Mądrości trzeba przywrócić właściwą jej rangę, otworzyć dla niej przestrzeń na uniwersytetach tym bardziej, gdy na naszych oczach przemieniają się one w korporacje produkujące taśmowo „sloty”, a kształcenie redukują jedynie do zarządzania intelektualnymi sprawnościami.

Chciałbym zacząć od pewnego wspomnienia. Urodziłem się 10 lat po wojnie na krakowskim Kazimierzu, stąpając, jako dziecko, po miejscu, z którego moja babcia handlująca chlebem została wywieziona i zamordowana w Auschwitz. Dzisiaj kończę 40 lat naukowej pracy, którą rozpocząłem w 1982 roku jako asystent ks. Józefa Tischnera. Gdy zastanawiam się nad tymi latami, także 25 latami pracy naukowej i kształcenia w Collegium Civitas, przychodzą mi na myśl słowa wybitnego francuskiego filozofa Paula Ricoeura: „Na czym polega moje nauczanie? Na tym, że mówię. Nie mam innego środka zarobkowania i innej godności, nie mam innego sposobu zmieniania świata i wpływania na ludzi. Słowo jest moją pracą, słowo jest moim królestwem”.

Słowo „mądrość” zniknęło z naszego języka, wyparowało jak wiele innych słów. Wstydliwą rzeczą jest obecnie mówić o mądrości. Słowo to brzmi anachronicznie. Obecnie zostało zastąpione pojęciem wiedzy. Żyjemy w cywilizacji wiedzy, w kulcie wiedzy. Pisał francuski filozof Gabriel Marcel w 60-tych latach ubiegłego wieku: „pewne słowa, a nawet pojęcia, do niedawna jeszcze posiadające niekwestionowane znaczenie i szanowane, niczym rodzinne portrety w opuszczonym zamku pokrywają się warstwą kurzu, która gasi ich blask. Ośmielę się powiedzieć, że tak właśnie dzieje się ze słowem mądrość” . Dowodem zagubienia tego słowa jest fakt, że zniknęło ono z Krajowych Ram Kwalifikacji opisujących sylwetkę absolwentów szkół wyższych, jakby celem kształcenia akademickiego nie było kształcenie ludzi mądrych.

Potrzebujemy mądrości, by wiedzieć jak żyć i jakie podejmować decyzje, by życia nie zmarnować. Dlatego wielu myślicieli formułowało rozmaite reguły życiowej mądrości. Reguły mądrości to jednak nie sama mądrość. Czym zatem jest mądrość? Trudności w jej określeniu ukazał Platon w Uczcie w związku z definicją pojęcia filozofii. Filozofia według Platona jest umiłowaniem mądrości. A umiłowanie (filein), jak wszelkie formy miłości, pochodzi od greckiego boga Erosa. Ten zaś został poczęty na uczcie Afrodyty, bogini piękna, z ojca Dostatku i matki Biedy. To dwojakie pochodzenie (Dostatek i Bieda) sytuuje miłośnika mądrości między głupcami i bogami. Ten kto dąży do mądrości, wobec bogów jest biedny (pochodzenie od matki), gdyż nie ma pełni mądrości. Wobec głupców natomiast jest bogaty (pochodzenie od ojca), gdyż wie iż jej nie posiada. Natomiast głupcom wydaje się, że ją posiadają. Bogów od głupców oddziela zatem jedno kruche słowo „wydaje się”. Bogowie nie stawiają pytań, gdyż jeśli istnieją, to wszystko wiedzą. Głupcy też nie stawiają pytań, gdyż wydaje im się, że wszystko wiedzą.

Drogę do mądrości, bo jest to droga, sytuuje Platon pośrodku między głupcami i bogami. Możemy mówić jedynie o dążeniu do mądrości, a nie o jej posiadaniu. Kto by stwierdził, że posiada mądrość musiałby być bogiem, a okazałoby się, że jest głupcem. Nie można być mądrym i jednocześnie o tym wiedzieć. Dlatego także mój wykład nie może być zbyt mądry. Pierwszą cechą mądrości, wynikającą z tego pośredniego położenia drogi jest niepewność: „Mądrość sama sobie nie ufa, głupota sama sobie udziela kredytu bez granic” – stwierdził Tadeusz Kotarbiński. Drugą cechą jest skromność. Kiedyś moja mentorka, pani prof. Barbara Skarga dziennikarzowi, który prowadząc z nią wywiad, po raz drugi zwrócił się do niej: „Pani jako filozof”, odpowiedziała: „Proszę pana, filozof był tylko jeden, a nazywał się Arystoteles”. Kolejną cechą mądrości jest pokora. Mądrość nie mądrzy się wiele. Pokora, pomimo że obecnie jest cnotą skompromitowaną, jest podstawą mądrości. Nie jest bowiem poniżaniem siebie, umniejszaniem, a tym bardziej pogardą wobec siebie, lecz rozumieniem siebie w prawdzie, zatem grecką zasadą właściwej miary. Pokora to prawda o sobie.

