Świat nabrał już pewności – rosyjska klęska jest tylko kwestią czasu. Jak ją przyspieszyć? Intensyfikując wsparcie. Krótko: więcej broni i więcej szkoleń. Koniecznością chwili jest dostarczenie nowoczesnej obrony przeciwlotniczej.

Nie organizujmy naszej wyobraźni wokół groźby nuklearnego Armagedonu. Kreml chce, by strach wyprowadził Europejczyków na ulice, na antywojenne demonstracje i osłabił gotowość polityków Zachodu do wspierania Ukrainy.

Jednak dowódcy rosyjscy już znają konsekwencje ewentualnego użycia przez Rosję broni atomowej. USA i NATO precyzyjnie im je przedstawiły poufnymi kanałami komunikacji. A sam Putin nie wystrzeli rakiet. Ukraińska hekatomba już trwa, bez użycia broni sądu ostatecznego.

Rosyjska armia została zatrzymana. Na niektórych kierunkach operacyjnych jest w odwrocie. Najeźdźcy uciekają nawet w sukienkach. Putin już wie, że zuchwała decyzja o mobilizacji okazała się kolejnym błędem. Jej efektem jest masowa ucieczka zdesperowanych rezerwistów i radykalny wzrost liczby poległych.

Najgorsza na wojnie jest bezsilność wodzów. Rodzi desperację. Despoci znają tylko jedną odpowiedź na własne lęki i frustracje: więcej zbrodni! Odwet na cywilach. Skoro nie potrafią wygrać z żołnierzami, mordują ich rodziny, niszczą ich domy. Unicestwiają infrastrukturę energetyczną, by zimą cywile musieli rąbać meble, jak podczas blokady Leningradu. Tak wygląda zemsta.

Aliści celem terroru wobec ukraińskich cywilów nie jest tylko zastraszenie, ale też polityka wewnętrzna. Putin w oczach części rodaków odzyskał sprawczość. Ucichły głosy krytyki ze strony radykałów. Wokół mordowania Ukraińców dokonała się chwilowa konsolidacja władzy.

Zamiast słuchać złowrogich wiadomości o kolejnych blamażach na froncie i katastrofie mobilizacji, Rosjanie dowiedzieli się o realizacji obietnicy, że terrorystów, wrogów i faszystów „zabijemy nawet w latrynie”. Przyswoili sobie również również tezy uzasadniające diaboliczny aspekt nowej ofensywy: „uderzenia w krytyczną infrastrukturę wroga przyspieszą zakończenie specjalnej operacji wojskowej i uratują wiele istnień”. Uderzenia owe są rzecz jasna „zmasowane i precyzyjne".

Historyczne doświadczenie naucza, że złowroga taktyka nowej fazy wojny rosyjsko-ukraińskiej radykalnie przybliża klęskę agresora. Owszem, może to potrwać, lecz trendu nie da się odmienić. Pouczające są analogie.

Oto 7 września 1940 roku Hitler, w odwecie za zbombardowanie Berlina przez RAF, rozkazał Göringowi przerwanie nalotów na infrastrukturę obronną i lotniska w południowo-wschodniej Anglii i rzucenie wszystkich sił powietrznych na Londyn. Air Chief Marshal Keith Park, dowódca 11 Grupy RAF, odetchnął z ulgą. Bitwa o Anglię została wygrana. Latem 1944 roku rakietowej Wunderwaffe nie skierowano na desant w Normandii, lecz ponownie do niszczenia Londynu.

Czym był dla Hitlera zbombardowany Berlin, tym jest dla Putina most Kerczeński. Atak na jego ukochaną konstrukcję doprowadził go do szału. Zażądał odwetu. Drogie rakiety uderzyły w domy mieszkalne, przedszkola, place zabaw, boiska i skwery. I tam, i tu zwyciężyła furia despotów, przybliżająca ich koniec.

Jak bombardowani Londyńczycy, tak mieszkańcy Kijowa, Charkowa, Zaporoża czy Lwowa nie utracili rycerskiego ducha. Wprost przeciwnie. Mordowanie cywilów potwierdziło, że tylko pokonanie agresora zapewni im przeżycie, zwycięstwo, pokój oraz członkostwo w NATO i Unii Europejskiej.

Alianci długo mobilizowali się do pokonania III Rzeszy. Wojska rozpuszczono wszak po Wielkiej Wojnie, która miała być ostateczną i rozstrzygającą. Siłę militarną rozwijali natomiast faszyści. Nazistowski reżim umundurował społeczeństwo i uczynił je siłą despoty, ślubującą mu posłuszeństwo. Demokracje wysłały do obrony obywateli w mundurach, od których nie wymagano uległości, lecz tylko wykonywania rozkazów.

