1

PiS zachowuje się tak, jakby konflikt migracyjny na granicy polsko-białoruskiej spadł na niego niczym grom z jasnego nieba. Choć przecież jest oczywiste co najmniej od 2013 roku, że migracja – zarówno ta polityczna, jak i spowodowana kwestiami bytowymi – szczególnie w sytuacji chaosu ogarniającego państwa jest wpisana w polityczny krajobraz XXI wieku. Konflikt zbrojny w Syrii spowodował w 2015 roku kryzys migracyjny, z którym zmagały się Włochy i Grecja, a jego skutki do tej pory odczuwa cała Unia Europejska. Rozpoznał to Łukaszenka, który mamiąc migrantów z różnych części świata, ściągał ich na Białoruś, obiecując szybki przerzut do Europy Zachodniej, przede wszystkim do Niemiec. W ostateczności użył tych biednych ludzi jako żywej broni w konflikcie na naszej wschodniej granicy. To zemsta na Polsce i Unii Europejskiej, które nałożyły na Białoruś sankcje po tym, jak Łukaszenka sfałszował wybory prezydenckie i brutalnie stłamsił tamtejszą opozycję.

Polska stała się elementem tej rozgrywki. PiS-owski rząd jednak zamiast odpowiedzialnie zmierzyć się z problemem migracyjnym, postanowił wykorzystać go do wewnętrznej polityki i walki o sondażowe poparcie. Sęk w tym, że nawet w polityce cynizm ma krótkie nogi. Dlatego reakcję rządu premiera Mateusza Morawieckiego, który w kryzysie migracyjnym ponownie zobaczył „polityczne złoto”, można podzielić na trzy etapy:

1. „Poradzimy sobie sami”.

2. „Umiędzynarodowienie potrzebne, ale nie nad naszymi głowami”.

3. „Skoordynowane działania europejskie i transatlantyckie są w stanie powstrzymać zagrożenie ze Wschodu”.

---

2

Żeby jednak nie być gołosłownym, prześledźmy dokładnie – przywołując wypowiedzi czołowych polityków partii władzy – jak zmieniała się narracja PiS-owskiego rządu dotycząca sytuacji na granicy. Skoro, jak wspomniałem, konflikt migracyjny jawi się PiS-owi jako szansa na odbicie w sondażach, to partia ta zaczęła od prężenia muskułów: jesteśmy silni, mamy wielką armię, poradzimy sobie sami. Marek Suski, czołowy intelektualista PiS-u, mówił wprost do dziennikarzy: „Dajemy sobie świetnie radę na granicy”. Kiedy ze strony opozycji pojawiły się propozycje, by poprosić o pomóc Unię Europejską i Frontex, od polityków PiS-u i rządowych publicystów słyszeliśmy, że to zbędne. Ba, były minister Jarosław Zieliński nawet bagatelizował zaangażowanie Frontexu, mówiąc: „Wsparcie Frontexu to mit pewien. Naprawdę. Frontex nie ma istotnych swoich sił”.

Gdy sytuacja na granicy zaczęła przybierać coraz ostrzejszy charakter i było już widać, że rząd PiS-u nie daje sobie rady z jej ustabilizowaniem, a prężenie muskułów zamienia się w farsę, przyszedł etap łagodzenia retoryki wojennej. Tym bardziej, że kanclerz Angela Merkel i prezydent Emmanuel Macron zaczęli rozwiązywać konflikt na granicy polskiej, która jest granicą UE, drogą dyplomatyczną. Wtedy też nastąpiła zmiana akcentów w PiS-owskiej narracji. Już nie „szabla w dłoń”, a szukanie porozumienia z naturalnymi sojusznikami stało się motywem działania. I tak oto prezydent Duda, który w całej sprawie był wielkim nieobecnym, zabrał głos, mówiąc: „Polska nie uzna żadnych ustaleń, które zostaną podjęte ponad naszymi głowami”. W podobnym duchu wypowiedział się również prezes PiS, Jarosław Kaczyński: „Umiędzynarodowienie sytuacji na granicy potrzebne, ale nie nad naszymi głowami”.

Końcowy element narracji PIS-u jest de facto przyznaniem się do tego, że rząd nie potrafił rozwiązać konfliktu na granicy, a jedynie pomoc i działania Unii i NATO przyczyniły się do deeskalacji konfliktu. Przejawem owej narracji jest przyznanie się do bezradności, co potwierdza wypowiedź premiera Mateusza Morawieckiego, który zmienił optykę patrzenia o trzysta sześćdziesiąt stopni: „Musimy rozmawiać o skutecznej blokadzie lotów ze Wschodu na Zachód, a także rozpocząć akcję w stolicach krajów europejskich. (…) Musimy wspólnie wypracować odpowiednie rozwiązania po to, żeby Polska, UE były nadal bezpieczne” (https://polskatimes.pl/kryzys-na-granicy-premier-mateusz-morawiecki-mamy-do-czynienia-z-terroryzmem-panstwowym-to-cicha-zemsta-lukaszenki/ar/c1-15896597). Dlatego niedzielna pielgrzymka premiera Morawieckiego po stolicach krajów bałtyckich okazała się pustym przebiegiem. Była ledwie spóźnionym wołaniem o solidarność, którą nasi sojusznicy z UE okazali Warszawie wbrew stanowisku PiS-u.

