Witam w Radomiu. Chciałbym serdecznie podziękować gospodarzom za tak gościnne przyjęcie. Ta gościnność to znak dla blisko sześciu tysięcy ludzi w hali, że tutaj chodzi o najważniejsze sprawy – przyszłość naszej Ojczyzny i naszych dzieci.

Kiedy patrzę na tę salę, mam poczucie, że po 12 miesiącach fala, która wzbierała powoli, dzisiaj jest dokładnie widoczna. Pokazujecie dziś Polsce, gdzie jest siła, gdzie jest dobra wola, gdzie jest nadzieja na zmianę. Odwiedziłem w ciągu kilku miesięcy blisko sto miejscowości. Spotykałem na tej drodze ludzi, którzy podobnie jak wy i prawie cała Polska są bardzo przejęci tym, co dzieje się w naszej Ojczyźnie.

Zaprosiłem do Radomia gospodarzy moich niektórych spotkań – i wiem, że dojechali. To nie są ludzie zaangażowani w działalność polityczną. To byli ci, którzy chcieli rozmawiać, chociaż – jak być może wiecie – to nie zawsze jest łatwe. Żyjemy dzisiaj w kraju, w którym trzeba mieć odwagę osobistą, żeby porozmawiać publicznie z liderem opozycji. Bardzo chciałem podziękować tym, którzy nie bali się spotkać ze mną w czasie moich wielomiesięcznych podróży po Polsce.

Rozmawialiśmy wtedy u was, w mieszkaniu w Końskich, o tym, co znaczy Polski Ład. Mnie aż przez gardło nie chce przejść sformułowanie „Polski Ład”, bo wszyscy wiemy, jaki bałagan zgotowali Polskim Ładem rządzący wszystkim polskim rodzinom. I pani Anna mówiła mi o tym, że musi tłumaczyć swoim klientom, znajomym, sąsiadom, na czym polega ten ład. Sama miała problem, jak wszyscy polscy księgowi, żeby zrozumieć, na czym ma polegać ta niby-reforma rządu PiS-u.

Byłem u wielu polskich rodzin, u rolników. Byłem u państwa Lichtarskich. Dziękuję za naszą trudną rozmowę. Dostałem od dzieci truskawki i kwiaty. Rozmawialiśmy o tym, co znaczy kalkulować i planować opłacalną produkcję w sytuacji, w której nawozy sztuczne podrożały w ciągu roku o 700–800 proc. – nie wspominając o paliwie. U państwa Lichtarskich w rodzinnym gospodarstwie dobrze zrozumiałem, dlaczego polska wieś odwraca się dzisiaj od rządzących. Dlaczego polscy rolnicy czują się dzisiaj oszukani przez rządzących? Bo zostali oszukani.

Na swojej drodze spotykam też często na przykład policjantów. Niedawno rozmawiałem z inspektorem Mariuszem Wiatrem. Policjant z krwi i kości. Policjanci i policjantki idą do służby, żeby bronić Polaków i ścigać bandytów. Nie żeby bronić władzy przed obywatelami. Młodzi funkcjonariusze mówią mi: „Panie premierze, może by pan zrobił z tym wreszcie porządek, bo my chcieliśmy być w policji po to, żeby ścigać bandytów, a nie godzinami, dniami i tygodniami stać pod Sejmem albo na Nowogrodzkiej”. Policjanci są w dużej mierze ofiarami tego systemu, który PiS zbudował w Polsce. Oni naprawdę chcą nam pomagać, a nie przeszkadzać.

Jak się domyślacie, często moimi rozmówcami byli nauczycielki i nauczyciele – z oczywistych względów. Sam z zawodu jestem nauczycielem. Przede wszystkim jako dziadek i ojciec dobrze wiem, na czym polega problem polskiej szkoły. Mam nadzieję, że dziś jest z nami pani Agnieszka z Korczewa. Dziękuję, że jest pani z nami. Pani Agnieszka nawet nie chciała mi mówić, ile dostaje na rękę jako nauczycielka. Ale my wiemy, ile nauczycielki i nauczyciele zarabiają w Polsce.