Od pierwszych salw na Ukrainę minęło osiem miesięcy. Warto przypomnieć, jak zmieniało się wsparcie wolnego świata dla obrońców, bo ono wiele mówi o przebiegu konfliktu. Zachód zaczął od przekonania, że Rosja nie zaatakuje, gdyż obróci się to przeciw niej. Wierzył naiwnie w rozsądek Putina.

Kiedy Kreml zaatakował, doprowadzenie do pełnej okupacji miało mu zająć tydzień. Dlatego sojusznicy uzbrajali ukraińskich obrońców w ręczne wyrzutnie, które miały opóźnić postępy agresorów, a potem służyć walce partyzanckiej i dywersji.

Gdy za pomocą swojej armii Ukraińcy zatrzymali atak na Kijów, Zachód uznał, że są dobrze przygotowani do obrony. A po odpowiednim dozbrojeniu gotowi przejść do kontruderzenia. Dlatego na front pojechała artyleria lufowa i rakietowa, czołgi i wozy bojowe. Jak widać, zasady są proste. Im twardsza obrona, tym większa pewność, że warto inwestować w obrońców. A im więcej dostaną broni, tym łatwiej im kontratakować.

Jednocześnie trwa intensywne szkolenie żołnierzy. W Wielkiej Brytanii, Niemczech i Polsce na poligonach pojawili się Ukraińcy. Odpowiedzią Rosji była mobilizacja. I oto po dwudniowym przeszkoleniu zmobilizowani są słani w bój; bez dowódców, prowiantu i zapasów amunicji. Giną, poddają się lub dezerterują.

Równocześnie nie są wystarczająco liczni dla zapewnienia skuteczności dawnej sowieckiej taktyki: zasypania wrogów ciałami. W grudniu 1941 roku, zgodnie z leninowską dialektyką („ilość jest sama w sobie jakością"), wysłano do obrony Moskwy 450 tysięcy mieszkańców, choć nie dla wszystkich wystarczyło broni.

Słowa Tołstoja z XIX wieku nie utraciły wartości: „Nie mamy armii, jedynie stado zastraszonych niewolników, którym rozkazują złodzieje”. Fanatyczni wodzowie rozkazują zatem przerażonym brańcom walczyć przeciw wyszkolonym na natowskim poziomie ukraińskim żołnierzom. Wraca równocześnie stary schemat, w którym dobry car zaczyna szarpać za brody złych bojarów, niepotrafiących pojąć jego światłych wizji.

Świat nabrał już pewności – rosyjska klęska jest tylko kwestią czasu. Jak ją przyspieszyć? Intensyfikując wsparcie. Krótko: więcej broni i więcej szkoleń. Koniecznością chwili jest dostarczenie nowoczesnej obrony przeciwlotniczej.

Najszybciej zareagowali Niemcy, przekazując Ukrainie cztery systemy obrony przeciwlotniczej Iris-T SLM, z których każdy kosztuje 140 milionów euro. Pieniądze na trzy kolejne są już odłożone. Czy jeszcze przed miesiącem mogliśmy sobie wyobrażać taki szwung w Berlinie?

Atoli zadziwiające, że Putin nakazuje akcje, które jednoczą kraje, mające zgoła różne interesy. Berlin po dywersji na gazociągu Nord Stream stracił już wszelkie złudzenia.

Rada UE zadecydowała o utworzeniu Misji Wsparcia Wojskowego w Ukrainie (EUMAM Ukraine). Zapewni indywidualne, zbiorowe i specjalistyczne szkolenia wojskowe, a także będzie synchronizować pracę państw biorących udział w szkoleniu.

Istotną kwestią jest również naprawa uszkodzonego sprzętu, czemu nie są w stanie podołać frontowe oddziały remontowe. Ukraińcy przyznają, że remont techniki jest dla nich kłopotliwy z uwagi na jej różnorodność. Dlatego trzeba by stworzyć zagranicą „hub serwisowy", gdzie producenci mogliby naprawiać sprzęt bojowy.

Państwa UE uruchomiły już ósmy pakiet sankcji wobec Rosji. Wśród innych znalazły się w nim wymogi prawne dotyczące limitu cenowego na import ropy z Rosji, zakazu eksportu kluczowych technologii dla lotnictwa oraz importu z Rosji niektórych gatunków stali. Obywatele UE będą też mieli zakaz zasiadania w zarządach rosyjskich spółek państwowych. To dobry kierunek. Sankcje powinny mieć charakter systemowy. Indywidualne restrykcje nie robią już wrażenia.

Nie spełniła się jeszcze jedna ponura wróżba, podług której koalicja wsparcia dla Ukrainy miała się wykruszać pod wpływem społecznych frustracji uruchomionych koniecznością wyrzeczeń. Na razie trend jest odwrotny: postępuje konsolidacja i rozrost aliansu na rzecz pokonania Moskwy.

