Brakuje nam dziś poczucia wspólnego losu. Przekonania, że Ojczyzna jest dla każdej i każdego z nas nie tylko schronienim, ale i zobowiązaniem. I że osią relacji między ludzkich winniśmy uczynić solidarność. Musimy nauczyć się żyć razem jak bracia (i siostry), jeśli nie chcemy zginąć razem jak szaleńcy.

1.

To pytanie nadal jest aktualne, choć ks. Józef Tischner postawił je ponad trzy dekady temu: „Czy nasza ojczyzna ma być zbawiana przez spełnianie obowiązków czy kaprysów? Gdzie jest granica między obowiązkiem, zakorzenionym w ludzkim sumieniu, a kaprysem, nigdzie niezakorzenionym?”. No właśnie: czy nasza przyszłość, twoja i moja, nasza, ma zależeć od kaprysu, megalomanii i fałszywego pojęcia patriotyzmu takiego czy innego wodza?

Posłuchajcie jeszcze i tych słów krakowskiego księdza. Tischner w eseju pod znamiennym tytułem „Znicestwienie Polski” z roku 1998 pisał: „To nie obcy są najważniejszym zagrożeniem narodu. (…) Bywa, że swoi wprowadzają w zawartość pojęcia «ojczyzna» treści, które usuwają w cień jego właściwy sens. Słowo wciąż jest w obiegu, wciąż się je wykrzykuje, wciąż strzela się nim do innych, ale im głośniej brzmi, tym jest mniej substancjalne. Po jakimś czasie każdy widzi: po dokonanych obróbkach Polska nie jest polska – polska moralność jest faryzejskim przekrętem moralności, myśl polska jest pospolitą bezmyślnością, polska wiara – polską dewocją, a polski katolicyzm – sektą, którą z nicości do bytu powołała schorowana wyobraźnia”.

Dziś jak na dłoni widzimy dwa typy patriotyzmu: patriotyzm głośnych haseł i patriotyzm cichego heroizmu. Pierwszy używa wielkich i ważnych dla naszej wspólnoty słów: „ojczyzna”, „naród”, ale zarazem jest pozbawiony treści związanej z gestami dobroci oraz sprawnie zarządzanych instytucji. Drugi jest wolny od wykrzykiwania tych haseł, ale jednocześnie wiąże się z największym poświęceniem, w chwili gdy potrzeba odwagi działania i kreatywnego zarządzania. Prawdziwą lekcję patriotyzmu dają nam ci wszyscy ludzie, nasi rodacy, jak woźne, nauczyciele, lekarze, pielęgniarki, listonosze czy kasjerki, którzy każdego dnia sprawiają, że nasze państwo działa. Polska jest silna zaangażowaniem każdego z nas w codzienne sprawy. Codzienne zobowiązania i powinności.

2.

Nie chcę przez to powiedzieć, że słowa są nieważne. Mało istotne. Przeciwnie, słowa mają moc. Szczególnie gdy składają się na przekonującą opowieść. Dowodziła tego Olga Tokarczuk w swojej mowie noblowskiej pt. Czuły narrator, mówiąc: „Ten, kto ma i snuje opowieść – rządzi. Wiedzą o tym nie tylko historycy, ale także (a może przede wszystkim) wszelkiej maści politycy i tyrani”. Politycy ćwiczą się w narracjach. Szlifują się w składaniu słów, które zastępują dziś – w dobie mediów społecznościowych – karabiny. Słowa walczą. Słowa strzelają. To słowa w końcu, odpowiednio dobrane i użyte, mają ożywczą moc – jednym rzeczom pozwalają istnieć, inne spychają w agonię i niebyt. Dla nas, Polek i Polaków, słowa, które zawsze powodują szybsze bicie serca, to słynna triada: „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Mało tego, wszystkie one wiążą się jeszcze z innym polskim słowem – Naród – którego etymologię i specyfikę przenikliwie opisywał Józef Tischner. „Polskie słowo «naród» tylko częściowo pokrywa się ze słowem Nation, które znalazło sobie prawo obywatelstwa w wielu językach europejskich. Nation kojarzy się dziś często z nacjonalizmem”.

