Przejawem suwerenności państwa nie jest samoizolacja. Zaś narodowa duma nie polega na tym, że zrywasz relacje z naturalnymi sojusznikami

Każda rewolucja, mówił Józef Tischner, zaczyna się w sferze ducha. Ten zaś, kto ma władzę nad duchem, ma też władzę na rzeczywistością - społeczną i polityczną. Dzisiejsza władza PiSu ma swoje źródła właśnie w tej operacji, jaka została skutecznie dokonana na polskiej duszy. A rozegrała się ona przede wszystkim między dwoma kluczowymi dla Polaków pojęciami: dumą i wstydem.

Premier Mateusz Morawiecki, który robił do wczoraj karierę w banku z zachodnim kapitałem bezrefleksyjnie powtarza za prawicowymi publicystami i Jarosławem Kaczyńskim: „czas skończyć z pedagogiką wstydu”. Kluczowe jest tu słowo pedagogika. Pojęcie to wskazuje, że - zdaniem premiera - rodzimi liberałowie, prawica zaś powie „elity III RP”, choć sama jest elitą „tłustych kotów”, prowadziły jakieś zaplanowane ćwiczenie Polaków: zarówno w sposobie myślenia, jak i sposobie bycia. Że próbowały one wychować Polaków na jedną modłę - sposób, który, dodatkowo jest, jak łatwo się domyśleć, obcy naszej tradycji. Sposób, w ramach którego, próbowano narzucić nam obce wzorce.

Sęk w tym, że to nieprawda. Gdyby centrowcy i postępowcy przykładali wagę do wychowania i edukacji tak mocno, jak czyni to obecnie pisowski rząd - na czele z ministrem Przemysławem Czarnkiem - to dziś prawica nie cieszyłaby się samodzielną władzą. Jest zatem dokładnie odwrotnie: postępowcy powiesili na kołku wychowanie, zaniechali edukacji obywatelskiej, oddając je w ręce Klubów Gazety Polskiej, Kościoła i ruchów narodowych.

Z premierem Morawieckim trzeba się zgodzić w jednym: pedagogika ma znaczenie. Fakt, że odwołuje się do niej bankowiec (choć z wykształcenia historyk), świadczy o tym, że prawica doskonale rozumie wagę pedagogiki jako narzędzia ćwiczenia „dobrze sformatowanej wspólnoty”. Co więcej, dzisiejszy sukces polityczny prawicy ma swe źródło właśnie w tym, że przeprowadziła ona gwałt na polskiej duszy: to bowiem, co do wczoraj było przedmiotem narodowego wstydu - nacjonalizm, ksenofobia czy antysemityzm, prawica uczyniła obecnie przedmiotem narodowej dumy. To zaś, co było przedmiotem wspólnotowej dumy - europejskość, otwartość czy tolerancja - staje się źródłem wstydu.

Co przez długi czas było przedmiotem narodowej dumy? To my, Polacy, tworząc ruch Solidarność, przyczyniliśmy się do obalenia komunizmu i upadku Muru Berlińskiego. To my, Polacy, w naturalny sposób nosiliśmy w sobie gen wolności, którego nie był w stanie zabić w nas PRL, a którego symbolem był Lecha Wałęsa skaczący przez bramę Stoczni Gdańskiej, wyróżniony potem pokojową Nagrodą Nobla. To nasz papież, Karol Wojtyła z Wadowic, przez prawie 30 lat był przywódcą Kościoła Rzymskokatolickiego zwracając oczy świata na Polskę. Rozpierała nas duma, gdy najpierw Czesław Miłosz, a potem Wisława Szymborska odbierali literackie nagrody Nobla. To my, Polacy, czuliśmy nieskrywaną dumę, przystępując do Unii Europejskiej, w której zaledwie po kilku latach staliśmy się jedynym z kluczowych krajów.

Czerpaliśmy także dumę z tego, że stajemy się, podobnie jak Niemcy, Francuzi czy Irlandczycy nowoczesnym społeczeństwem, w którym respektuje się rządy prawa, szanuje mniejszości - religijne czy seksualne - w którym ceni się tolerancję. Czuliśmy dumę, że nasza transformacja ustrojowa i gospodarcza, choć nie bez błędów, i czasami zbyt dużym kosztem, doprowadziła nasz kraj do sytuacji, w której Polska jest innym państwom przechodzącym podobne procesy transformacyjne stawiana za wzór. Czuliśmy, w końcu, dumę, gdy inni, w tym przywódcy ważnych na świecie państw, jak choćby prezydent Ameryki Barack Obama, stawiali Polskę za wzór do naśladowania.