Byłem w Mielcu i tam spotkałem panią Basię Nykiel, jak dobrze pamiętam, nauczycielkę w zespole szkół technicznych. Pamiętam, jak zwróciła uwagę na jedną rzecz: że nie tylko kwestia upokarzających wynagrodzeń nauczycieli jest problemem, ale są też inne skutki – że dawno nie widziała stażysty w szkole. Ten zawód, który powinien być jednym z najbardziej atrakcyjnych – przecież wszyscy szanujemy i kochamy swoich nauczycieli – stał się zawodem upokarzającym. To przecież nauczycielom i nauczycielkom ta władza – prawie w tym samym tygodniu, kiedy dała sobie, ministrom, prezydentowi, premierowi podwyżki od 40 do 60 proc. – powiedziała, że mogą dostać 4 proc. podwyżki przy inflacji 16 proc.

Czy wy sobie wyobrażacie, co to znaczy być nauczycielką, nauczycielem, pracować od 30 lat i pracować np. z dziećmi niepełnosprawnymi – ma się naprawdę od rana do wieczora taką harówę, że nikomu nie życzę – i na końcu taki człowiek dowiaduje się od premiera, od pani marszałek Sejmu, że władzy, która zarabia pięć, dziesięć razy więcej od nauczyciela, należy się wyrównanie 50 proc., bo przecież są podwyżki i inflacja. A nauczyciele mogą dostać 4 proc. od biedy, kiedy mają na rękę dwa i pół tysiąca, a jak trzy , to są szczęśliwi. My tego upokorzenia, tego plucia w twarz ludziom pracy nigdy im nie zapomnimy.

Mam nadzieję, że jest dzisiaj z nami pani Marta ze Skarżyska-Kamiennej. Tę rozmowę pamiętam bardzo dokładnie. Pani Marta mówiła, ile lat kosztowało ją inwestowanie w samą siebie, we własne kompetencje. Zna angielski, francuski, hiszpański. Jej mąż też jest nauczycielem w Skarżysku-Kamiennej. Żeby przetrwać, oboje muszą pracować w kilku szkołach naraz. Nagle stało się coś z budżetem rodzinnym. Aby obsłużyć kilka szkół, trzeba wsiąść w samochód. Kiedy benzyna podskoczyła o 50–60 proc., to w tym i tak bardzo ciasnym budżecie nauczycielskiej rodziny paruset złotych po prostu zabrakło. I to jest doświadczenie prawie każdej polskiej rodziny, nie tylko nauczycielskiej. To jest coś, o czym nie mają pojęcia premier i jego ministrowie, ale to jest codzienne doświadczenie milionów polskich rodzin.

Kiedy byłem na zachodnim Pomorzu, musiałem coś zjeść i w Białogardzie wybrałem się do bistro Jajo. Prowadzi je dwóch kolegów, dwóch panów Tomaszów. Śniadanie tam, ta jajecznica, byłe smutne. Bo myśmy de facto rozmawiali o tym, jak wygląda prowadzenie niedużej, otwartej dla wszystkich, z zasady taniej restauracji. Panowie Tomaszowie powiedzieli mi, że co trzy tygodnie muszą zmieniać menu, bo nie są w stanie utrzymać ceny. Oni podwyższają ceny nie dlatego, żeby zarobić na ludziach, tylko żeby przeżyć, utrzymać się na powierzchni. Są prognozy mówiące, że jedna trzecia polskich placówek gastronomicznych nie przetrwa do końca roku. Bo kogo dziś stać na korzystanie z restauracji, zwłaszcza nad morzem, szczególnie latem? Którą polską rodzinę? Przy tej okazji, kiedy rozmawialiśmy o tym, co znaczy podwyżka cen gazu, prądu, mąki itd., to też uświadomiłem sobie, jak prawdziwa jest ta statystyka. Liczby nie kłamią. Ceny nie kłamią. Grupa badawcza IBRiS przeprowadziła badanie kilkanaście dni temu – prawie 35 proc. polskich rodzin musiało zrezygnować z zaplanowanego urlopu. Jedna trzecia polskich rodzin musiała ograniczyć wyraźnie wydatki na żywność. Prawie 34 proc. musiało zrezygnować też z zaplanowanych zakupów wyposażenia mieszkania w AGD i RTV. To są dane, które równie mocno oskarżają ten rząd i partię rządzącą o zbliżającą się katastrofę.