3

Dziś, kiedy sytuacja na granicy jest stabilniejsza, gdy Unia i NATO zaangażowały się w rozwiązanie sytuacji, można zapytać: czy tego dramatycznego konfliktu migracyjnego na granicy polsko-białoruskiej można było uniknąć, gdyby na pierwszym miejscu rząd stawiał chęć przeciwstawienia się prowokacji Łukaszenki, a nie dostrzegał w całym tym zdarzeniu „żyły politycznego złota”?

Pewnie negatywnych reperkusji uniknąć całkowicie się nie dało, bo reżim Łukaszenki chciał przetestować Unię i pokazać, że wciąż dysponuje on narzędziami, które mogą destabilizować zarówno Polskę, jak i całą Unię Europejską. Ale można było uniknąć wielu dramatów i ludzkich tragedii, gdyby rząd polski od razu poprosił o współpracę naszych europejskich sojuszników. A zatem zrobił to, o co w liście do europejskich liderów poprosił lider Platformy Obywatelskiej Donald Tusk, pisząc: „Zwracam się do Was, przywódców państw-członków Unii Europejskiej, z gorącym apelem o pełną solidarność z Polską i Litwą w obliczu wstrząsającego kryzysu na granicy z Białorusią”. I dalej Tusk wprost wskazywał odpowiedzialnego za kryzys: „Dla wszystkich powinno być już jasne, że kryzys ten został spowodowany cynicznie przez Aleksandra Łukaszenkę, a jego celem jest destabilizacja Polski, Litwy i całej Unii. W każdej chwili sytuacja może wymknąć się spod kontroli. Chodzi o fundamentalne bezpieczeństwo całej naszej wspólnoty”. Tusk zachęcał też do szybkiego podejmowania kroków w tym kierunku, bo działanie na zwłokę daje paliwo polityczne Łukaszence: „Brak reakcji lub przesuwanie jej w czasie tylko rozzuchwali prowokatorów oraz ich protektorów i doprowadzić może do dramatycznych, trudnych do przewidzenia konsekwencji. Liczę na Waszą mądrość i determinację”.

Jaką lekcje więc otrzymuje Polska po konflikcie na swojej granicy? Po pierwsze, prężenie muskułów przez rząd, za którym nie stoi możliwość zmiany rzeczywistości i siła militarna, prowadzą do śmieszności. Po drugie, nasze, Polek i Polaków, bezpieczeństwo zakorzenione jest w dwóch kluczowych i strategicznych sojuszach: Unii Europejskiej i NATO. Każdy, kto próbuje te sojusze bagatelizować lub snuć opowieści, że jako państwo będziemy bezpieczniejsi poza nimi, jest pożytecznym idiotą Putina. Po trzecie wreszcie, jeśli nie wie się, jakie działania należy powziąć wobec takiego kryzysu jak ten migracyjny, najlepiej kierować się przyzwoitością – przestrzegać prawa, konwencji, pozwolić działać wolnym mediom, zapraszać międzynarodowe organizacje, które specjalizują się w rozwiązywaniu tego typu kryzysów i pomaganiu przy nich. O tym wszystkim rząd Morawieckiego i Kaczyńskiego zapomniał.

---

Jarosław Makowski - filozof, teolog, publicysta, samorządowiec, miejski aktywista, szef Instytutu Obywatelskiego.

Opinie

Gdy zwycięzca nie bierze wszystkiego

Zapełnić pustkę w życiu i portfelu

Suwerenność i duma

Budzenie politycznego olbrzyma

Trzeba sobie łapy ubrudzić w ziemi

Szkoła Czarnka vs szkoła jutra

Wojna PiS o TVN, to konfrontacja z USA

Zło i wiara: aktualność Tischnera

Rozmowa – przestrzeń wolności

Tischner, czego uczy nas dziś?

Ameryka wróciła do Europy

Ministerstwo banalizacji katolicyzmu

Bitwa o Rzeszów: lekcja dla opozycji

Liberalizm i solidarność

Jaka Europa? Jakie NATO ?

Agonia władzy

Jaka przyszłość NATO?

Czy stać nas na świat bez drzew?

Sztuka mądrego życia 

Media pod butem rządu

Polityka transferowa

Pozorna walka ze smogiem

Gorzki smak podatku cukrowego

Inflacja "pożera" oszczędności Polaków

Czas na V RP

Podatkowy zawrót głowy