Z Marzeną Okłą-Drewnowicz, posłanką KO, rozmawia Andrzej Domański

Sytuacja demograficzna Polski stale się pogarsza. Nasze społeczeństwo szybko się starzeje, co rodzi zarówno problemy na rynku pracy, jak i wyzwania czysto społeczne, związane chociażby z samotnością osób starszych, których dzieci mieszkają daleko od domu. Co możemy jako społeczeństwo, ale w szczególności jako politycy zrobić, aby ten problem ograniczać?

Myślę, że wyzwanie wynikające z nieuchronnego procesu starzenia się naszego społeczeństwa ma co najmniej dwa wymiary. Pierwszy jest społeczny, związany ze społecznym obowiązkiem zapewnienia seniorom opieki oraz rosnącym poczuciem samotności wywołanym zmianami, jakie zachodzą w naszym społeczeństwie. Drugi, równie istotny, dotyczy finansów. Nie jest przecież żadną tajemnicą, że dzisiejsi seniorzy są objęci wyliczeniem emerytur ze „starego portfela”, natomiast przyszli emeryci będą mieć głodowe świadczenia. Chyba nikt nie wierzy do końca w przerażające prognozy ZUS-u dotyczące oczekiwanej wysokości naszej emerytury, ale nie ma co się oszukiwać: one są prawdziwe.

Porozmawiajmy może najpierw o wymiarze społecznym, bo on chyba często jest – niesłusznie – bagatelizowany.

Zmiany społeczne polegające na tym, że dzieci coraz rzadziej mieszkają z rodzicami, trwają od dawna. O ile jednak dzisiejsi pięćdziesięciolatkowie mieszkają zwykle w tym samym mieście, co ich rodzice, o tyle w pokoleniu obecnych trzydziesto- i czterdziestolatków wiele osób przeprowadziło się do większych ośrodków miejskich. Z taką decyzją wiążą się dwa wyzwania: jak zapewnić codzienną pomoc osobom starszym i jak przeciwdziałać poczuciu samotności.

W 2015 roku stworzyliśmy program Senior Wigor. Ułatwiał otwieranie dziennych domów i klubów seniora. Obecna władza oczywiście dodała do jego nazwy słynny plus i już na początku, niestety, ograniczyła jego finansowanie, ale program w jakiś sposób jest kontynuowany. To najważniejsze. Pomaga zapełnić pustkę, jaka pojawia się w pewnym momencie nie tylko w mieszkaniu, ale i w życiu. Z upływem czasu seniorzy stają się coraz mniej samodzielni, dlatego tak istotne jest, abyśmy jako państwo dofinansowywali organizację opieki, szczególnie w miejscu zamieszkania. Skorzystają seniorzy, ale również gospodarka, bo taki system ułatwi powstanie całego segmentu „srebrnej gospodarki”. Myślę, że tu mamy największe deficyty. O ile kluby seniora czy uniwersytety trzeciego wieku świetnie funkcjonują, o tyle w obszarze opieki nad osobami starszymi jest bardzo dużo do zrobienia.

Większość tych działań realizują samorządy. Polski Ład wyraźnie uderza w nie finansowo. Czy wystarczy środków na takie programy?

Obawiam się, że cięcia dotkną także ważnych programów. Jeżeli samorządy poniosą poważny uszczerbek finansowy, z pewnością przełoży się to na sytuację seniorów, na skierowane do nich programy. W dużych miastach na miejsce w domu seniora już teraz czeka się latami, trochę lepiej jest w ośrodkach średniej wielkości. W małych gminach takich programów często w ogóle nie ma, bo tych ośrodków najzwyczajniej na to nie stać. Po uderzeniu w finanse samorządów, jakim jest Polski Ład, będzie tylko gorzej. Tymczasem obecna sytuacja demograficzna Polski to moim zdaniem największe wyzwanie, przed jakim stoimy. Coraz częściej z powodów, o których wspomniałam, czyli między innymi mieszkania w innym mieście, rodzina nie może sprawować opieki bezpośrednio. Nie ma co się obrażać, trzeba szukać rozwiązań. One istnieją, widzimy je w innych krajach. Trzeba wspierać te dzieci, które chcą pomagać rodzicom, ale mieszkają daleko. Dlatego zaproponowaliśmy czek opiekuńczy jako formę wsparcia.

Jakie wydatki można by takim czekiem pokrywać?