Wejdźmy zatem pokornie na drogę mądrości, która prowadzi nas od czasów antycznej Grecji. Grecy definiowali człowieka jako „homo sapiens”, istotę myślącą. Według Arystotelesa definicja wskazuje zawsze na granicę określającą nasze najbliższe położenie i różnice istotowe. Położenie człowieka różni się zarówno od położenia przedmiotów jak i zwierząt. Przedmioty położone są jednokierunkowo, tak jak miasto położone jest u stóp góry „x”, nad rzeką „y”, w odległości „z” od stolicy. Położenie zwierząt określone jest przez instynkt i międzygatunkowe granice.

Położenie człowieka jest odmienne, gdyż jesteśmy istotami myślącymi i wolnymi. Zarówno przedmioty jak i zwierzęta nie mają wpływu na swoje położenie. Podobnie w wielu wymiarach jest z nami. Nie mamy wpływu na epokę, w której przyszło nam żyć, na kulturę i religię, na język, którego nas nauczono, na tradycję i wartości, w których nas wychowano, na losowe zdarzenia, które nam się przydarzają. A to wszystko określa strukturę naszych przekonań, które są podstawą naszego myślenia. Na żadne z tych uwarunkowań nie mamy wpływu. Te uwarunkowania powodują, że stajemy po różnych stronach światopoglądowych i politycznych sporów. Jedni wierzą w demokrację, inni wierzą w tyranię. Jedni wierzą w istnienie Boga, inni w jego nieistnienie. Są i tacy, którzy wierzą w płaską ziemię.

Nie wiemy jak kształtują się przekonania, które radykalnie nas różnią. Z pewnością ma na to wpływ nasza wrażliwość, rodzina, lektury, nauczyciele. Możemy jedynie wyodrębnić przekonania otwierające i zamykające. Pierwsze rozwijają nasze myślenie krytyczne, drugie je zasadniczo ograniczają i zamykają. Przekonania zamknięte budzą emocje, lęk dają pierwszeństwo tworom wyobraźni. W ten sposób kształtuje się myślenie mityczne. Istotą mitu jest bowiem to, że brak w nim rozróżnienia między rzeczywistością a sferą wyobraźni. Wbrew temu, co sądził August Comte, rozwój nauki wcale nie wyparł mitów. Jedynie je unowocześnił jako narzędzie społecznej i politycznej zmiany. Do myślenia mitologicznego, jak pokazał Ernst Cassirer w Micie państwa sięgamy w czasach kryzysu społecznego, kiedy myślenie intelektualne okazuje się bezsilne, lub wtedy, gdy świadomie usiłujemy stworzyć nowy mit państwa.

Nasze położenie, podobnie jak przedmiotów jest bierne. Ponieważ jednak jesteśmy istotami myślącymi i wolnymi, różni się ono zasadniczo od położenia przedmiotów. Pień drzewa wrzucony do rzeki biernie poddaje się nurtowi, gdyż taka jest natura płynącej wody i taka jest natura pnia. Człowiek, który wpadnie do rzeki może, jeśli zechce, płynąć pod prąd.

Mądrość, w przeciwieństwie do głupoty ma odwagę myśleć. Czym jednak jest myślenie? Czasami poetom i aforystom udaje się celniej uchwycić myśl niż filozofom. Stanisław Jerzy Lec stwierdził kiedyś: „Ludzie lubią takie myśli, które nie zmuszają do myślenia”. Myślenie jest bowiem czymś tak oczywistym jak procesy życiowe, nad którymi nie zastanawiamy się dopóki żyjemy? Do takiej właśnie metafory odwołał się Arystoteles, który porównał je do oddychania. Człowiek bezmyślny jest zatem w równym stopniu martwy co ciało pozbawione oddechu. Być może więc problem myślenia staje przed nami w całej oczywistości, gdy w szczególny sposób doświadczamy bezmyślności.