Nie tylko drożyzna będzie problemem. Widać już bardzo wyraźnie, że sytuacja w całej gospodarce polskiej zaczyna być rzeczywiście krytyczna. Z wizyty na Pomorzu Zachodnim będę długo też pamiętał pana Waldemara i jego wnuczkę Wiktorię. To piekarz z Barlinka. Powiedział, że przez lata, dawał ludziom w Barlinku chleb dobry i tani. Ze łzami w oczach mówił, że już właściwie powinien dzisiaj zamknąć piekarnię. Zawołał swoją wnuczkę i powiedział: „Panie premierze, ja tak naprawdę to robię dla niej”. Istota dobrego rządu to zdolność zapewnienia ludziom chleba dobrego i taniego. Wody zimnej i ciepłej w kranie. I tu uwaga, teraz zacytuję słowa ekspertów z artykułu w „Rzeczpospolitej” z 24 czerwca, którzy prognozują, że jeśli PiS będzie dalej rządził, to bochenek chleba w Polsce będzie kosztował – jak powiedzieli ci ostrożni – 10 zł, a ci najbardziej zaniepokojeni, że do końca roku chleb może kosztować nawet 30 zł. Co takiego się stało, na miłość boską, że oni przez siedem lat z Polski, naprawdę kwitnącego kraju, dumy Europy, zrobili kraj, gdzie problemem stają się woda i chleb?

Drożyzna – nie ma innej sprawy, o której dzisiaj polskie rodziny rozmawiałyby przy rodzinnym stole czy w pociągu w drodze na wakacje, jeśli kogoś jeszcze na to stać. Co jest źródłem tej drożyzny? Toczy się debata teraz, czy można temu przeciwdziałać, kto jest winny. To wiadomo, ale zostawmy dowcipy na boku. Co stanowi prawdziwe źródła tej PiS-owskiej drożyzny? A więc tej inflacji, która w Polsce jest już właściwie rekordowa w Europie. Źródłem tej PiS-owskiej drożyzny są dwie sprawy: chciwość i głupota.

Zacznę od głupoty. Napisano już wszystko, co pupilek Kaczyńskiego – prezes Glapiński – zrobił, czego nie zrobił, jakie błędy popełnił. Otóż ja tylko na chwilę wyciągnę kartkę, bo chcę bardzo mocno wszystkim uświadomić, kogo Kaczyński zrobił szefem NBP. Kto w Polsce z tego powodu, że Kaczyński ma słabość do Glapińskiego, decyduje o drożyźnie? To są cytaty jednozdaniowe z pana Glapińskiego. Niecałe dwa lata temu powiedział: „W oczy zagląda nam groźba deflacji, a inflacja jest teraz ostatnim problemem”. To mówi prezes NBP, który jest odpowiedzialny za przewidywanie. Za działanie, które ma zapobiec drożyźnie i inflacji. Glapiński 18 miesięcy temu: „Dalszego wzrostu cen konsumpcyjnych nie przewidujemy, to będzie niższy poziom i zgodny cały czas z celem NBP”. Ten cel NBP to było 2,5 proc. inflacji. Więc on 18 miesięcy temu mówił, że to będzie się w tym mieściło. A co powiedział miesiąc później? „Od dłuższego czasu nie rozumiem, skąd takie zaniepokojenie rzekomą groźbą wybuchu inflacji. Jeśli zaniepokojenie można mieć, to przeciwnym trendem”. A dziewięć miesięcy temu powiedział: „Obecny wzrost cen w Polsce ma charakter przejściowy”. Osiem miesięcy temu zaś przewidywał: „Przewidujemy, że inflacja dobije do 6 proc.”. Jak to możliwe, że od takiego przewidującego prezesa NBP, od jego niekompetencji zależy los tych wszystkich, o których przed chwilą opowiadałem?

