Komisja Europejska wydała już krajom członkowskim ponad 15 procent pieniędzy z puli Funduszu Odbudowy. Polska nie wysłała wniosku o jakąkolwiek wypłatę. Zupełnie jak baca ze starego dowcipu, który pomstował Bogu, że nie daje mu wygrać w loterii, choć nawet nie wypełnił kuponu.

Monumentalny projekt inwestycyjny NextGenerationEU miał pomóc wyjść z szoku pandemii. Ale nie był to koniec plag. Po zarazie przyszła wojna, a z nią – recesja, kryzys migracyjny i energetyczny.

Od początku 2022 roku trwa wielkie kontraktowanie 724 miliardów euro. Kraje członkowskie wydają już ogromne kwoty. My nie stanęliśmy nawet w blokach startowych.

Zamiast księgować miliardy w Krajowym Planie Odbudowy musimy zapłacić 2 miliardy złotych kary za niewykonywanie wyroku TSUE. Ta kwota codziennie rośnie. Obie zmory mają ten sam kontekst. Jest nim imperatyw partyjnej kontroli sądów. Bez niej politycy PiS zaludniliby więzienia.

Mgła wojny

Komisja Europejska wydała już krajom członkowskim ponad 15 procent pieniędzy z puli Funduszu Odbudowy. Polska nie wysłała wniosku o jakąkolwiek wypłatę. Zupełnie jak baca ze starego dowcipu, który pomstował Bogu, że nie daje mu wygrać w loterii, choć nawet nie wypełnił kuponu.

Czy rząd wyśle kupon? Sami tego nie wiedzą. Najpierw deklarowali, że uczynią to w lipcu, by dziś lansować obietnicę, że będzie to w IV kwartale. Przyjmijmy domniemanie, że uda im się dotrzeć na pocztę w grudniu. Jakim cudem europejskie pieniądze miałyby znaleźć się w polskim skarbcu na przełomie grudnia i stycznia nowego roku, co anonsuje premier Morawiecki?

Jeśli premier potwierdza, że wie, co trzeba zrobić, przekonując jednocześnie Polaków, że wszystko jest załatwione, by zaraz ogłosić, że wnioski będą niebawem złożone i za chwilę pójdą pierwsze przelewy, to mamy do czynienia z typowym rozpylaniem mgły dezinformacji.

Bezmiar strat

Tymczasem we Włoszech „pracuje” już 45 miliardów euro, a w Hiszpanii – ponad 30. Francji wypłacono na razie 12,5 miliarda, Grecji ponad 7 miliardów, a Portugalii – 3 miliardy 300 milionów. Każdy z beneficjentów musiał wypełnić zadania wyryte w kamieniach milowych i zgłosić projekty zawierające uzgodnione cele.

Włochy „zaliczyły” 51 kamieni milowych. Rzymowi, wśród innych, nakazano reorganizację administracji publicznej oraz korekty w wymiarze sprawiedliwości (cyfryzacja sądów), uproszczenie prawa zamówień publicznych oraz pogłębienie wsparcia dla osób niepełnosprawnych i wzmocnienie gwarancji zatrudnienia.

Otrzymane fundusze Włosi już zainwestowali w metro, tramwaje i zielone autobusy oraz koleje dużych prędkości, mające ożywić obszary dotknięte wykluczeniem transportowym. Znaczne kwoty przeznaczono na ratowanie systemu oświaty - wspomagając marnie zarabiających nauczycieli. Rzym zagospodarował również potężne sumy na aktywizację zawodową kobiet oraz redukcję bezrobocia wśród młodych ludzi. Absolwenci już zaczynają korzystać z nowej kompozycji szkoleń zawodowych, a bezrobotni - ze wzmocnionej pomocy na rynku pracy. Wystarczyło również na ulgi fiskalne dla firm rozwijających technologie cyfrowe oraz bonifikaty podatkowe na przebudowy domów.

Niech to studium przypadku uprzytomni nam bezmiar polskich strat. Będziemy pariasem.

Znamiona aktualności

Ze wspólnej kasy rozprowadzono już 113 miliardów euro. Dlaczego Polski nie ma wśród beneficjentów, choć (w odróżnieniu od Węgier) podniesiono semafor dla naszego Krajowego Planu Odbudowy? Bo rząd nie zamierza przestawić zwrotnicy z toru wiodącego od demokracji do autorytaryzmu. To cena jaką Rzeczpospolita płaci za politykę PiS.