Arystoteles uznał myślenie za istotę życia ludzkiego. Człowiek, który „myśli właściwie”, żyje według Arystotelesa „bardziej”, to znaczy na wyższym poziomie niż inni. Wiele wieków później Blaise Pascal określił człowieka jako „trzcinę myślącą”. Z jednej strony człowiek jest istotą fizycznie kruchą, z drugiej jednak przekracza fizyczny świat swoją myślą. Cała godność człowieka spoczywa w myśli. I, co prawda, niska jest ona przez swoje błędy, wielka jednak przez swą naturę. Dlatego stwierdził: „Mogę dobrze wyobrazić sobie człowieka bez rąk, nóg, głowy (jedynie bowiem doświadczenie uczy nas, że głowa jest potrzebniejsza od nóg). Ale nie mogę wyobrazić sobie człowieka bez myśli: to byłby kamień albo bydlę” . Wiele stuleci później Hannah Arendt zwróciła uwagę na jeszcze inny istotny aspekt myślenia. Obserwując Eichmanna, hitlerowskiego zbrodniarza, podczas procesu przed sądem w Jerozolimie, wysunęła tezę o banalności zła, zakładając związek między złem a brakiem myślenia. Czy myślenie może nas jednak obronić przed złem, a jeśli tak, to jak rozumiane myślenie?

W rozwoju cywilizacji znaleźliśmy się współcześnie w sytuacji szczególnej. Szeroki dostęp do wiedzy, olbrzymi rozwój nauki i nowych technologii, nie tylko nie wyhamował bezmyślności, ale wręcz ją pogłębił, a może tylko ujawnił. Można mieć wrażenie, że doświadczamy obecnie jakiejś wyjątkowej intensyfikacji irracjonalizmu, braku krytycznego myślenia, naiwności, kwestionowania naukowych autorytetów, np. w dziedzinie szczepionek, przede wszystkim jednak panoszących się w formie językowego słowotwórstwa tworów wyobraźni, które uznawane za faktyczną rzeczywistość kształtują nasze życie indywidualne i społeczne.

Patrząc na człowieka z perspektywy natury, musimy stwierdzić, że jest on zwierzęciem wybrakowanym, nieprzystosowanym, posiadającym rozmaite naturalne deficyty – stwierdził Immanuel Kant. Nie ma on siła lwa, kłów tygrysa, ani pazurów orła, by przetrwać. Natura przeznaczyła mu jednak odmienną drogę rozwoju. Nie dając mu naturalnego instynktu zmusiła go do rozwoju intelektualnego potencjału. To właśnie dzięki niemu mógł przezwyciężyć swe naturalne deficyty. Człowiek nie tylko zrekompensował te deficyty, ale wytworzył urządzenia, dzięki którym porusza się szybciej od najszybszych zwierząt, potrafi latać, pomimo braku naturalnych po temu zdolności. Wręcz zapanował nad procesami natury, próbuje panować nad procesami społecznymi, a także nad własnym życiem. Ten sposób kompensaty jest jednak dwuznaczny. Jak pokazał to Max Horkheimer i Theodor Wissengrund Adorno w Dialektyce oświecenia, jest źródłem władzy. Najcelniej ten związek między władzą i wiedzą wyraził renesansowy myśliciel i badacz Francis Bacon: „Tyle możemy ile wiemy”. Wiedza jest nie tylko źródłem otwierającego się pola możliwości, ale także źródłem panowania. Kto w Renesansie posiadł umiejętność żeglowania, posługiwania się kompasem i prochem strzelniczym, przed tym otwarła się nie tylko perspektywa odkryć nowych lądów, ale także, w następstwie, ich podboju, niszczenia rodzimych kultur, mordowania tubylców. Uruchomiliśmy niewyobrażalne źródła mocy. W XX wieku zbudowaliśmy obozy koncentracyjne i gułagi. Wciąż produkujemy coraz bardziej zaawansowaną technologicznie broń i toczymy okrutne wojny. Straszymy się potencjałem atomowym. Z perspektywy renesansowego humanizmu nie mamy już podstaw mówić, że „człowiek to brzmi dumnie”. Owszem, stworzyliśmy dzieła, które dają nam podstawę bycia, jak pisał Pascal „chlubą wszechświata”. Jednocześnie jednak, jak w tej samej sentencji stwierdził myśliciel, jesteśmy „jego zakałą”.