Krakowski filozof mówi jednak, podbijając zarazem poczucie naszej wyjątkowości (nie mylić z wyższością, szczególnie moralną), że polska etymologia jest inna. Kreśli ją w taki oto sposób: „Polskie słowo «naród» takiego skojarzenia nie narzuca. «Naród» pochodzi z «rodu», a «ród» wywodzi się z «rodziny». Zachodzi jednak subtelna różnica: kto mówi «naród» ma na uwadze nie tyle więzy krwi, ile związki o charakterze kulturowym, których trzonem jest dziedzictwo etyczne – «obyczaj» w najgłębszym sensie tego słowa. Jedną z głównych więzi stanowiących «naród» jest język. Chodzi jednak nie tyle o jednobrzmiące słowa, ile o treść, którą członkowie danego narodu przekazują sobie bez użycia słów. Słowo «naród» pozostaje w bliskim pokrewieństwie z «ojczyzną». Być w «ojczyźnie» – to «być u siebie». To jednak nie jest możliwe bez jakiegoś wyboru. «Ojcowiznę» się ma, «ojcowiznę» się otrzymuje, «ojcowiznę» się również wybiera. Dzięki obecności momentu wybrania «naród» i «ojczyzna» stają się wartościami etycznymi. Jako takie ustanawiają «obowiązek etyczny». Norwid definiował «naród» w następujących słowach: «ojczyzna» to wielki zbiorowy obowiązek”.

Wyboru ojczyzny dokonuje się w ten sposób, że wybiera się tworzący i określający ją system wartości. W Polsce jego trzon stanowiły wolność, szacunek i tolerancja. Tak oto myślenie Tischnera o ojczyźnie wpisuje się w inny klasyczny już tekst pt. Dwie ojczyzny, dwa patriotyzmy Jana Józefa Lipskiego. Lipski w przekonujący sposób pokazuje to, czym jest patriotyzm i jakie zagrożenie stanowi dla niego cichy wróg – nacjonalizm. Notuje, że „swój” i „obcy” nie istnieją bez siebie. I dalej pisze: „Ojczyzna istnieje tylko wtedy, gdy istnieje też obczyzna; nie ma «swoich», gdy nie ma «obcych». Od stosunku do «obcych» bardziej niż od stosunku do «swoich» zależy kształt patriotyzmu. Jest w tym zawsze coś paradoksalnego, że miłość do kraju i do własnego narodu określana być może dopiero przez stosunek do innych krajów i innych narodów, lecz jest to paradoks właściwy wszelkiemu myślowemu i uczuciowemu wyodrębnieniu”.

„Obcy” jest tu na podobieństwo lustra, w którym przeglądają się „swoi”. „Swoi” w naszym kontekście to przede wszystkim katolicy, którzy żyją – a przynajmniej żyć powinni – przesłaniem zapisanym na kartach Dobrej Nowiny. To kontekst kulturowy, w którym Polacy zostali wychowani. A nośnikiem wartości w procesie wychowawczym jest przede wszystkim chrześcijaństwo. Cóż to jednak znaczy? „Sądzę – notuje Lipski – że szowinizm, megalomania narodowa, ksenofobia, czyli nienawiść do wszystkiego, co obce, egoizm narodowy – nie dadzą się pogodzić z chrześcijańskim nakazem miłości bliźniego. W przypadku patriotyzmu natomiast jest to możliwe. Tak jak szczególna miłość w rodzinie nie musi i nie powinna przeszkadzać miłości bliźniego, tak i umiłowanie wspólnoty narodowej winno być podporządkowane tej samej nadrzędnej normie moralnej. Patriotyzm jest z miłości – i do miłości ma prowadzić, jakakolwiek inna jego forma jest deformacją etyczną”.

3.

