Publikacja „Historia i teraźniejszość” to jedyny podręcznik na rynku dopuszczony na razie przez MEiN. Nauczyciele nie muszą używać podręczników. Czy powinni akurat tego? Absolutnie nie. Nie jest to podręcznik i nie powinien być przez MEiN ani promowany, ani zaakceptowany.

Książka dopuszczona przez ministerstwo Przemysława Czarnka do klas pierwszych liceum i technikum jako podręcznik jest ekskluzywna (na wyłączność) w sensie dosłownym: wydana przez wydawnictwo z nazwy bardzo ekskluzywne (Biały Kruk) na dobrym, ekskluzywnym papierze, z kolorowymi ilustracjami dobrej jakości (choć większość w oryginale w słabej rozdzielczości, bo to przecież historia). Te 512 stron kosztuje – bagatela – niecałe pięć dych, a z wysyłką sześć… (50–60 zł).

Jest także ekskluzywna, bo wszyscy profesorowie, którzy byli związani z nią (jako konsultanci naukowi i metodyczni, w sumie pięciu) poza samym autorem Wojciechem Roszkowskim (m.in. promotorem doktoratu Jarosława Gowina) są z IPN. Jedyny „ekspert” językowy, powołany w drugiej instancji, bo pierwsza opinia językowa od profesora była negatywna, to mgr Klemens Stróżyński. Bliżej nieznany. Pewna część ekspertów wywodzi się także z tej samej instytucji co autor: z Polskiej Akademii Nauk w Warszawie. Z innych instytutów, ale z tego samego ośrodka naukowego. Dla wielu oznacza to konflikt interesów, którego należy unikać. (po kolei wymieniam: prof. dr hab. Andrzej Nowak, prof. dr hab. Wojciech Polak; rzeczoznawcy: prof. dr hab. Tadeusz Wolsza, dr Rafał Drabik, mgr Klemens Stróżyński).

Ostatnio rzuciła się wielu ludziom w Polsce w oczy jeszcze jedna ekskluzywność książki Roszkowskiego: wyklucza ona (z łac. excludere – wyłączać) z kręgu dzieci kochanych wszystkie te, które pochodzą „z laboratoryjnej hodowli”, żeby nie powiedzieć wprost: „z próbówki”(oczywiście używam tutaj skrótu myślowego). Dorzuciłbym jednak, że ta publikacja wyklucza ze społeczeństwa polskiego znacznie więcej pełnoprawnych obywateli Polski: ateistów, wyznawców innych Kościołów i religii poza polską odmianą Kościoła Rzymskokatolickiego, zwolenników równouprawnienia płci, czarnych (czarni związani z Black Lives Matter są „Murzynami”, którzy „często są rasistami”), słuchaczy i fanów Beatlesów, uczniów Tadeusza Kotarbińskiego („ateista” i „czołowy budowniczy Polski Ludowej”), egzystencjalistów (zezowaty Jean-Paul Sartre), marksistów (za zwolennika tego ostatniego uchodzi także Jean-Claude Juncker przemawiający na zdjęciu z 2018 r. – tak! – w katolickiej katedrze w Trewirze na obchodach 200-lecia urodzin „ateistycznego filozofa”)…

Przykłady wykluczenia pełnoprawnych obywateli Polski można naprawdę mnożyć. Autor chyba nie wie, co to Konstytucja RP. Uczeń też się nie dowie. Tak jak nie dowie się, co to pluralizm mediów. Populizm jest scharakteryzowany w tym rozdziale jako pozytywne zjawisko antyelitarystyczne. Osobną analizę można byłoby poświęcić samym ilustracjom i ich podpisom, za które odpowiadają dwie osoby.

Wojciecha Roszkowskiego pamiętam jeszcze jako student, na pierwszym roku w akademiku czytałem jego – wtedy nielegalną i wydaną pod pseudonimem Andrzej Albert – historię Polski wyprodukowaną w samizdacie, na powielaczowym papierze, bez ilustracji, drukiem przypominającym maszynę do pisania. Wolałbym zachować o nim pamięć właśnie tak. Potem Wojciech Roszkowski stał się aktywnym politykiem i do dzisiaj takim pozostał, mimo że nie jest już posłem.