Jak rozwiązać ten problem? Czy samo myślenie intelektualne wystarczy do poruszania się po drodze mądrości. Jaki jest związek między myśleniem i mądrością? Immanuel Kant tak powiązał mądrość z myśleniem: 1. Myśleć samemu. 2. Wmyślać się w pozycję innego (w obcowaniu z ludźmi) 3. Zawsze w myśleniu pozostawać w zgodzie z samym sobą.

1) Myśleć samemu, to myśleć samodzielnie. Obecnie przeciwieństwem myślenia samodzielnego i przeszkodą jest przeciętność. Przeciętność można zdefiniować jako uwięzienie w łatwej do powtarzania słownej papce płynącej z radia, telewizji, przelewającej się w Internecie. Współczesnym diagnostą bezmyślności jako przeciętności był hiszpański myśliciel Jose Ortega y Gasset. Nazwał ją buntem mas. Stwierdził: „Dla chwili obecnej charakterystyczne jest to, że umysły przeciętne i banalne, wiedząc o swej przeciętności i banalności, mają czelność domagać się prawa do bycia przeciętnymi i banalnymi i do narzucania tych cech wszystkim innym. (…) To właśnie uznałem (...), za cechę charakterystyczną dla naszych czasów: nie to, że człowiek pospolity wierzy, iż jest jednostką nieprzeciętną, a nie pospolitą, lecz to, że żąda praw dla pospolitości, czy wręcz domaga się tego, by pospolitość stała się prawem” . Współczesny, nowy bunt mas, który ogarnia różne rejony Europy i świata, został jeszcze wzmocniony przez rozwój nowych technologii informacyjnych i medialnych. Współczesnym targowiskiem stał się Internet, który zamienił życie wielu ludzi w nieustający karnawał. Paradoksalnie, rozwój nowych technologii nie wspiera naszej odpowiedzialności w myśleniu, a wręcz z niej zwalania. Postęp oznacza bowiem nie tylko akumulację, ale także polepszenie. W średniowieczu, gdy przepisywano księgi ręcznie całymi latami na kosztownym pergaminie, przepisywano jedynie arcydzieła. Od wynalezienia czcionki przez Gutenberga było już coraz gorzej. Kto pisał jeszcze na maszynie do pisania czuł odpowiedzialność za słowo na swoich palcach. Wiedział co się stanie, gdy źle sformułuje myśl. Dzisiaj, gdy piszemy na komputerach metodą „wytnij”, „wklej” spadł radykalnie poziom naszego myślenia, a półki biblioteczne i Internet zalane są przeciętnością.

Nowe technologie nie tylko zwalniają nas z odpowiedzialności, ale także rozleniwiają. Współczesna cywilizacja techniczna, która jest cywilizacją ułatwień przyczynia się także do intelektualnego lenistwa. W świecie techniki wszystko jest skuteczne. Wystarczy szybko poruszać prawym kciukiem. Naciskamy i działa. W sferze ducha nic nie działa. Przeczytanie książek, przemyślenie myśli, refleksja, wymaga dużego wysiłku i nakładu pracy. Gdy poprosiłem pewną grupę studentów o przeczytanie 300-stronicowej książki, w sali seminaryjnej pozostał jeden student i szczerze powiedział: „Przecież takiego heroizmu nie może pan od nas wymagać”.

Na dominację przeciętności wpływa także brak odwagi myślenia. Pisał Kant w artykule „Sapere Aude”: „Do wejścia na drogę Oświecenia nie potrzeba niczego prócz wolności (…), mianowicie wolności czynienia wszechstronnego, publicznego użytku ze swego rozumu. A jednak ze wszystkich stron słyszę pokrzykiwanie: nie myśleć! Oficer woła: nie myśleć! Ćwiczyć! Radca finansowy: nie myśleć! Płacić! Ksiądz: nie myśleć! Wierzyć! (…) Wszędzie więc mamy do czynienia z ograniczeniami wolności. Które jednak z nich są przeszkodą dla Oświecenia, a które nie i raczej nawet pomagają Oświeceniu — na to pytanie odpowiadam: publiczny użytek ze swego rozumu musi być zawsze wolny i tylko taki użytek może doprowadzić do urzeczywistnienia się Oświecenia wśród ludzi” . Polskę Oświecenie ominęło niestety bokiem.