Rozwiązanie stwarza wiele możliwości, bo uważamy, że rodzina najlepiej wie, czego potrzebuje w opiece nad seniorem. Przykładowo środki można przeznaczyć na asystenta osoby niesamodzielnej, rehabilitację, ale też pobyt w domu pomocy społecznej. Dzisiaj w pierwszej kolejności teoretycznie płaci za niego senior, potem rodzina, a następnie samorząd. W praktyce lwią część pokrywa właśnie samorząd. Nasza propozycja idzie w kierunku dofinansowania takich wydatków kwotą połowy najmniejszego wynagrodzenia. To nie tylko zachęci do lepszego działania samorządy, będą bowiem widziały inne niż ich budżety źródło finansowania; powinno także budować cały segment gospodarki ze strony podmiotów prywatnych. Nowy instrument finansowy, jakim byłby ten czek, wprost doprowadzi do powstania nowych miejsc pracy w sektorze „srebrnej gospodarki”. Myślę, że zadziałałby tu podobny mechanizm jak w przypadku dróg lokalnych, tak zwanych schetynówek. Przed rokiem 2008 były rzadko remontowane. Gdy samorządy zobaczyły, że w remonty włącza się państwo, czyli ciężar nie spoczywa wyłącznie na nich, ruszyły z inwestycjami. Różnicę widzimy wszyscy.

Co istotne, program ten chcemy wprowadzać stopniowo, objąć nim w pierwszej kolejności najbardziej potrzebujących. Także dlatego, że obecnie nie ma na rynku dostatecznej liczby osób, które mogłyby pracować w tym sektorze, co jest oczywiście kolejnym wyzwaniem.

PiS dużo mówi o osobach starszych, a rząd przyznał co prawda z naszych wspólnych podatków kolejną emeryturę, lecz równocześnie ceny gazu tylko od początku roku wzrosły już o 25 procent. Rachunki za energię elektryczną galopują i wszystko wskazuje na to, że przez nieudolność tego rządu za prąd będziemy płacić więcej także w roku 2022 (możliwe, że nawet o 40 procent więcej) i latach kolejnych. Szybko drożeje żywność. Krótko mówiąc, drożeją te produkty i usługi, które mają największy udział w wydatkach emerytów.

Rząd oszukuje emerytów na wielu polach. Zaproponował i wypłacił w trakcie kampanii wyborczej trzynastki, ale już nazwa wprowadza w błąd. Przecież każdy dostał kwotę najniższej emerytury, a nie konkretnie swojej. Już na tym poziomie mamy do czynienia z przekłamaniem. Ta wypłata nie powiększa podstawy do liczenia waloryzacji emerytury. Dochodzimy do naprawdę kluczowego problemu. Gdy wraz z posłankami KO spotykałyśmy się w ramach programu „Polska Seniora” z emerytami i emerytkami w całej Polsce, często słyszałyśmy, jak ciężko żyć samemu po śmierci współmałżonka, także w wymiarze ekonomicznym. Przecież czynsz się nie zmniejszył, rachunki za prąd czy gaz również pozostają na niemal takim samym poziomie. Wciąż trzeba spłacać wspólnie zaciągnięte pożyczki. Wiele osób po śmierci bliskiego wpada w poważne problemy finansowe. Mamy podwójny dramat: samotność połączoną z pytaniem „jak ja sobie teraz poradzę?”.

Pomóc ma nasz projekt potocznie zwany dodatkiem wdowim. Proponujemy, by po śmierci małżonka otrzymywać dodatkowo 25 procent jego emerytury. To poniekąd forma dziedziczenia. Dziś można w takiej sytuacji wybrać albo kontynuację otrzymywania swojej emerytury, albo przyjęcie 85 procent emerytury zmarłego. Szczególnie kobiety decydują się przejść na 85 procent emerytury zmarłego męża. My chcemy dać wybór pomiędzy pobieraniem tych 85 procent a swoją dotychczasową emeryturą powiększoną o 25 procent świadczenia zmarłego. Przy założeniu, że średnia wysokość emerytury wynosi 2600 złotych brutto, średnia wysokość takiego dodatku wyniesie 650 złotych brutto. Myślę, że to rozwiązanie jest naprawdę ważne, bo nie tylko wspiera finansowo osoby, które już są na emeryturach, ale przede wszystkim ogranicza zjawisko głodowych emerytur, które staną się udziałem osób dopiero wchodzących w wiek emerytalny.

Co z osobami, które żyją w związkach nieformalnych?

W pierwszym etapie rozwiązanie mogłoby obejmować wyłącznie małżeństwa, natomiast gdy w Polsce zostaną zalegalizowane związki partnerskie, świadczenie objęłoby naturalnie również takie osoby.