Na kuriozum zakrawa uwyraźniona we wstępie intencja przekonania młodego czytelnika i nauczyciela (chyba, bo ten wstęp nie ma autora ani adresata wymienionego wprost), że mamy do czynienia z nowoczesnym podręcznikiem, który „powstał przede wszystkim z myślą o holistycznym podejściu do ucznia”. Może to i jest prawda, mógł powstać z myślą o „holistycznym podejściu”, ale nie o samym uczniu.

Tenże uczeń jest przez autora traktowany z góry, praktycznie nie istnieje jako podmiot samodzielnie myślący i czujący, ma być urabiany przez mniemanologię stosowaną wujka dobra rada, który prowadzi swój wykład, a nawet coś w rodzaju pogadanki. Autor rzuca od czasu do czasu jakieś dość idiosynkratyczne skojarzenia w postaci albo zdjęć, albo karykatur, często wywodzących się ze współczesności. To nie jest żadną miarą podręcznik w sensie gatunkowym, to pogadanka poglądowa, bo podręcznik powinien mieć jasno oddzielone fragmenty definicyjne (słownik!), faktograficzne (daty i nazwiska) od możliwych interpretacji (różnych, nie tylko jednej). Holistycznego podejścia nie widzę. Uczeń nie ma żadnego wyboru, bo wykład jest niejasny i zawirowany.

Na dodatek zdjęcia dobrane do tej pogadanki są doprawdy często w bardzo nikłym stopniu ilustracją dowodów czy też dokumentów. Niekiedy, nazbyt często, sprawiają wrażenie mętnego komentarza, bo coś się komuś kojarzy… Przykładem może tutaj być pierwsza z brzegu ilustracja w rozdziale 7 w I części pt. „Świat powojenny”. Najpierw na str. 40 tabela 1. Porównanie produktu krajowego (tylko 7 krajów), potem na str. 41 zdjęcie ilustrujące pontyfikat Piusa XII (zdjęcia samego papieża z asystą, ale z podpisem, że w trudnej sytuacji światowej po II wojnie „chrześcijaństwo było i jest dominująca religią na świecie”), cała str. 42 to ilustracja „Msza święta odprawiana w zrujnowanym warszawskim kościele św. Kazimierza Królewicza na Rynku Nowego Miasta”. Następna ilustracja dopiero na str. 45 – „Ręka Boga” szwedzkiego artysty Carla Millesa, zdjęcie przedstawia rzeźbę. Skądinąd można się dowiedzieć (nie z opisu), że rzeźba pochodzi z 1954 r. i reprezentuje teologiczne pojęcie pewności zbawienia. Można też interpretować ją jako ekspresję kreacjonistycznych poglądów autora rzeźby. Wyróżniony większymi literami oraz typografią jest tekst Roszkowskiego: „Co by się działo z ludźmi, gdyby zasad i wartości chrześcijańskich w ogóle nie było?” oraz „Ateiści są więc ludźmi wierzącymi, tyle że wierzą oni w nieistnienie Boga”. I to jest podręcznik? Do historii i teraźniejszości?