Dlaczego samodzielne myślenie jest ważne? Ponieważ broni nas ono przed rozmaitymi formami autorytarnych ideologii. Kiedy pojawia się taka ideologia, społeczeństwo zaczyna się dzielić na trzy grupy. W pierwszej pojawiają się ci, którzy ślepo wierzą w ideologię i myślą dogmatycznie, czyli nie myślą. W tej samej grupie są także ci, którzy nie wierzą w ideologią, ale myśląc cynicznie, usiłują zrealizować swoje chore ambicje polityczne i ekonomiczne. W trzeciej grupie, nielicznej, są myślący samodzielnie i krytycznie i płacą za to wysoką osobistą cenę. Pośrodku sytuuje się większość, która konformistycznie dostosowując się, wyłącza samodzielne myślenie. Tak było w okresie panowania ideologii faszystowskiej. W pierwszej grupie pojawił się Heidegger. Do dzisiaj nie wiemy, czy bardziej był dogmatycznym faszystą, czy cynikiem. W trzeciej grupie Dietrich Bonhoeffer, teolog, filozof i pastor protestancki, który od początku publicznie wypowiadał się na temat zagrożeń faszyzmu. Pozbawiono go katedry uniwersyteckiej, a ostatecznie powieszono w obozie koncentracyjnym. Pośrodku znalazł się Karl Jaspers, który nie był ani za, ani publicznie przeciw. A jak musiał, to listy administracyjne podpisywał „Heil Hilter”. Podobnie było w marksizmie. W pierwszej grupie znalazł się wybitny polski znawca Kanta, Tadeusz Kroński, który po wojnie obwieścił, że marksizm jest nieprzekraczalną ideologią naszych czasów. „Wyorzemy pługiem z polskich głów wolny rynek i kapitalizm” - stwierdził. W trzeciej grupie pojawili się z czasem ci myśliciele, którzy przejrzeli na oczy: Leszek Kołakowski, Bronisław Baczko, Zygmunt Bauman. Pozbawieni uniwersyteckich katedr musieli wyemigrować. Pośrodku pozostali ci, którzy chcąc mieć kontakt z europejska nauką otrzymywali paszport przyjmując pseudonim, jak na przykład mój dawny kolega: „Wolf”. Nie inaczej jest obecnie, czego dowodem są środowiska prawnicze, dziennikarskie, naukowe, ludzi kultury.

Współczesnym źródłem bezmyślności przeciętności jest wreszcie dominacja orientacji merkantylnej, związana z ekonomiczną funkcją rynku. Zgodnie z logiką tej orientacji zamieniamy samych siebie w towar i produkt rynkowy. Orientacja merkantylna ma zasadniczy wpływ na proces kształcenia. Nie chodzi w nim już o rozwój i samorealizację (o to, kim jesteśmy), lecz o osiągnięcie sukcesu w procesie sprzedaży siebie (o to, co mamy). W orientacji merkantylnej, pisał Erich Fromm, myślenie „pełni funkcję jak najszybszego ogarnięcia świata przedmiotów, aby móc nimi efektywnie manipulować. Szybka, szeroka i skuteczna edukacja prowadzi do rozwoju inteligencji, nie rozumu. Do celów manipulacyjnych potrzebna jest jedynie wiedza o zewnętrznych cechach rzeczy, wiedza powierzchowna. Prawda, którą winno się osiągać poprzez zgłębianie istoty zjawisk, staje się pojęciem przestarzałym. (…) Kategorie porównawcze oraz mierzenie kwantytatywne, nie zaś dogłębna i wszechstronna analiza danego zjawiska i jego cech jakościowych stanowią istotę tego typu myślenia (…) myślenie i wiedza stają się narzędziami na usługach sukcesu” .

To jest jednak tylko pierwszy warunek mądrości. Jeśli myślenie sprowadzamy jedynie do intelektu, inteligencji i wiedzy, to takie myślenie nie jest i nie może być w pełni tożsame z mądrością. „Wiek oświecenia uważał, pisał polski socjolog Jan Szczepański, że mądrością jest wiedza, że zatem upowszechnienie wiedzy naukowej przyczyni się do zmniejszenia ciemnoty, zabobonu głupoty, a więc zła. Widzimy teraz w dobie rozwoju nauki i techniki, że głupota może doskonale iść w parze z wielką wiedzą, wielu dyplomami i wielkimi osiągnięciami techniki” .