W 2020 roku pełnoletność osiągnęły 354 tysiące osób, a w wiek emerytalny weszło 520 tysięcy osób. Dziś brakuje nie tylko polskich pracowników, ale także pracowników z Ukrainy, a firmy budowlane zaczęły sprowadzać do Polski całe ekipy aż z Pakistanu. Brak pracowników odczuwa wiele sektorów. Co możemy zrobić, aby doświadczeni pracownicy po osiągnięciu wieku emerytalnego nie przechodzili od razu na emeryturę, lecz budowali swój kapitał, a jednocześnie polskie PKB?

Na szczęście coraz mniej osób decyduje się przechodzić na emeryturę zaraz po osiągnięciu wieku emerytalnego. Jeszcze kilka lat temu ponad 90 procent osób, które osiągnęły wiek emerytalny, od razu przechodziło na emeryturę, dziś jest to niewiele ponad 60 procent. Dlaczego? Ludzie widzą, że dostają głodowe świadczenia, a każdy rok pracy istotnie je podwyższa. Nie trzeba zatem formalnie wydłużać wieku emerytalnego, on się wydłuża samoistnie.

Programy demograficzne i społeczne są bardzo potrzebne. Musimy dbać o tych, którzy decydują się mieć dzieci, zakładać rodziny, nawet najlepsze programy prorodzinne nie zmienią jednak istotnie dzietności w Polsce. Zmienia się świadomość, zmieniają się pragnienia, potrzeby. To wszystko przekłada się na strukturę naszych rodzin, dzieci jest najczęściej nie więcej niż dwoje. Musimy dbać o wysokość emerytur, a każdy rok pracy więcej ma tu istotne znaczenie. Państwo musi ten proces stymulować dwutorowo: z jednej strony wspierać pracowników, z drugiej pamiętać o pracodawcach. Ostatnie lata to okres całkowicie zmarnowany pod względem premiowania aktywności zawodowej osób, które osiągnęły wiek emerytalny. Nie wprowadzono żadnych mechanizmów dających szansę na wyższe emerytury dla osób, którym obniżono wiek emerytalny. Dawno temu premier Morawiecki zapowiedział po 10 tysięcy złotych dla osób, które nie przejdą na emeryturę po osiągnięciu stosownego wieku. Czy ktoś te 10 tysięcy złotych widział? Nie. Czy w Sejmie taki projekt się nie pojawił? Też nie!

Premier Morawiecki dużo mówił o emerytach przy prezentacji Polskiego Ładu…

W kontekście Polskiego Ładu mówiło się o wprowadzaniu rozwiązań zwalniających emerytury z podatku, ale rząd już się z tego wycofał. Ta władza nie ma nie tylko pomysłu, ale nawet woli politycznej, aby wspierać aktywność zawodową wśród seniorów. Pozostają puste hasła i obietnice. My mamy propozycję, złożyliśmy nawet konkretny projekt ustawy: od wynagrodzenia osoby, która zdecydowałaby się kontynuować pracę po osiągnięciu wieku emerytalnego, nie byłyby potrącane składki (żadne poza zdrowotną), a więc jej pensja byłaby nominalnie wyższa. Wynagrodzenie byłoby istotnie wyższe od emerytury, a zatem przyszłe świadczenie, wyliczane na jej podstawie, także by wzrosło. Skorzystaliby również pracodawcy, bo zatrzymaliby doświadczonego, sprawdzonego pracownika i nie odprowadzaliby połowy składki. Bez rozwiązań wspierających zarówno pracowników, jak i pracodawców, nie sprostamy wyzwaniom demograficznym.

---

Marzena Okła-Drewnowicz – posłanka na Sejm RP, członkini sejmowej Komisji Polityki Senioralnej, zastępczyni przewodniczącego Komisji Polityki Społecznej i Rodziny.

Opinie

Gdy zwycięzca nie bierze wszystkiego

Zapełnić pustkę w życiu i portfelu

Suwerenność i duma

Budzenie politycznego olbrzyma

Trzeba sobie łapy ubrudzić w ziemi

Szkoła Czarnka vs szkoła jutra

Wojna PiS o TVN, to konfrontacja z USA

Zło i wiara: aktualność Tischnera

Rozmowa – przestrzeń wolności

Tischner, czego uczy nas dziś?

Ameryka wróciła do Europy

Ministerstwo banalizacji katolicyzmu

Bitwa o Rzeszów: lekcja dla opozycji

Czy Biden rozprawi się z podatkowymi rajami?

Liberalizm i solidarność

Agonia władzy

Jaka przyszłość NATO?

Czy stać nas na świat bez drzew?

Strategiczna cena ambicji Obajtka

Dlaczego młodzi odchodzą z Kościoła?

Rząd się kłóci, traci Polska

Sztuka mądrego życia 

Media pod butem rządu

Inflacja "pożera" oszczędności Polaków

Czas na V RP

Podatkowy zawrót głowy