Podobną raczej pseudologikę autora można widzieć w komentarzu np. w rozdziale 10 pt. „Rewolucja społeczna w zachodniej Europie”. Ilustracja pierwsza na str. 346: zdjęcie uśmiechniętej Mary Quant, projektantki mody odpowiedzialnej za spódniczki mini, w podpisie m.in. „była wiodącą postacią popkultury”. Następna ilustracja: demonstracja provosów w Amsterdamie przedstawionych jako protoplaści hippisów. Na str. 349 kolejna fotografia ze strajku studenckiego w 1968 r. w Paryżu (obraz tłumnego marszu), dalej str. 350 Ernesto Guevara, a następnie na str. 352: aresztowanie w 1972 r. Berndta Baadera, niemieckiego terrorysty. Wyróżniony tekst jest jednoznaczny: „Skutki rewolucji lat sześćdziesiątych okazały się fatalne dla cywilizacji zachodniej”. Może w stłumionym przez dogmaty umyśle autora takie obrazki same przez się są zrozumiałe, ale dla przeciętnego znawcy tematu historii nowoczesności nasuwające się nieodparcie utożsamienie rewolucji kulturalnej z terrorystami oraz rewolucjonistami jest grubym nadużyciem, a tym bardziej wykorzystanie tego do prawienia andronów: „Między wymaganiem dyscypliny a przemocą w rodzinie jest przepaść. Kto je utożsamia, nie rozumie psychologii” (tekst wyróżniony typograficznie u góry lewej strony, str. 348). Jaka to psychologia tłumaczy zbitkę myślową autora? Błagam o wskazówki, ale może niewyznaniowe…

Na uwagę zasługuje także fakt, że autor wstępu próbuje mącić, kiedy stwierdza: „Nowoczesne sposoby nauczania już dawno odeszły od humboldtowskiego stylu lekcji frontalnej na rzecz współpracy z uczniem w celu ewolucji wiedzy z równoczesną możliwością podjęcia debaty opartej na znajomości faktów.” Humboldt w grobie musi się przewracać, jeśli dochodzi do niego, że „pruski dryl w szkole” oraz „wykładanie prawd od tablicy” są tożsame w niektórych pismach z jego szczytnym ideałem Bildung, (samo)kształcenia samodzielnego człowieka, tak jak u polskich filomatów i filaretów. Poza wszystkim humboldtowski mamy model uniwersytetów, w którym uczenie przez doświadczenie, badania rzeczywistości jest podstawą.

Nowoczesność to także nie jest umieszczanie np. linków do materiałów online w postaci kodów QR. To jest dzisiaj raczej minimum, a nie awangarda metodyczna. Natomiast jeśli idzie o metodykę nauczania, to niestety, materiału w tych pogadankach jest znacznie za wiele jak na realizację w wyznaczonym przez ministerstwo zakresie. Uzupełnienia zaś nie zachęcają ucznia do samodzielnego myślenia (także tzw. wstępy nagrane na wideo samego Roszkowskiego, które można odsłuchać na YouTube z konta Białego Kruka), są albo w ogóle nieskomentowane, albo same są apodyktycznym komentarzem. Notabene, jedną z polecanych lektur w rozdziale 14 jest pozycja: G. Kucharczyk, „Odsiecz z nieba. Prymas Wyszyński wobec rewolucji”, Biały Kruk, Kraków 2021 (s. 365).

Pytania wyodrębnione na końcu (nierównych i nieproporcjonalnych) rozdziałów są pseudopytaniami, nie zachęcają do dyskusji, debaty czy – nie daj Boże – krytyki… „Literatura uzupełniająca” (dla chętnych) to obowiązkowo bardzo naukowe opracowania, które często obawiałbym się polecić nawet studentom (bo za trudne), ale nade wszystko to wcześniejsze monografie Wojciecha Roszkowskiego. Jego książki z tzw. aparaturą naukową (przypisami, których nie ma w tym HiT) – sprawdziłem – są pod każdym rozdziałem. Być może są tam dlatego, żeby uniknąć łatwego zarzutu skierowanego przeciwko autorowi – powielania swoich pism; a już teraz na Twitterze pojawiły się anonimowe doniesienia o autoplagiatach Roszkowskiego.

