1. Olga Tokarczuk w swojej mowie noblowskiej pt. „Czuły narrator” przekonuje: „Ten, kto ma i snuje opowieść – rządzi. Wiedzą o tym nie tylko historycy, ale także (a może przede wszystkim) wszelkiej maści politycy i tyrani”. Politycy ćwiczą się w narracjach. Szlifują się w składaniu słów, które zastępują dziś – w dobie mediów społecznościowych – karabiny. Słowa walczą. Słowa strzelają. To słowa w końcu, odpowiednio dobrane i użyte, mają ożywczą moc – jednym rzeczom pozwalają istnieć, inne spychają w agonię i niebyt. W jakie znaczenia obecna władza przyodziewa słowo, które jest drogie każdej Polce i każdemu Polakowi, słowo, na którego dźwięk mocniej bije serce - patriotyzm?

Rządzący dziś Polską politycy roztaczają swoją narrację, w której słowo patriotyzm jest postrzegane przede wszystkim przez pryzmat etniczno-narodowy. Jesteś patriotą – o ile jesteś Polakiem. A jesteś Polakiem – o ile jesteś katolikiem. Dobry patriota wedle władzy, to działacz Młodzieży Wszechpolskiej czy ONR-u, który krzyczy Bóg-Honor-Ojczyzna. A na drugim oddechu: „Raz sierpem, raz młotem lewacką hołotę”. To zespawanie etniczności i religijności prowadzi w konsekwencji do polityki wykluczenia – ci, którzy nie definiują swojej tożsamości przez prawicowo-nacjonalistyczne kryteria, nie rozumieją wagi tego słowa i ciężaru, jaki ono ze sobą niesie. Taką narracje snuje prawica.

Prawica widzi również patriotyzm jako gest niemal zawsze ostateczny. To stawiane przez prawicowych polityków i publicystów publiczne pytanie: „Czy biłbyś się za Ojczyznę”, świadczy o tym, że ten, kto nie krzyknie natychmiast „tak”, lub pokazuje absurdalność tak stawianego teoretycznie pytania, sam – w ich przekonaniu – sadza się na ławce podejrzanych o zdradę. Tych, którzy – jak głoszą wszem i wobec prawdziwi patrioci – nigdy nie sięgnąłby po broń, gdyby pojawiła się taka konieczność, bo jest przesiąknięty niemocą, słabością, uległością i podejrzanym humanizmem. W prawicowej narracji tym bardziej jesteś patriotą, im bardziej jest gotowy na śmierć, męczeństwo, walkę, zabicie wroga. Wielkie słowa w ustach prawicowych polityków o walce, śmierci czy męczeństwie nie są jednak oznaką siły, raczej mają przykrywać ukryte lęki i słabości. Historia nie raz dowodzi, że ten, kto krzyczy na barykady, często sam z niej pierwszy schodzi.

Patriotyzm zatem w narracji polskiej prawicy ma zaborczy i wykluczający charakter. Nie dziwi, że polskość jest tu rozumiana ciasno, skupiona jest na selektywnie prezentowanej tradycji, impregnowana na samokrytykę. Obecny w prawicowej opowieści typ patriotyzmu najlepiej oddaje sformułowanie: „Jeśli nie kochasz Polski tak, jak my, i jeśli nie jesteś za nią gotów umrzeć tu i teraz, nie jesteś Polakiem”. Dlaczego daliśmy się zaszantażować przez prawicę, że ten siłowy i krzykliwy sposób opowiadania i przeżywania swojej miłości do Ojczyzny, musi być jedynym i obowiązującym?

2. W Święto Niepodległości łatwo popaść w sentymentalizm. Albo, co gorsza, w banały. Albo, co w naszej sytuacji politycznej najgorsze, w cynizm podszyty szyderstwem: z prawa, które jest na naszych oczach łamane. Z inteligencji ludzi, którym kłamstwa rzuca się w oczy. Ze współczucia wobec słabych, które uznawane jest za ułomność. Z poczucia przyzwoitości, które rządzący zawiesili na kołku. Z chrześcijańskiego miłosierdzia, które zostało wrzucone do grobowców.

Dlatego chciałbym przywołać słowa wielkich Polaków. Wzorowych patriotów. I w końcu: przenikliwych myślicieli. Ludzi, których zdania na nowo stają się dziś aktualne. Chciałbym więc przypomnieć słowa poety, Cypriana Kamila Norwida, który notował: „Ojczyzna to zbiorowy obowiązek”. I jeszcze w innym miejscu: „To moralne zjednoczenie, bez którego partyi nawet nie ma – bez którego partie są jak bandy lub koczowiska polemiczne, których ogniem niezgoda, a rzeczywistością dym wyrazów”. Co znaczy: nie ma Ojczyzny, jeśli nie ma w niej szacunku wobec drugiego człowieka. I solidarności wobec pokrzywdzonych.

Chciałbym też, w kontekście odradzającego się nacjonalizmu, który rozgościł się na dobre w naszych kościołach, przywołać słowa Jana Pawła II: „Polskość to w gruncie rzeczy wielość i pluralizm, a nie ciasnota i zamknięcie”. I jeszcze jeden cytat: „Charakterystyczne dla nacjonalizmu jest bowiem to, że uznaje tylko dobro własnego narodu i tylko do niego dąży, nie licząc się z prawami innych. Patriotyzm natomiast, jako miłość ojczyzny, przyznaje wszystkim innym narodom takie samo prawo jak własnemu”. A więc: patriotyzm jest zaprzeczeniem nacjonalizmu, nacjonalizmu, który wyklucza, pogardza, poniża.

