Wiem, że aborcja jest dramatyczną decyzją, dlatego powinna być ona wolną decyzją matki i ojca. Żaden polityk nie ma prawa wchodzić w ich sumienia. Demokracja jest domeną wolności. Kto nie szanuje wolności, nie zasługuje na miano demokratycznego polityka.

Spojrzenie na historię europejskiej myśli politycznej uwidacznia dwie przeciwstawne tendencje. Z jednej strony czytamy u Pseudo-Platona, że polityka to wiedza dotycząca tego, jak urzeczywistniać sprawiedliwość w państwie. Jest to wiedza zarówno moralna, gdyż dotyczy szlachetności, jak i praktyczna, gdyż dotyczy tego, co pożyteczne. Podobny pogląd na politykę miał Arystoteles. Według tego greckiego filozofa polityk to ten, kto dokonuje czynów pięknych dla nich samych, a nie dla majątku. Stara się przede wszystkim o wprowadzanie zgody. Dlatego politykiem może być tylko człowiek moralnie wartościowy. Plutarch twierdzi natomiast, że polityk powinien być mądry, doświadczony i sprawiedliwy. Polityk to mąż stanu, któremu powinno zależeć przed wszystkim na dobru ogółu. Powinien też kierować się miłością ojczyzny. Polityka zaś, jak kąśliwie stwierdził Plutarch, to nie bachiczne pląsy wokół mównicy. Według Francisa Bacona tymczasem politycy to ci, którzy potrafią podtrzymać w ludzkich sercach nadzieję.

Jednak z drugiej strony już Cyceron miał świadomość, że polityka jest dziedziną brudną, do której garną się głównie niegodziwcy. Przystawanie do nich jest haniebne, a walka z nimi – beznadziejna i niebezpieczna, szczególnie wobec pobudliwości tłumu. Dlatego człowiekowi mającemu szacunek do siebie nie wypada zajmować się polityką, chyba że trzeba powstrzymać bezecników, aby nie poniewierali Rzeczpospolitą. Ta tendencja umocniła się od czasów Niccolò Machiavellego, który oddzielił politykę od moralności i sprowadził ją do roli narzędzia, dzięki któremu można osiągnąć władzę i utrzymać się przy niej. Jednak by osiągnąć władzę, trzeba nie tylko być obdarzonym wirtuozerią polityczną, lecz umieć także wyczuć właściwy moment. Dobra polityka to według Machiavellego polityka nie tyle kierująca się dobrem wspólnym i zasadami moralnymi, ile skuteczna. W tym samym okresie Renesansu Francis Bacon stwierdził, że politykom, którzy dążą do władzy tylko dla niej samej, grożą obłuda, waśnie i rozłamy. W XVIII wieku Wolter wypowiedział nieśmiertelną myśl: „Ten świat, niestety, to drugie piekło. Niewinność wszędzie jest prześladowana. Przyzwoitego człowieka tępi hipokryta. Rozum, dobry smak i sztuki piękne marnieją, podobnie jak zalety serca. Wszystko zastępuje płaska i podła polityka, którą się uważa za jedyne godne nagrody osiągnięcie. Wstrętny zapał niebezpiecznych dewotów uzbraja rękę głupców przeciwko mądrym. A interes, ten obmierzły król ziemi, w imię którego głosi się zarówno pokój, jak i wojnę, smutny i zamyślony nad pancerną kasą wydaje słabych na łup zbrodni silniejszego”. Nie miał też dobrego zdania o polityce polski myśliciel Henryk Elzenberg, który podobnie jak Wolter stwierdził, że nie żyjemy już w świecie, „jakim go Pan Bóg stworzył, a Homer i Szekspir poezją ozłocili”, gdyż zostało nam jedynie „ołowiane sklepienie śmierci i jałowe ściernisko polityki”.

Te dwie tendencje rozumienia polityki, z jednej strony jako czynienia rzeczy pięknych, dawania ludziom nadziei, dbałości o dobro społeczne, służby publicznej, a z drugiej narzędzia do cynicznej walki o władzę dla samej władzy, odzwierciedla sentencja Blaise’a Pascala: „Człowiek – chluba i zakała wszechświata”. Dlatego też Immanuel Kant odróżnił politykę prawdziwą od fałszywej i stwierdził: „W prawdziwej polityce nie można zatem uczynić ani jednego kroku, nie złożywszy uprzednio hołdu moralności, i chociaż polityka sama w sobie jest trudną sztuką, to jednak pogodzenie jej z moralnością żadną sztuką nie jest, moralność rozcina bowiem węzeł, którego polityka rozwiązać nie potrafi”.