2) Równie ważne, a może nawet ważniejsze, jest wmyślanie się w pozycję innego. Wiedza, inteligencja, tym różni się od mądrości, że ta pierwsza kieruje się logiką myślenia, a druga etyką myślenia. Myślenie logiczne jest dobre, gdy jest zgodne z regułami i skuteczne. Myślenie jest etyczne, gdy kieruje się dobrem. Mądrość kieruje się dobrem, zarówno wobec innych jak i samego siebie. Dlatego Arystoteles określił mądrość jako dobry namysł. „Dobrze zaś w bezwzględnym tego słowa znaczeniu namyśla się ten, kto zgodnie z wynikami swego rozumowania umie zmierzać do największego dla człowieka dobra” . Mądrość jest zatem wiedzą mającą na celu dobro i czyniącą dobro. Dlatego Seneka określił ją jako najwyższą doskonałość duszy ludzkiej. A Pascal stwierdził: „Myśleć dobrze, oto zasada moralna”.

Dlatego warto odróżnić za Otto Friedrichem Bollnowem intelekt od rozumu Mądrość jest bliższa rozumowi niż intelektowi. Intelekt zna prawidła matematyki i posiada sprawność w posługiwaniu się narzędziami. Sytuuje się jednak poza dobrem i złem. Sama umiejętność rozbicia atomu i wyzwolenia energii jądrowej jest neutralna, podobnie jak umiejętność rozszyfrowania ludzkiego genomu. Jednak decyzja, czy wiedza ta i umiejętność posłuży do budowy bomby, czy elektrowni atomowej, do leczenia człowieka, czy eugeniki, nie jest zależne od intelektu. Intelekt bez rozumu może stać się wręcz niebezpieczny. W połączeniu z namiętnościami rodzi fanatyzm. Namiętność władzy i posiadania wyposażona w intelekt zrodziła faszyzm, a namiętność idealnej sprawiedliwości komunizm.

Rozum jest odmienną władzą niż intelekt. Człowiek nabiera rozumu, kiedy w coraz większym stopniu rozumie siebie i innych. „Rozum, pisał Bollnow, oznacza tu więc medium wspólnoty, w której ludzie, nawzajem się sobie przysłuchując, mogą spotkać się w rozmowie” . Mądrość to rozumne, czyli rozumiejące rozeznanie co do dobra własnego i innych. To praktyczna umiejętność określania miar i granic. Zainspirowany rozróżnieniem Bollnowa słowo roz-um wyprowadzam od słowa roz-mowa, roz-umienie i roz-waga. Być rozumnym, czyli mądrym, to być zdolnym do otwartej rozmowy, zrozumienia innych i podejmowania rozważnych decyzji.

3) I jeszcze trzeci Kantowski związek myślenia i mądrości: „Zawsze w myśleniu pozostawać w zgodzie z samym sobą”. Zgoda ta opiera się na umiejętności rozpoznania. Człowiek jest splotem dopełniających się wartości. Jest jednocześnie istotą materialną i duchową, przyrodniczą i tworzącą kulturę, skończoną i pragnącą nieskończoności, wolną i odpowiedzialną, indywidualną i wspólnotową, sprawiedliwą i kochającą, aktywną i kontemplatywną, otwartą i zamkniętą, wychyloną ku przyszłości i zanurzoną w przeszłości. Brak równowagi między tymi dopełniającymi się wartościami prowadzi zawsze do negatywnych doświadczeń i groźnych kryzysów zarówno społecznych jak i osobistych. Sprawiedliwość bez miłości przemienia się w niesprawiedliwość, a miłość bez sprawiedliwości rodzi emocjonalną ślepotę. Wolność bez odpowiedzialności rodzi anarchię, podobnie jak odpowiedzialności bez wolności tyranię. Indywidualizm bez relacji społecznych może przekształcić się w egoizm społeczny, a relacje społeczne nie uwzględniające odrębności osób w kolektywizm. Kontemplacja pozbawiona działania może przemienić się w narcyzm, a działanie bez kontemplacji w czysty aktywizm. Gdzie ma przebiegać granica między życiem zaangażowanym w materialność a otwarciem się na duchowość, gdzie ograniczyć miłość na rzecz sprawiedliwości lub sprawiedliwość na rzecz miłości, wolność na rzecz odpowiedzialności lub odpowiedzialność na rzecz wolności, relacje społeczne na rzecz samotności lub samotność na rzecz relacji? Na to pytanie może każdorazowo odpowiedzieć nam jedynie mądrość. Mądry jest ten, kto umie tę granice każdorazowo określić. A określić ją nie jest łatwo, gdyż za każdym razem leży ona gdzie indziej. Świadom tego był Arystoteles definiując cnotę jako umiar między wadami przez nadmiar i niedomiar. Ten sam czyn może być dla kogoś przejawem męstwa, a dla kogoś innego tchórzostwa lub brawury. Jak powinniśmy postępować? Na to pytanie może nam odpowiedzieć tylko mądrość praktyczna (rozsądek), który Kant nazwał później umiejętnością rozpoznania.