Poczucie dumy, jakie czerpaliśmy z tych tak bardzo tradycyjnych polskich wartości, jak tolerancja, otwartość, kreatywność, szacunek wobec inności, europejskość szło zarazem w parze z poczuciem wstydu. Mieliśmy poczucie wstydu, że wciąż zbyt duże drzemią w nas pokłady homo sovieticus - a więc podejrzliwości, braku zaufania do innych czy współpracy. Odczuwaliśmy wstyd, gdy dochodziło w naszych miastach do antysemickich wybryków i pobić obcokrajowców tylko dlatego, że mieli inny kolor skóry. Nie kryliśmy wstydu, ba, polski Kościół, szczególnie wobec Jana Pawła II go nie krył, który to papież tyle zrobił dla pojednania z Żydami, gdy niektórzy nasi duchowni głosili antyżydowskie czy ksenofobiczne poglądy. Było nam wstyd, gdy nasi prawicowi politycy straszyli Unią Europejską, w której my, zwykli obywatele, widzieliśmy szansę na rozwój i skok cywilizacyjny oraz kulturowy. Mieliśmy poczucie wstydu, że - w zjednoczonej Europie - polska prawica stara się odgrzewać nacjonalistyczne hasła. I w końcu, odczuwaliśmy wstyd, gdy prawica grała, jak w przypadku Niemiec, na - wydawać by się mogło - odesłanych do lamusa resentymentach. Bo żyliśmy w blasku zawołania polskich biskupów: „przebaczamy i prosimy o przebaczenie”.

Ta swoista gra, jaka toczyła się między dumą i wstydem w polskiej duszy polegała na wystawieniu na świecznik tego, co w nas najlepsze, i w oczach innych - szczególnie zachodnich obserwatorów - budziło podziw wobec Polaków i Polski: tolerancji, otwartości, kreatywności, pracowitości. Zarazem chowaliśmy pod korcem te cechy czy też starliśmy się nad nimi pracować, które odsuwały nas od Zachodu, a Zachód od nas: ksenofobię, antysemityzm, pieniactwo, resentyment. Kłopot w tym, że wszystkie te cechy, które były przedmiotem wstydu, nie zostały przez nasz przepracowane i odrzucone jako złe. Zostały zepchnięte do podświadomości. Wstyd w tym przypadku okazał się bólem. A bolało dlatego, że duża część polskiej prawicy musiała skrywać te cechy, których chować wcale nie chciała. Ból był tym bardziej nie do zniesienia, im bardziej prawica chciała pokazać swoje naturalne i autentyczne oblicze.

Kto i w jaki sposób „sprowokował” religijną i nacjonalistyczną prawicę do odsłonięcia jej prawdziwego oblicza? Lista „winnych” jest długa. Zacznijmy od uchodźców zlepionych z najgorszych fantazmatów prawicowej wyobraźni, gdzie uchodźca jest terrorystą, gwałcicielem, dzikusem zagrażającym naszej tożsamości. Jest to Unia Europejska, która domagając się przestrzegania rządów prawa, ingeruje w naszą swojską tradycję. A obcym od niej wara. Są to Stany Zjednoczone, które domagają się od nas respektowania wolności słowa. Na tej liście są oczywiście Czesi, którzy chcą doprowadzić do zamknięcia kopalni w Turowie. Lista wrogów, których sobie sami stworzyliśmy, jest długa. I niemal każdego dnia pojawia się na niej ktoś nowy.

Jaki mechanizm sprawa, że rząd zjednoczonej prawicy dokonuje tak spektakularnej samoizolacji? Dlaczego duma, która jest naturalnym elementem każdej wspólnoty sprawia, że stajemy się słabi i bezradni? Otóż za tymi wszystkimi porażkami, jeśli przyjąć obiektywne kryteria polityczne, stoi resentyment. Jego logika sprawia, że człowiek, który się mu podda, dokonuje gwałtu w świecie wartości, i – mówiąc za Fryderykiem Nietzschem – przewartościowuje wszystkie wartości. Z własnej nieudolności czyni cnotę.