Jedną z prób powiązania polityki i moralności była europejska chadecja, której poglądy legły u podstaw projektu Unii Europejskiej (Konrad Adenauer, Alcide De Gasperi, Robert Schuman). Chciałbym tu jednak przypomnieć nazwisko szwedzkiego polityka Daga Hammarskjölda, sekretarza generalnego ONZ w latach 1953–1961, który w czerwcu 1956 roku był gościem Międzynarodowych Targów Poznańskich. W tym czasie doszło w Poznaniu do strajków robotniczych i krwawych starć ulicznych. Jako sekretarz ONZ Hammarskjöld zaprotestował przeciwko użyciu siły przez władze państwowe, te jednak nie wzięły pod uwagę jego protestu. Po tragicznej śmierci polityka odnaleziono w jego mieszkaniu rękopis Drogowskazów, zbiór znakomitych wskazań filozoficznych i moralnych, które stanowiły podstawę jego politycznych działań.

Dla chrześcijańskich demokratów to człowiek – wolny i odpowiedzialny – był podmiotem polityki. Nie masy ludowe czy kolektyw, w którym nie ma miejsca dla wolnej jednostki, ani też nie skrajny liberalizm, w którym nie ma miejsca dla jednostki odpowiedzialnej. Przejawem związku wolności i odpowiedzialności była i jest dla chadecji subsydiarność, czyli zasada pomocniczości. Subsydiarność polega na podkreślaniu wolności i autonomii jednostek i społeczeństw lokalnych. Dlatego chadecji wroga jest władza totalitarna i autorytarna. Ceni natomiast samodzielność i samorządność. Jeśli chodzi o zasadę pomocniczości, związana jest ona z odpowiedzialnością, wsparciem tych jednostek, społeczeństw i krajów, które z różnych powodów takiego wsparcia wymagają aż do momentu usamodzielnienia się. I chociaż chadecja odwoływała się do katolickiej nauki społecznej, to zasady moralne, które głosiła i głosi, mają charakter uniwersalny.

Szczególnie dzisiaj konieczne jest przypomnienie związku moralności i polityki. Wyliczę tylko kilka powodów. Wraz z wejściem w erę postprawdy weszliśmy także w dominację postpolityki. Postprawda nie jest kłamstwem w klasycznym sensie, lecz strategią nadającą prawdzie drugorzędne znaczenie. Gdy dziennikarze zarzucają politykom kłamstwa, ci twierdzą, że mają nie tylko odmienne interpretacje, ale nawet odmienne fakty, albo stawiają zarzut, że ich wypowiedzi wyjmowane są z kontekstu. Politycy kłamią, a od strony technicznej przyczyniają się do tego era cyfrowa i niewyobrażalny przyrost informacji, od strony moralnej zaś – społeczne przyzwolenie na kłamstwa. Postpolityka stała się w wielu krajach dziedziną błaznów, ich charakterystyczną cechą jest natomiast cyniczny rechot. Skutkami postprawdy i postpolityki są podważanie zaufania społecznego i rozpad więzi, a w dalszym ciągu osuwanie się personalizmu w liberalną prywatność albo próby przebudowy demokracji w quasi-autorytaryzm.

Przed tym drugim niebezpieczeństwem przestrzegał w 1959 roku Theodor Wiesengrud Adorno w wykładzie Nowy prawicowy radykalizm, w którym stwierdził, że „przesłanki dla faszyzmu wciąż trwają”. Wydawnictwo Znak opublikowało polski przekład tego tekstu i wydobyło na marginesach takie charakterystyczne cechy tego radykalizmu, jak: „widmo bezrobocia wywołanego postępem technicznym”, „pokusa nacjonalizmu rośnie, gdy narody przestają odgrywać istotną rolę”, „demokracje rodzące niesprawiedliwość sprzyjają faszyzmowi”, „radykalna prawica fascynuje się katastrofą”, „propaganda staje się substancją polityki”, „łatka lewicowego intelektualisty”, „antysemityzm i technika aluzji”, „manipulowanie pojęciem demokracji”, „wyciąganie z kontekstu”, „ruchy antywolnościowe przedstawiają się jako obrońcy wolności”, „przywiązywanie nadmiernej wagi do symboli”, „pseudonaukowa pedanteria radykałów”, „koniec z wyznawaniem win”. Dlatego trudno się dziwić, że Timothy Garton Ash nazwał trumpizm „protofaszyzmem”, wskazując na takie jego cechy, jak: kłamstwo wyborcze, propaganda, teorie spiskowe i populizm.