Nikt poważny już nie mówi głośno (choć niektórzy szepczą) o rozejmie oraz imperatywie rokowań pokojowych. Przy najlepszych chęciach nie da się negocjować z człowiekiem, który z łamania wszelakich porozumień uczynił swój polityczny modus operandi.

Na dyplomatycznych stołach leżą za to różne projekty trybunałów do osądzenia Putina i jego współpracowników za zbrodnię agresji. Wśród propozycji najsensowniejszy wydaje się projekt, aby ten specjalny trybunał afiliować przy Radzie Europy.

O wierze w sukces, którym będzie nie tylko wyzwolenie Ukrainy, lecz również pokonanie Rosji, świadczą debaty o powojennej odbudowie kraju. Szacunki potrzeb są różne. Mieszczą się w przedziale 110–750 miliardów dolarów, choć są głosy, że przekroczą bilion. A zresztą – rachunek jest wciąż otwarty. Każdy dron niszczący ukraińską infrastrukturę dopisuje kolejne sumy.

Jedna z najważniejszych międzynarodowych konferencji o odbudowie Ukrainy odbyła się 25 października 2022 roku (na zaproszenie niemieckiej prezydencji G7 i Komisji Europejskiej) w Berlinie. Nie spodziewano się konkretnych deklaracji, gdyż nie było to spotkanie darczyńców, lecz burza mózgów o założeniach pokoleniowego dzieła, czyli planu Marshalla XXI wieku. Dlatego w berlińskiej konferencji obok przywódców państwowych wzięli udział eksperci od odbudowy i polityki rozwojowej, szefowie koncernów i przedstawiciele organizacji międzynarodowych.

Ursula von der Leyen zwróciła się z Berlina do wolnego świata z dramatycznym apelem: „Nie mamy czasu do stracenia, skala zniszczeń jest porażająca". Wezwanie szefowej Komisji Europejskiej adresowane do wszystkich, którzy chcą przyłączyć się do wydźwignięcia Ukrainy z gruzów, przesądza ostatecznie, że Putin nie może liczyć na rezygnację wolnego świata z pomocy dla Kijowa.

Potwierdził to Olaf Scholz: „Nie wiemy, kiedy skończy się ta wojna. Ale się skończy. A kiedy to nastąpi, będziemy nadal stać przy Ukrainie i jej walce o bezpieczeństwo, wolność i demokrację". A zatem po zwycięstwie może narodzić się nowa Ukraina, „uzbrojona" w najnowocześniejszą infrastrukturę i architekturę, która powstanie na dosłownych gruzach postsowieckiego pejzażu.

Jak będzie wyglądać replika na „czyste akty terroru"? Von der Leyen: „Wysiłki na rzecz odbudowy powinny być powiązane z procesem integracji z UE”. Scholz: „Z własnych doświadczeń możemy powiedzieć, że odbudowa jest zawsze możliwa i nigdy nie jest zbyt wcześnie, by zająć się tym zadaniem”.

Ukraińcy doskonale wiedzą, że równocześnie z odbudową muszą zająć się sanacją. Pierwszym i najważniejszym zadaniem jest transparentność. Jeżeli nie uda się unicestwić korupcji, żadne pieniądze do Kijowa nie dotrą. Wyzwań jest oczywiście dużo więcej, lecz zacząć trzeba właśnie od przejrzystości i dyscypliny w rozporządzaniu publicznymi finansami.

—-

Autor jest przewodniczącym senackiej komisji spraw zagranicznych i UE, był ministrem obrony w latach 2007-11. Tekst ukazał się również w „Gazecie Wyborczej”.

Opinie

Państwo bez głowy

Władza silniejsza niż nienawiść

To nie koniec bitwy o Śląsk

Czarne dwa lata polskiej edukacji

Ojczyzna

Tylko klęska Putina zapewni pokój

„Polacy, pamiętajcie o Białorusi”*

O mądrości

Jak trwoga to do samorządów

Kto zatruł Odrę?

Historia według Roszkowskiego

Polityka i moralność

Tischner: człowiek o szerokich rękawach

Kłamstwo polityczne

Jak działa społeczeństwo obywatelskie?

Abecadło wojennych zbrodni

Tischner nigdy nie zawodzi

Koniec epoki złudzeń

To Ziobro rozdaje dziś karty

(S)prawa Polek

Polskie firmy pod ścianą, a rząd udaje, że problemu nie ma

Nie ma Polski solidarnej, bez Polski przedsiębiorczej

Głośno wołajmy: więcej Europy!

Moje ciało. Moja sprawa

Państwo bez mocy

Układ Warszawski bis

Gdy zwycięzca nie bierze wszystkiego

Zapełnić pustkę w życiu i portfelu

Suwerenność i duma

Budzenie politycznego olbrzyma

Trzeba sobie łapy ubrudzić w ziemi