europa? Jakie NATO ?

Agonia władzy

Jaka przyszłość NATO?

Czy stać nas na świat bez drzew?

Sztuka mądrego życia 

Media pod butem rządu

Polityka transferowa

Pozorna walka ze smogiem

Gorzki smak podatku cukrowego

Inflacja "pożera" oszczędności Polaków

Czas na V RP

Podatkowy zawrót głowy