Układ nie jest klarowny, jest linearny, niby-chronologiczny, a narracyjność polega na subiektywnych skojarzeniach autora pogadanki. To nie jest narracja na poziomie Timothy’ego Snydera, Normana Daviesa czy Pawła Jasienicy, w którym rozczytywałem się w liceum. Obecnie jako historyka idei nowoczesności uderza mnie także np. pojęcie ideologii używane przez autora „HiT”, zwraca uwagę użycie czysto polityczne, nie zaś techniczne, a do takiego jestem przyzwyczajony. Cytuję wiernie Roszkowskiego: „Wśród najbardziej popularnych obecnie ideologii politycznych należy scharakteryzować socjalizm, liberalizm, feminizm i ideologię gender, współczesną chadecję, czyli chrześcijańską demokrację, której nie należy jednak utożsamiać z chadecją sprzed lat 40 i więcej”. Czy z tego wynika, że nie ma np. ideologii ultrakatolickiej? Albo nazistowskiej dzisiaj? Neopogańskiej? Bądź ideologii religijnych innego rodzaju? Ideologia jest pojęciem neutralnym, jedynie w retoryce politycznej funkcjonuje w ten sposób jak w podręczniku Roszkowskiego jako wyzwisko. Jeszcze jeden dowód, że ta publikacja to nie jest podręcznik i nie powinna trafić do szkół. Najważniejsze użycia krytyczne ideologii w literaturze przedmiotu można odnaleźć w odniesieniu do ideologii prawicowych.

Jednak konserwatyści wedle autora – można odnieść wrażenie – to demokratyczne, sympatyczne miśki: „Prawdziwi konserwatyści” mieli szczytne cele: „religia, demokracja, ograniczenie interwencji państwa w życie gospodarcze”. Doprawdy? Nie ma monarchistów w Polsce wśród konserwatystów? Nie ma zwolenników supremacji człowieka nad naturą? Nazizm niemiecki to „wina socjalistów i komunistów”. No i Fryderyka Nietzschego. Może jeszcze Oswalda Spenglera. Nie konserwatystów.

Na poważnie: zrobię wszystko, żeby mój młodszy syn za dwa lata nie dostał się w łapy takiego edukatora, jednoznacznego propagandzisty obecnej władzy, nieobiektywnego matacza. Mój syn, ale także tysiące innych dzieci innych rodziców, dla których ważna jest przyszłość Polski i świata, muszą coś wiedzieć na temat współczesnego społeczeństwa globalnego, a nie dowiadywać się tylko o tym, że Polska była najbardziej poszkodowana w II wojnie światowej. I że najważniejsi są Żołnierze Wyklęci, Jan Paweł II i matka Teresa z Kalkuty. Jednoznacznie święta, bez szemranych interesów w banku watykańskim. Doktrynerstwo to nie jest ani historia, ani teraźniejszość.

Ten podręcznik to pierwszy tom. Drugi tom w drodze. Tego drugiego już na pewno nie kupię. Szkoda lasów…

Opinie

Polityka, Kościół, wybory

Polityka i moralność

Tischner: człowiek o szerokich rękawach

Kłamstwo polityczne

Jak działa społeczeństwo obywatelskie?

Abecadło wojennych zbrodni

Bezpieczeństwo, wolność, jedność

Tischner nigdy nie zawodzi

Koniec epoki złudzeń

To Ziobro rozdaje dziś karty

(S)prawa Polek

Polskie firmy pod ścianą, a rząd udaje, że problemu nie ma

Nie ma Polski solidarnej, bez Polski przedsiębiorczej

Głośno wołajmy: więcej Europy!

Moje ciało. Moja sprawa

Państwo bez mocy

Układ Warszawski bis

Prawdziwa skala drożyzny dopiero przed nami!

Od prężenia muskułów do bezradności

Gdy zwycięzca nie bierze wszystkiego

Zapełnić pustkę w życiu i portfelu

Suwerenność i duma

Budzenie politycznego olbrzyma

Trzeba sobie łapy ubrudzić w ziemi

Szkoła Czarnka vs szkoła jutra

Wojna PiS o TVN, to konfrontacja z USA

Zło i wiara: aktualność Tischnera

Rozmowa – przestrzeń wolności

Tischner, czego uczy nas dziś?

Ameryka wróciła do Europy

Ministerstwo banalizacji katolicyzmu

Bitwa o Rzeszów: lekcja dla opozycji