To, co Grecy określali jako mądrość, chciałbym nazwać w polskim języku słowem „dobromyślność”. Chciałbym przywrócić językowi to słowo, które odnalazłem jeszcze w „Słowniku języka polskiego” Jana Karłowicza, Adama Kryńskiego i Władysława Niedźwiedzkiego z 1900 roku, w którym oznaczało ono „prawomyślność”. W Obecnym wielotomowym „Słowniku języka polskiego” pod redakcją Witolda Doroszewskiego, słowo to, co znamienne, zniknęło. Dlaczego? Ponieważ systematycznie zamieniamy paradygmat bycia na paradygmat posiadania. Przestało się liczyć to, kim jesteśmy, a liczy się to co posiadamy. Dobromyślność to myślenie, które kieruje się dobrem: wobec najbliższych i całej ludzkości, planety i zwierząt. Potrzebujemy dobromyślnych relacji osobistych, dobromyślnych stosunków społecznych, dobromyślnych instytucji i prawa, dobromyślnej polityki, która nie wyklucza, lecz włącza, która jest siłą połączalności, a nie rozłączalności, która nie akceptuje nierówności, a nawet adiaforyzacji, czyli wyprowadzaniu poza kategorie moralne całych grup społecznych: kobiety, imigrantów, osoby rasowo i kulturowo odmienne, słabych konsumentów, osoby LGBT+, klimat, i jednocześnie czyni dobro w sposób przemyślany, czyli rozważny. Bo tak, jak myślenie potrzebuje dobra, tak dobro myślenia.

Brak dobromyślności powodował w historii wykluczanie i wrogość: wojny krzyżowe, wojny religijne, inkwizycję, palenie czarownic, obozy koncentracyjne, gułagi, okrucieństwie w Wietnamie i Kambodży. Szczególnie dzisiaj potrzebujemy dobromyślności. Jesteśmy bowiem jako ludzkość położeni, blisko wojny, blisko okrucieństwa nieodmiennego od tego, które miało miejsce w latach 1939-1945 w Europie. Wciąż zagraża nam populizm i nacjonalizm, przed którym przestrzegał nas w 1959 roku Theodor Wissengrud Adorno. W wkładzie „Nowy prawicowy radykalizm” stwierdził: „Przesłanki dla faszyzmu wciąż trwają” i wyliczył takie jego cechy: widmo bezrobocia wywołanego postępem technicznym, demokracje rodzące niesprawiedliwość, fascynacja katastrofą, propaganda jako substancja polityki, antysemityzm i technika aluzji, manipulowanie pojęciem demokracji, ruchy antywolnościowe przedstawiające się jako obrońcy wolności, przywiązywanie nadmiernej wagi do symboli, monopolizowanie słowa „niemiecki”, koniec z wyznawaniem win.

Jesteśmy położeni na granicy przetrwania. Systematycznie niszczymy planetę na której żyjemy, z powodu rozpasanego konsumpcjonizmu i chciwości, przyczyniamy się do powstawania śmiertelnych pandemii. Z drugiej strony z obawą patrzymy na rozwój nowych technologii, sztucznej inteligencji. Czy będą one dla nas szansą, czy zagrożeniem? Czy przysłużą się demokracji, czy powszechnej inwigilacji? Wszystko zależy, czy będziemy rozumni, czy zdobędziemy się na dobromyślność. Ale to stawia nas przed koniecznością odwrócenia się od paradygmatu posiadania, szczególnie tych jego niszczących form, na rzecz powrotu do paradygmatu bycia.