Twarde stanowisko Brukseli zaskoczyło Warszawę. W PiS łudzono się, że Komisja Europejska z ulgą obejrzy komedię z zamianą szyldu Izby Dyscyplinarnej na Izbę Odpowiedzialności Zawodowej w Sądzie Najwyższym.

Uzna ponadto, że Polkom i Polakom należą się pieniądze za ofiarne przyjęcie uchodźców z Ukrainy, które uwolniło UE od migreny. Po wysłuchaniu debaty z Ursulą von der Leyen w Parlamencie Europejskim złotoustym zrzedły miny. Krzyknęli: „Zachód po raz kolejny zdradził Polskę!”

Pozostało przygotować suwerena do straty. Okazało się znienacka, że europejskie pieniądze do niczego nie są nam potrzebne. Rozpoczęto również próby zagmatwania struktury przepływów finansowych z Brukseli do Warszawy; by dopłaty dla rolników mogły imitować finansowanie ferm wiatrowych. To początek kampanii dezinformacyjnej, mającej ukryć co z jakiej puli zasili (lub nie) polski budżet.

Morawiecki szybko ogłosił, że środki unijne nie są nam dziś tak potrzebne, jak kiedyś. Oczywiście nie kłamał. On tylko stwierdził, że - posłużę się bon motem innego lidera PiS - „moje słowa od początku nie miały znamion aktualności.” Powabne, nieprawdaż? Wtedy chodziło „tylko” o tysiąc dronów, a dziś o miliardy euro.

Premier nie ma dobrego wyjścia. Musi dużo mówić, bo za obrońcę polskiej suwerenności przebrał się Zbigniew Ziobro. Jedyną szansą efebów z Solidarnej Polski jest bowiem rozbujanie nastrojów antyunijnych. Mówią, że eurokraci są bezczelni, strategia klimatyczna skutkuje wzrostem cen energii a rząd zrezygnował z suwerenności na rzecz „państwa mandatowego” UE.

Pudrowanie zdrady

Przed rokiem dygnitarze PiS obwiniali o brak funduszy z KPO większość senacką. Nie zadziałało, bo nazbyt wyzywająco kłóciło się z rzeczywistością. Dziś odrzucili pomocną dłoń senatorów.

Posłowie PiS głosując za odrzuceniem senackich korekt znali już ocenę własnego rządu, iż żaden makijaż nie pomoże. Doskonale wiedzieli czego oczekuje Komisja Europejska oraz Polacy, masowo protestujący przeciw podporządkowaniu wymiaru sprawiedliwości politykom.

Rezygnacja z upartyjnienia sądownictwa skutkowałaby załamaniem poparcia nawet w tych kręgach, którym z trudem przychodzi krytyczna analiza rzeczywistości. PiS musiałby ogłosić klęskę własnej polityki. Szczątki wiarygodności nie wytrzymałyby takiego przeciążenia. Wyborcy przestaliby rozumieć o co chodzi rządzącej ferajnie. Stąd próba wywołania narodowego gniewu na Brukselę i przy okazji na Berlin.

Trend w sondażach jest dla rządzącej kamaryli bezlitosny. Jej czynownicy miotają się w panice, dając kolejne dowody, że nie cofną się przed żadnym łajdactwem. Położyli właśnie na szali przyszłość Polaków; także pokoleń, które nadejdą. Radykalizacja (eufemistycznie nazywana „wyrazistością”) ma podgrzewać patriotyczne wzmożenie. W imię polityki wyłudzania głosów wyborczych.

Im bardziej zastępy gładyszy z Solidarnej Polski ścigają się z dandysami z Konfederacji o komendę na froncie europejskim, tym energiczniej PiS musi podciągać tabory. Grozi to Polexitem, czyli potencjalnie największą klęską Polek i Polaków od rozbiorów.

Dobre rady

O ile dotychczasowe transfery z UE dawały Polsce wzrost PKB o 1,5 procent rocznie, to KPO mógłby go zwiększyć o kolejne 1,8 procent. W obliczu pustki skarbu Rzeczypospolitej jest to kwestia absolutnie newralgiczna.

A PiS zdążył już zrezygnować z 4 miliardów 700 milionów złotych zaliczki, czekającej na nas od 2021 roku. Dodajmy, iż pieniądze te nazywane są „nieznaczonymi”. Wbrew pierwszemu skojarzeniu, nie jest to przysługa dla bankowych złodziei. Po prostu, bez wkładu własnego można je było wydać na dowolny cel, a nie na konkretne programy.