Istota resentymentu skrywa się w przypowieści o lisie, który miał apetyt na słodkie winogrona. Tyle że winogrona wisiały zbyt wysoko. Lis tak wysoko nie sięga. Aby się jakoś pocieszyć, wmówił sobie, że winogrona są kwaśne. Tych, którzy mówili inaczej, uznał za kłamców. Resentyment polega na odwróceniu – „przewrocie” – porządku wartości. Jak notował wnikliwy badacz świata aksjologicznego, ks. Józef Tischner, wartości wyższe zostają uznane za wartości niższe, a niższe za wyższe.

Skąd się to bierze – pytał krakowski filozof. Ano mechanizm ten swe źródło ma w słabości. Lis nie uznaje faktu, że jest mały. Przecież każdy wie, że lisy są duże. Zamiast pogodzić się z rzeczywistością, mści się na świecie wartości i przewraca go do góry nogami. Tyle że mszcząc się na porządku wartości w gruncie rzeczy mści się na ludziach, którzy ten porządek reprezentują. Co to zobaczą w praktyce? Ano premier Morawiecki, który nie może znaleźć porozumienia z Czechami oświadcza, że zawiesza swój udział w formacie Wyszehradzkim. Prezydent Andrzej Duda, który nie może liczyć na spotkanie i rozmowę z prezydentem Joe Bidenem, spotyka się z każdym, kto się na takie spotkanie zgodzi sugerując, że Ameryka nie jest ważnym już dla Polski sojusznikiem. Rząd PiS, który łamie zasady państwa praw i nie respektuje wyroków TSUE ustami swoich polityków głosi, że może trzeba na serio myśleć o wyjściu z Unii Europejskiej.

Patrząc dziś na to, jak prawica przeorała polską duszę, budząc z uśpienia upiory samoizolacji, nacjonalizmu czy pogardy wobec rządów prawa, chciałbym na koniec odwołać się do tekstu Józefa Tischnera, który, jak wiemy, zawsze potrafił polskie sprawy opisać odpowiednimi słowami: „Polska jest krainą pełną dziwów. Nie ma na tym świecie takiego grzechu i takiej wady, która nie byłaby również grzechem i wadą Polski; głupota świata ma i u nas swoje gniazda. Polska jest grzesznicą Europy. Ale taka jest tylko powierzchowność Polski. Czujemy bowiem dobrze, że Polska ma również swoją głębię. Z głębi dobywają się niekiedy głosy i czyny zdumiewające: głos Jana Pawła II, ruch Solidarności, męczeństwo ks. Jerzego. W ten sposób daje o sobie znać inna Polska – nie ta przemijająca, lecz wieczna. Bo wieczna Polska istnieje. Co jest rdzeniem wiecznej Polski? Nie wiem, ale chyba wiara – jakaś niezwykła wiara, że to, co wydaje się niemożliwe, jest możliwe, że wbrew nadziei, trzeba uwierzyć nadziei, że w świecie nienawiści miłość ma wartość ogromną. Wiara ta zmienia bieg historii. A może i góry przenosi. Trzeba wciąż mieć na oku te wieczną Polskę z jej wiarą, by nie zwątpić, widząc Polskę z powierzchni”.

Moment, w którym znów odsłoni się ta „wieczna Polska”, będzie chwilą, w której odrzucimy fałszywe poczucie dumy, wyzwalające nasze najgorsze instynkty, a wstyd zostanie zastąpiony „pracą nad dumą”, która nie lęka się także trudniej dla naszej wspólnoty historii.

---

Jarosław Makowski

Opinie

Gdy zwycięzca nie bierze wszystkiego

Zapełnić pustkę w życiu i portfelu

Suwerenność i duma

Budzenie politycznego olbrzyma

Trzeba sobie łapy ubrudzić w ziemi

Szkoła Czarnka vs szkoła jutra

Wojna PiS o TVN, to konfrontacja z USA

Zło i wiara: aktualność Tischnera

Rozmowa – przestrzeń wolności

Tischner, czego uczy nas dziś?

Ameryka wróciła do Europy

Ministerstwo banalizacji katolicyzmu

Bitwa o Rzeszów: lekcja dla opozycji

Czy Biden rozprawi się z podatkowymi rajami?

Liberalizm i solidarność

Agonia władzy

Jaka przyszłość NATO?

Czy stać nas na świat bez drzew?

Strategiczna cena ambicji Obajtka

Dlaczego młodzi odchodzą z Kościoła?

Rząd się kłóci, traci Polska

Sztuka mądrego życia 

Media pod butem rządu

Inflacja "pożera" oszczędności Polaków

Czas na V RP

Podatkowy zawrót głowy