Rozpoczynamy nowy rok akademicki. To zadaniem edukacji, w tym szczególnie wyższej, jest uczenie odwagi samodzielnego krytycznego myślenia i dobromyślności. Możliwe będzie to wówczas, gdy powrócimy do źródłowego sensu kształcenia, którego uniwersytety są tylko zwieńczeniem. Nie możemy ograniczać kształcenia jedynie do nabywania wiedzy i usprawniania intelektu, pomijając kształcenie rozumu i rozsądku. Dlatego Max Horkheimer w swoim słynnym wykładzie „Odpowiedzialność i studia” wygłoszonym w 1952 roku po powrocie z USA, gdzie po dojściu nazistów do władzy wyemigrowała cała Szkoła Frankfurcka, szukając przyczyn nazistowskiego okrucieństwa, stwierdził, że celem uniwersyteckiego kształcenia nie może być jedynie przygotowywanie podmiotów na rynek pracy. Jeśli nie mamy doprowadzić do kolejnej katastrofy, musimy przede wszystkim uczyć humanitaryzmu. „Czyż student nie jest siłą rzeczy świadkiem tego, że rozwój rozumu i wszystkie implikowane przezeń zdolności są obowiązkiem kogoś, kto traktuje prawdę poważnie – a czy bez tego można w ogóle mówić o studiach? (…) To, że absolwent studiów nie jest w stanie połączyć z kompetencjami zawodowymi siły i odwagi, niezbędnych do rozwiązywania problemów życia, prowadzi do takiego powiązania wiedzy fachowej i obskurantyzmu, które uzasadnia przypuszczenie, że ludzie wykształceni nie byli bardziej od niewykształconych odporni na totalitarne szaleństwo w przeszłości i nie będą w przyszłości” .

To my, mniej więcej od XVII wieku zredukowaliśmy edukację do przekazu wiedzy (educatio). Dla Greków, którzy uczyli mądrości, była ona czymś więcej, podawaniem ręki („educere”), by wyprowadzić ucznia z błędów, iluzji i nauczeniem go samodzielnego kroczenia drogą mądrości/dobromyślności.

Odpowiedzialność za takie mądre kształcenie ciąży przede wszystkim na profesorach, intelektualistach, dziennikarzach, artystach. Dlatego Gyorgy Lukacs w książce „Zerstörung der Vernunft” („Zniszczenie rozumu”), w której badał związek między niemiecką kulturą a faszyzmem, przestrzegał: „Znaczna część intelektualistów (…) zamieszkała w owym „Grand-Hotelu Otchłań”, który opisywałem przy okazji krytyki Schopenhauera jako: „piękny, wyposażony we wszelki możliwy luksus hotel, położony na skraju otchłani, nicości i absurdu. Codzienny rytuał spojrzenia w otchłań – pomiędzy posiłkami spożywanymi w błogim nastroju a produkcją artystyczną – może jedynie zwiększyć przyjemność płynącą z tak wyszukanego komfortu”.

Mądrości, dobromyślności, trzeba przywrócić właściwą jej rangę, otworzyć dla niej przestrzeń na uniwersytetach, tym bardziej, gdy na naszych oczach przemieniają się one w korporacje produkujące taśmowo „sloty”, a kształcenie redukują jedynie do zarządzania intelektualnymi sprawnościami.

---

Publikowany tekst jest wykładem, jaki prof. Gadacz wygłosił w ramach uroczystości rozpoczęcia roku akademickiego 2022/2023 w Collegium Civitas.

Opinie

Państwo bez głowy

Władza silniejsza niż nienawiść

To nie koniec bitwy o Śląsk

Czarne dwa lata polskiej edukacji

Ojczyzna

Tylko klęska Putina zapewni pokój

„Polacy, pamiętajcie o Białorusi”*

O mądrości

Jak trwoga to do samorządów

Kto zatruł Odrę?

Historia według Roszkowskiego

Polityka i moralność

Tischner: człowiek o szerokich rękawach

Kłamstwo polityczne

Jak działa społeczeństwo obywatelskie?

Abecadło wojennych zbrodni

Tischner nigdy nie zawodzi

Koniec epoki złudzeń

To Ziobro rozdaje dziś karty

(S)prawa Polek

Polskie firmy pod ścianą, a rząd udaje, że problemu nie ma

Nie ma Polski solidarnej, bez Polski przedsiębiorczej

Głośno wołajmy: więcej Europy!

Moje ciało. Moja sprawa

Państwo bez mocy

Układ Warszawski bis

Gdy zwycięzca nie bierze wszystkiego

Zapełnić pustkę w życiu i portfelu

Suwerenność i duma

Budzenie politycznego olbrzyma

Trzeba sobie łapy ubrudzić w ziemi