Ostatni świadek, którego chcę przywołać na potwierdzenie prawdziwości słów zarówno Tischnera, jak i Lipskiego, to papież Jan Paweł II. Odwołam się tu do zapomnianego wystąpienia Karola Wojtyły na forum ONZ, które miało miejsce w październiku 1995 roku. W tekście tym odnajdujemy potwierdzenie słuszności twierdzenia, że patriotyzmu nie da się pogodzić z nacjonalizmem. Że w pierwszym przypadku mamy do czynienia z miłością ojczyzny, która nie neguje istnienia obczyzny. W drugim mamy natomiast szaleństwo nienawiści wobec wszystkiego, co jest obce, co jest nie nasze. I tym samym niszczy tajemnicę ludzkiego życia, w którą wpisana jest różnorodność. Mówi Jan Paweł II: „Kto zamyka się na odmienność albo — co gorsza — próbuje tę odmienność zniszczyć, odbiera sobie możliwość zgłębienia tajemnicy ludzkiego życia. Prawda o człowieku to niezmienne kryterium, wedle którego zostają osądzone wszystkie kultury; jednakże każda kultura może nas czegoś nauczyć o wybranym aspekcie tej złożonej prawdy. Dlatego «odmienność», uważana przez niektórych za tak wielkie zagrożenie, może się stać – dzięki dialogowi opartemu na wzajemnym szacunku – źródłem głębszego zrozumienia tajemnicy ludzkiego życia”.

I dalej, zdaniem Jana Pawła II, pojawiają się wynikające z tych zdań konsekwencje: „W tym świetle należy ukazać zasadniczą różnicę, jaka istnieje między szaleńczym nacjonalizmem, głoszącym pogardę dla innych narodów i kultur, a patriotyzmem, który jest godziwą miłością do własnej ojczyzny. Prawdziwy patriota nie zabiega nigdy o dobro własnego narodu kosztem innych. To bowiem przyniosłoby ostatecznie szkody także jego własnemu krajowi, prowadząc do negatywnych konsekwencji zarówno dla napastnika, jak i dla ofiary. Nacjonalizm, zwłaszcza w swoich bardziej radykalnych postaciach, stanowi antytezę prawdziwego patriotyzmu i dlatego dziś nie możemy dopuścić, aby skrajny nacjonalizm rodził nowe formy totalitarnych aberracji. To zadanie pozostaje oczywiście w mocy także wówczas, gdy fundamentem nacjonalizmu jest zasada religijna, jak to się niestety dzieje w przypadku pewnych form tak zwanego «fundamentalizmu»”.

4.

Dziś nam, Polakom, brakuje poczucia wspólnego losu. Przekonania, że Ojczyzna jest dla każdej i każdego z nas nie tylko schronieniem, ale i zobowiązaniem – oczywiście mimo różnic politycznych, religijnych czy seksualnych. Dlatego jeśli nie chcemy znicestwić Polski, to musimy wziąć sobie do serca słowa Martina L. Kinga: „Musimy się nauczyć żyć razem jak bracia (i siostry), jeśli nie chcemy zginąć razem jak szaleńcy”.

Opinie

Państwo bez głowy

Władza silniejsza niż nienawiść

To nie koniec bitwy o Śląsk

Czarne dwa lata polskiej edukacji

Ojczyzna

Tylko klęska Putina zapewni pokój

„Polacy, pamiętajcie o Białorusi”*

O mądrości

Jak trwoga to do samorządów

Kto zatruł Odrę?

Historia według Roszkowskiego

Polityka i moralność

Tischner: człowiek o szerokich rękawach

Kłamstwo polityczne

Jak działa społeczeństwo obywatelskie?

Abecadło wojennych zbrodni

Tischner nigdy nie zawodzi

Koniec epoki złudzeń

To Ziobro rozdaje dziś karty

(S)prawa Polek

Polskie firmy pod ścianą, a rząd udaje, że problemu nie ma

Nie ma Polski solidarnej, bez Polski przedsiębiorczej

Głośno wołajmy: więcej Europy!

Moje ciało. Moja sprawa

Państwo bez mocy

Układ Warszawski bis

Gdy zwycięzca nie bierze wszystkiego

Zapełnić pustkę w życiu i portfelu

Suwerenność i duma

Budzenie politycznego olbrzyma

Trzeba sobie łapy ubrudzić w ziemi