Teraz jest taki moment, o którym wszyscy powinni pamiętać, a szczególnie ci, którzy głosowali na PiS, zaufali Kaczyńskiemu i dziś zastanawiają się, co takiego się stało, że wszystko wyleciało im z rąk. W listopadzie Glapiński powiedział: „Od początku przyszłego roku wszystko wskazuje na to, że inflacja będzie spadać. Nic dramatycznego się nie dzieje. Niektórzy tylko straszą hiperinflacją”. On to powiedział w listopadzie. Dlaczego to jest takie smutne i dlaczego daje tyle do myślenia? Bo powiedział to niemal tego samego dnia, kiedy premier Morawiecki, mimo że wszystko wskazuje, że inflacja będzie spadać wedle prognoz NBP, wydał miliony złotych na obligacje, które miały ochronić jego prywatne pieniądze przed inflacją. Kupił obligacje, zakładał, że inflacja będzie gigantyczna, ale nie powiedział tego Polakom. Oni dobrze wiedzieli, na czym polega problem. Czy słyszeliście kiedykolwiek z ust prezesa Kaczyńskiego, premiera Morawieckiego, prezesa Glapińskiego i tysiąca innych prezesów PiS-owskich: ludzie, dbajcie o stałe stopy oprocentowania kredytów, kupcie obligacje antyinflacyjne? Czy ktokolwiek usłyszał taki komunikat? Nie, po cichu, w tajemnicy przed obywatelami rządzący zapewnili sobie grube pieniądze na drożyźnie, na tym, co wy każdego dnia płacicie.

Tu nie chodzi tylko o miliony, ale także o miliardy. Źródłem tej drożyzny są także ceny paliw i energii. Boli was cena gazu? Boli was cena prądu? Boli was cena benzyny? Chyba nie ma o czym dyskutować. Ale wiecie kogo nie boli? Nie boli PiS-owskich spółek Skarbu Państwa. Prognozy ekspertów na rok 2022 mówią, że spółki Skarbu Państwa, które sprzedają Polakom gaz, prąd i benzynę, a więc te energetyczne molochy od Obajtka i jego kolegów, zarobią – mówię o zysku netto – ponad 50 mld zł. To są pieniądze, które Polacy muszą zapłacić za droższy gaz, prąd i paliwo. Nie ma żadnego powodu do tego poza pazernością, chciwością tych, którzy Polską rządzą, spółek Skarbu Państwa – już nie mówię o bankach w dużej mierze kontrolowanych przez PiS-owski rząd, bo jakby doliczyć jeszcze banki i wydatki na władzę, to w sumie jest to 102 miliardy złotych niepotrzebnie wygarniętych z kieszeni Polaków, ale niezdjętych z rynku. Nie obniżają inflacji. Powodują tylko, że ludzie już powoli nie mają za co żyć.

Są sposoby i metody, żeby walczyć skutecznie z drożyzną. Tak jak powiedziałem, władza może kłamać, telewizja może kłamać, ale liczby nie kłamią. Chcę wyraźnie powiedzieć, że jeśli ktoś potrafił walczyć z drożyzną, wziąć inflację za gardło i zdusić ją do zera, to to był mój rząd. Powiem tylko te dwie liczby, dwie dane. Gdy zostawałem premierem, to inflacja sięgała mniej więcej 5 proc. Później przyszedł kryzys finansowy, światowy, obiektywny kryzys, który pogrążył wiele gospodarek w Europie. I mimo to od momentu, kiedy utworzyłem pierwszy rząd, do momentu, kiedy zdałem ten rząd i przekazałem premierostwo premier Kopacz, inflacja zjechała z 5 proc. poniżej 0 proc. Później przyszedł PiS. Jak zaczynali rządzić, to mieli -1,4 proc. inflacji. W ciągu siedmiu lat, kiedy my zjechaliśmy z 5 proc. poniżej 0 proc., oni potrafili wyjechać z poziomu poniżej 0 proc. do 16 proc. inflacji. Czy ktoś ma jeszcze pytania o kompetencje? Czy ktoś ma jeszcze pytania, kto powinien rządzić w Polsce, jeśli Polska ma nie być krajem największej drożyzny w Europie?