Zabrakło ich, kiedy były najbardziej potrzebne. Mogłyby posłużyć do zbijania inflacji czy interwencyjnego zakupu węgla i gazu, ociepleniu budynków i szkół czy modernizacji szpitali; ergo – niosąc dobro, pracować równocześnie na poprawę wizerunku partyjnych dostojników PiS.

Nie musieliby dzięki nim kompromitować się radami o zaciskaniu zębów, zbieraniu chrustu, uszczelnianiu domostw, przejściu na dietę czy wpraszaniu się na obiady. Nota bene: skala bezczelności i głupoty, zawarta w konceptach chóru wujów dobra rada, prowadzi ich prosto na polityczny szafot.

Przyszłość wartości

Morawiecki dał dowody świadomości, że warunkiem uruchomienia pierwszej transzy z KPO jest reforma sądownictwa. Rząd ogłosił to w oficjalnym dokumencie. Ten sam rząd nie próbował nawet przekonać posłów PiS, by zaakceptowali senackie poprawki, sprawiające, że nie będzie to tylko magiczny trick ze zmianą szyldu, na który nikt w UE nie dał się nabrać.

Nieobecność premiera w Senacie podczas debaty poświadczyła o jego złych intencjach, dowodziła jego lęku zarówno przed konfrontacją z opozycją, jak i z własnymi wicepremierami. Bo też w rządzie PiS aktywowany został proces wzajemnych oskarżeń o zdradę.

I choć te konflikty doprowadzą do kresu hegemonii PiS, w ławach opozycji nie słychać braw. Naszej wyobraźni nie organizują bowiem doniesienia z kanapowego frontu. Nie robi nam żadnej różnicy, czy w łonie pisowskiej łomotaniny sofa wygrywa z otomaną. Nam chodzi o obronę wartości, dzięki którym Polska wygra przyszłość.

PiS machnął ręką na 170 miliardów złotych. Poświęcił je dla wzmocnienia mechaniki autorytarnego kursu w polityce wewnętrznej. Dla opresyjnej władzy ważniejszą okazała się totalna kontrola instytucji i obywateli. Krajowy Plan Odbudowy przestał być dla nich racją stanu.

To zbrodnia, która pozbawi nasze dzieci i wnuki szansy na życie w dostatnim i nowoczesnym kraju. Dystans do Europy miast maleć – wzrośnie.

Odrzucenie Planu Marshalla kosztowało Polskę zapóźnienie cywilizacje, które wciąż nadrabiamy. Odrzucenie Funduszu Odbudowy spowoduje, iż Europa ponownie nam ucieknie. Obie decyzje (Bieruta i Kaczyńskiego) mają podobne uzasadnienia.

Różnica jest jedna: Bierut działał pod tyranią Stalina, a Kaczyński chce utrzymania opresyjnej władzy swej kamaryli za wszelką cenę. Koszty nie mają znaczenia. Od nas, Polek i Polaków zależy, czy mu na to pozwolimy.

—-

Bogdan Klich jest senatorem, politykiem Platformy Obywatelskiej. Tekst ukazał się również w dzienniku „Gazeta Wyborcza”.

Opinie

Polityka, Kościół, wybory

Polityka i moralność

Tischner: człowiek o szerokich rękawach

Kłamstwo polityczne

Jak działa społeczeństwo obywatelskie?

Abecadło wojennych zbrodni

Bezpieczeństwo, wolność, jedność

Tischner nigdy nie zawodzi

Koniec epoki złudzeń

To Ziobro rozdaje dziś karty

(S)prawa Polek

Polskie firmy pod ścianą, a rząd udaje, że problemu nie ma

Nie ma Polski solidarnej, bez Polski przedsiębiorczej

Głośno wołajmy: więcej Europy!

Moje ciało. Moja sprawa

Państwo bez mocy

Układ Warszawski bis

Prawdziwa skala drożyzny dopiero przed nami!

Od prężenia muskułów do bezradności

Gdy zwycięzca nie bierze wszystkiego

Zapełnić pustkę w życiu i portfelu

Suwerenność i duma

Budzenie politycznego olbrzyma

Trzeba sobie łapy ubrudzić w ziemi

Szkoła Czarnka vs szkoła jutra

Wojna PiS o TVN, to konfrontacja z USA

Zło i wiara: aktualność Tischnera

Rozmowa – przestrzeń wolności

Tischner, czego uczy nas dziś?

Ameryka wróciła do Europy

Ministerstwo banalizacji katolicyzmu

Bitwa o Rzeszów: lekcja dla opozycji