I wreszcie, na koniec, chciałbym przywołać słowa ks. Józefa Tischnera, który stawiał to pytanie ponad trzy dekady temu, ale – co musi dawać do myślenia – nic nie straciło na aktualności: „Czy nasza ojczyzna ma być zbawiana przez spełnianie obowiązków czy kaprysów? Gdzie jest granica między obowiązkiem, zakorzenionym w ludzkim sumieniu, a kaprysem, nigdzie niezakorzenionym?” No właśnie: Czy nasza przyszłość, Twoja i moja, ma zależeć od kaprysu takiego czy innego wodza? Kaprysów, których ofiarami są konkretni ludzie z krwi i kości.

Ale posłuchajcie jeszcze i tych słów krakowskiego księdza. Tischner w eseju pod znamiennym tytułem Znicestwienie Polski z roku 1998 pisał: „To nie obcy są najważniejszym zagrożeniem narodu. (…) Bywa, że swoi wprowadzają w zawartość pojęcia ojczyzna treści, które usuwają w cień jego właściwy sens. Słowo wciąż jest w obiegu, wciąż się je wykrzykuje, wciąż strzela się nim do innych, ale im głośniej brzmi, tym jest mniej substancjalne. Po jakimś czasie każdy widzi: po dokonanych obróbkach Polska nie jest polska – polska moralność jest faryzejskim przekrętem moralności, myśl polska jest pospolitą bezmyślnością, polska wiara – polską dewocją, a polski katolicyzm – sektą, którą z nicości do bytu powołała schorowana wyobraźnia”.

Dziś jak na dłoni widzimy, że te wielkie i ważne dla naszej wspólnoty słowa „ojczyzna”, „naród”, „patriotyzm” w ustach najgłośniej je wykrzykujących stają się karykaturą. Jak myślenie, otwarte i szerokie, charakteryzujące Norwida, papieża Wojtyłę czy Tischnera, wypierane jest przez najgorszy rodzaj bezmyślności, moralnego zdziczenia i intelektualnej ciasnoty.

3. Jakiego zatem patriotyzmu dziś potrzebujemy? Jakiego przeżywania miłości do Ojczyzny, która łączyłaby z jednej strony zobowiązanie troski o kraj, a z drugiej pozwalała zachować to, co w naszej tradycji przecież też jest obecne – otwartość, tolerancję, gościnność, szacunek? Być może potrzebujemy dziś przeżywania patriotyzmu, który charakteryzowałby się czułością. Dlatego znów sięgam do noblowskiej mowy Tokarczuk, która tak opowiada o sile czułości: „Czułość jest spontaniczna i bezinteresowna, wykracza daleko poza empatyczne współodczuwanie. Jest raczej świadomym, choć może trochę melancholijnym, współdzieleniem losu. Czułość jest głębokim przejęciem się drugim bytem, jego kruchością, niepowtarzalnością, jego nieodpornością na cierpienie i działanie czasu. Czułość dostrzega między nami więzi, podobieństwa i tożsamości. Jest tym trybem patrzenia, które ukazuje świat jako żywy, żyjący, powiązany ze sobą, współpracujący, i od siebie współzależny”.

Czułość nie jest tylko uczuciem. Jest, jak podpowiada Tokarczuk, swoistym czytaniem świata, rozróżnianiem czy wręcz – rozumowaniem. Dzięki uwadze i skupieniu mamy wgląd w rzeczywistość, która sprawia, że nie widzimy tylko swojego „Ja”, ale widzimy przede wszystkim inne „Ty”: drugiego, który domaga się szacunku nie dlatego, że jest taki sam jak „Ja”, ale dlatego, że jest całkowicie „Inny”. A zatem czuły patriotyzm polegałby dziś, byśmy my, Polacy, spojrzeli na siebie właśnie jej oczyma – oczyma czułości – która pozwala drugiemu być w jego osobności, z uznaniem, które szanuje odmienność, solidnością, która buduje wspólnotę.

Czuły patriotyzm nie jest, jak zapewne chcieliby go widzieć zwolennicy wielkich słów i silnej pięści, słaby. Przeciwnie: czuły patriotyzm jest przejawem siły. Tej siły, która buduje się nie w oparciu o nienawiść, ale miłość. Nie w oparciu o wykluczenie, ale pojednanie. Nie w oparciu o cynizm, ale przyzwoitość. Czuły patriotyzm byłby więc przepisem na zbudowanie relacji między nami, Polakami, które dziś unieważniają jakiekolwiek projekty budowy wspólnego państwa w oparciu o ciągłość instytucjonalną i długofalowe strategie modernizacyjne.

Opinie

Gdy zwycięzca nie bierze wszystkiego

Zapełnić pustkę w życiu i portfelu

Suwerenność i duma

Budzenie politycznego olbrzyma

Trzeba sobie łapy ubrudzić w ziemi

Szkoła Czarnka vs szkoła jutra

Wojna PiS o TVN, to konfrontacja z USA

Zło i wiara: aktualność Tischnera

Rozmowa – przestrzeń wolności

Tischner, czego uczy nas dziś?

Ameryka wróciła do Europy

Ministerstwo banalizacji katolicyzmu

Bitwa o Rzeszów: lekcja dla opozycji

Liberalizm i solidarność

Jaka Europa? Jakie NATO ?

Agonia władzy

Jaka przyszłość NATO?

Czy stać nas na świat bez drzew?

Sztuka mądrego życia 

Media pod butem rządu

Polityka transferowa

Pozorna walka ze smogiem

Gorzki smak podatku cukrowego

Inflacja "pożera" oszczędności Polaków

Czas na V RP

Podatkowy zawrót głowy