Będą wam robili wodę z mózgu. Będą starali się przekłamać rzeczywistość. Będą mówili, że oni za nic nie odpowiadają. Nie będę mnożył tutaj faktów. To, co mam w pamięci – i za te fakty ręczę – to że w Polsce jest inflacja prawie 16-proc. z tendencją wzrostową. Wszyscy, łącznie z PiS-em, mówią, że być może dojdzie do 20 proc. jeszcze jesienią. Wybierzmy kilka państw europejskich: Malta, gdzie ten wskaźnik wynosi 5,8 proc., Francja – 5,8 proc., Włochy – 7,1 proc., Finlandia – mniej więcej tyle samo, Niemcy – 7 proc. z dużym kawałkiem, ale ostatni odczyt: inflacja spada. To są fakty. I te fakty pokazują jedno – z drożyzną można walczyć, ale są dwa warunki, aby robić to skutecznie. Trzeba mieć elementarne kompetencje i elementarną przyzwoitość. I wtedy można walczyć z inflacją skutecznie. Trzeba mieć wolę rządzenia.

Mateusz Morawiecki jest najwidoczniej sześć razy lepszym premierem, gdyż 600 proc. więcej kosztuje jego kancelaria. Wydaje sześć razy więcej. Kiedy ja zdawałem urząd, było to 140 milionów – tyle kosztowała cała kancelaria przez rok. A teraz będzie prawie miliard. Ponad 800 milionów złotych płaci się za jego kancelarię. Zauważcie, że te 140 milionów kosztowała KPRM, która rządziła, podejmowała decyzje, wszystkie decyzje dotyczące gospodarki, finansów zapadały w moim gabinecie. Ministrowie podejmowali decyzje, ja rządziłem, jak trzeba było, twardą ręką. A dzisiaj ta władza wydaje na siebie, na swoje potrzeby bez żadnego opamiętania. Przecież w tej kancelarii nikt żadnej decyzji nie podejmuje. Strach pomyśleć, ile Nowogrodzka musi kosztować, jeśli Morawiecki, który nie podjął żadnej decyzji, musi nas kosztować miliard rocznie.

Dlatego mówię: skończy się PiS, skończy się drożyzna. A wy jesteście tutaj, żeby PiS się skończył, bo drożyzna w Polsce musi się skończyć. To jest najbardziej właściwe miejsce – Radom – żeby rozmawiać o tym, co znaczy w życiu każdego człowieka, ale też w życiu społecznym, politycznym, arogancka władza, która podwyższa ceny żywności, nie pozwala ludziom jakby żyć, oddychać. Bo tu, w Radomiu, między innymi w miejscu, gdzie dziś składaliśmy kwiaty, upamiętniając uczestników wydarzeń ’76 roku, ludzie wyszli na ulicę, bo mieli dosyć drożyzny. A władza im odpowiedziała przemocą, pogardą, kłamstwem. Ludzie wyszli na ulicę, bo dowiedzieli się, że ich rodziny nie są w stanie przeżyć od pierwszego do pierwszego. Jak spojrzymy na Radom w 1976 roku i na Polskę dzisiejszą, to ten obraz jest tak podobny, że właściwie powinien doprowadzać do rozpaczy. Każdego dnia w ich telewizji rządowej można się dowiedzieć, jak jest świetnie. Każdego dnia na tych, którzy mówią „opamiętajcie się”, wylewają kubeł pomyj, kłamią, gardzą ludźmi. Chcę powiedzieć, że wszystko jest podobne: ich zastosowanie przemocy, wykorzystanie całego aparatu sprawiedliwości przeciwko ludziom, mediów publicznych przeciwko ludziom i te aroganckie decyzje, że nas nie obchodzi, ile chleb kosztuje, bo co Gierka obchodziło, ile kosztuje bochenek chleba. A co Kaczyńskiego obchodzi, ile kosztuje bochenek chleba, jak on ostatni raz chleb kupował pewnie, gdy chodził do szkoły podstawowej?

Jedna rzecz zwróciła moją uwagę. Dla mnie jako chrześcijanina jest to bardzo poważny problem, wyraźna różnica . [W 1976 roku] już byłem maturzystą, wtedy wszyscy wiedzieliśmy, że Kościół jest po stronie słabszych i robotników, a nie po stronie władzy i propagandy. To jest dzisiaj niestety ta różnica.

Chcę powiedzieć dosłownie kilka zdań, które też są dzisiaj ważne. Ta lekcja historyczna z Radomia to była lekcja solidarności. To tutaj w jakimś sensie sprawdzono przykazanie Jacka Kuronia: „Nie palcie komitetów, zakładajcie własne”. Więc chcę wam bardzo podziękować. Wszystkim, którzy zaangażowali się w Komitet Obrony Robotników, a dzisiaj w Komitet Obrony Demokracji. Dziękuję wszystkim, którzy wychodzili na ulice i nie bali się. Bo dzięki wam tutaj jesteśmy w takiej masie. Dzięki wam przetrwała wiara w to, że warto zakładać własne komitety i pogonić arogancką władzę, organizując wszystkich ludzi dobrej woli.

Jesteśmy też tutaj po to, by władza nigdy więcej nie pogardzała ludźmi słabszymi. Było dużo wrzawy na ten temat, ale tak jakby nikt nie zauważył jednej rzeczy. Tego rechotu Jarosława Kaczyńskiego. Wiecie, o jakiej scenie mówię. I oni tak udają w tym PiS-ie, niektórzy biskupi też, że tu chodzi o jakieś problemy rewolucji obyczajowej. Słuchajcie, to jest przedstawiciel władzy, który szydzi, pogardza ludźmi, upokarza ich, w tym często dzieci, które potrzebują szczególnej czułości. Ten rechot Kaczyńskiego, to szyderstwo jego i ludzi władzy nad niepełnosprawnymi. Pamiętacie konferencję prasową na ulicy, ponieważ nie wpuszczono niepełnosprawnych do Sejmu? Powiedziano im – PiS im powiedział – „won, Sejm jest dla nas, a wy możecie się organizować, ale na ulicy”. To samo mówili w Radomiu w 1976 roku. I my się na ulicy zorganizujemy. Przyjdzie taki moment, że na ulicy wszyscy się zorganizujemy, jeżeli ta władza nie zniknie.

Kiedy mówimy o prawach najsłabszych, tych, którzy potrzebują pomocy, a przynajmniej szacunku, to ja powiem: zero tolerancji i zero litości dla tych, którzy szukają jakichś zgniłych kompromisów. Usłyszałem arcybiskupa Jędraszewskiego, że on się nie zgadza na zasadę zero tolerancji wobec pedofilii, że z tą pedofilią to nie jest takie czarno-białe. Stoję przed wami jako dziadek, mam dwie wnuczki, mam córkę i pamiętacie, w tej sprawie Ewa będzie pamiętała, miałem obsesję, jeśli chodzi o to, jak ścigać pedofilię i inne zbrodnie czy przestępstwa wobec dzieci. Chcę też powiedzieć, że prócz walki z drożyzną i naprawą państwa naszym programem będzie też zerwanie z hipokryzją. Z zakłamaniem, z tą komisją, która bada sprawę pedofilii. Chcę wam powiedzieć, że gdy tylko przejmiemy władzę, gdy tylko wygramy wybory, to nie będziemy długo się zastanawiać nad debatami, negocjacjami. Nie będzie tak, że czy to polityk, czy to marszałek Sejmu, biskup, minister, wysoki urzędnik. Nie będzie tak, że w sprawach krzywdy dzieci, pedofilii, przemocy wobec dzieci będą jakieś święte nietykalne krowy. Oni już nie będą świętymi nietykalnymi krowami. Święte i nietykalne są tylko dzieci w Polsce. Dlatego jedną z pierwszych decyzji będzie powołanie zespołu prokuratorów w sprawie pedofilii, a nie komisji parlamentarnej, która udaje, że kogoś ściga.

Niektórzy mówią: jak wy sobie poradzicie, kiedy przejmiecie władzę, bo Glapiński dalej będzie prezesem NBP? Adam Glapiński jest nie tylko niekompetentny, nie tylko nieprzyzwoity w tym, co robi. Adam Glapiński jest też nielegalny. Nie będzie ani jednego dnia dłużej prezesem NBP. Nie trzeba będzie ustawy. Nikt tego nie pamięta, że prawnicy zamówieni przez prezydenta Dudę napisali ekspertyzy, z których wynikało, że wybór Glapińskiego na tę kadencję jest nielegalny. Wystarczyłaby dużo mniejsza wątpliwość, żeby gościa wyprowadzić z NBP – i ja to zrobię. Gwarantuję!

Jeśli macie dzieci, wnuki – zwracam się do ojców i dziadków – jeśli macie córki i wnuczki, to nie możecie, na miłość Boga, głosować na PiS. Oni zgotowali piekło waszym córkom i wnuczkom. Ja o tych sprawach nie mogę mówić spokojnie. Przepraszam, że będę taki brutalny. Co panowie Kaczyński, Rydzyk, Jędraszewski, co oni wiedzą, na miłość Boga, o macierzyństwie, ojcostwie, rodzinie, seksie, łóżku? Dlatego to jest też być albo nie być. Tu zwracam się szczególnie do ojców i dziadków. Otwórzcie oczy, pogadajcie z córką czy wnuczką. One wam wszystko powiedzą, kawa na ławę. I mówię też o tym jako chrześcijanin. Jeśli ktoś wierzy w Boga, jest chrześcijaninem, to jak może głosować na partię, która ma Mejzę, Kurskiego? O czym my w ogóle rozmawiamy? Czy można głosować na kłamstwo, złodziejstwo, pogardę, nienawiść? Wierzysz w Boga, nie głosujesz na PiS. To proste.

Mówię do wszystkich: do samorządowców, naszych przyjaciół z KOD, do ludzi do tej pory niezorganizowanych, ale czujących, że w Radomiu jest zwycięska siła. Pokazaliście dzisiaj, że jesteście gotowi do zmiany, do wygranej. Jesteście gotowi do przejęcia odpowiedzialności. Ja też jestem gotowy. Do zwycięstwa. Dziękuję.

Opinie

Tischner: człowiek o szerokich rękawach

Kłamstwo polityczne

Jak działa społeczeństwo obywatelskie?

Abecadło wojennych zbrodni

Bezpieczeństwo, wolność, jedność

Koniec epoki złudzeń

To Ziobro rozdaje dziś karty

(S)prawa Polek

Polskie firmy pod ścianą, a rząd udaje, że problemu nie ma

Nie ma Polski solidarnej, bez Polski przedsiębiorczej

Państwo bez mocy

Układ Warszawski bis

Prawdziwa skala drożyzny dopiero przed nami!

Czuły patriotyzm

Gdy zwycięzca nie bierze wszystkiego

Zapełnić pustkę w życiu i portfelu

Suwerenność i duma

Budzenie politycznego olbrzyma

Trzeba sobie łapy ubrudzić w ziemi

Szkoła Czarnka vs szkoła jutra

Wojna PiS o TVN, to konfrontacja z USA

Zło i wiara: aktualność Tischnera

Rozmowa – przestrzeń wolności

Tischner, czego uczy nas dziś?

Ameryka wróciła do Europy

Ministerstwo banalizacji katolicyzmu

Bitwa o Rzeszów: lekcja dla opozycji

Czy Biden rozprawi się z podatkowymi rajami?

Liberalizm i solidarność