Moralność konieczna jest w polityce także ze względu na niebezpieczeństwo upartyjnienia polityki. Helmuth Plessner stwierdził: „Jeśli wypieramy politykę z wyższych rejonów bezinteresownego myślenia i działania, to nie wolno nam się dziwić, gdy w chorobliwej formie partyjnego patronatu atakuje nasze życie duchowe od podstaw i grozi mu zdławieniem”. Partie, jak powiedział z kolei Nicolai Hartmann, działają głównie dla własnego interesu. Ich polityka jest zatem krótkowzroczna i doraźna. Nie jest działaniem dalekosiężnym podejmującym odpowiedzialność za przyszłość państwa i narodu, a tym bardziej świata.

Jednak moralność w polityce może być także niebezpieczna, szczególnie wtedy, gdy jest moralnością fałszywą. Na podobieństwo kantowskiego rozróżnienia fałszywej i prawdziwej polityki chciałbym wprowadzić fałszywą i prawdziwą moralność. Moralność fałszywa to ta, która oddaje taką cześć wartościom najwyższym, że odwraca wzrok od wartości najbliższych. Politycy hołdujący takiej moralności odwołują się do najwyższych ideałów moralnych i tak są w nie wpatrzeni, że te ideały ich oślepiają – i nie widzą już ludzi: ich problemów, dramatów, a nawet tragizmu. Idealizm zabija w tych politykach empatię. A nawet gorzej, ich idealizm dopuszcza wręcz adiaforyzację pewnych grup: uciekinierów, emigrantów, osób transpłciowych, LGBT+, czyli, jak pisze Zygmunt Bauman w Obcych u naszych drzwi, wyłączenie ich poza przestrzeń współczucia i odruchu odpowiedzialności. Przykładem fałszywej moralności są kapłan i lewita z „Przypowieści o miłosiernym Samarytaninie”. Minęli leżącego przy drodze, gdyż tak ich zaślepiły własne moralne ideały, że potrzebujący pomocy stał się dla nich niewidzialny. Przedstawicielem prawdziwej moralności był obcy, Samarytanin, gdyż prawdziwa moralność to moralność odpowiedzialności zdolnej odpowiedzieć na słabość. Fałszywa moralność jest także niebezpieczna, gdyż, jak pokazał to XX wiek, wielkie idee moralne okazały się wywrotowe. Kto próbował budować moralne utopie, w konsekwencji tworzył nieludzkie dystopie. Moralność prawdziwa to moralność słaba, gdyż jest odpowiedzią na słabość, a wyraża się w życzliwości, szacunku, godności, współczuciu, przyzwoitości.

A co z zasadami moralnymi, które wydają się nieprzekraczalne? Rozważmy fenomen sumienia polityków i różnicę między sumieniem człowieka a sumieniem polityka. Wiem, co to znaczy, że człowiek działa zgodnie z własnym sumieniem: jest przyzwoity, życzliwy, szanuje innych, nie kradnie, nie oszukuje, postępuje zgodnie ze swoimi wartościami i przekonaniami. Kiedy natomiast mówię, że polityk postępuje zgodnie z własnym sumieniem, oznacza to zazwyczaj, że urządza innym obywatelom świat według reguł własnego sumienia. Rozumiem, że polityk jako człowiek, postępując zgodnie z własnym sumieniem, jeśli jest kobietą, nie dokonuje aborcji, a jeśli jest mężczyzną, nie wyraża zgody, by jego żona jej dokonała. Ale dotyczy to jego lub jej. Nie daje mu to jednak żadnego uprawnienia, by swoje ludzkie sumienie przenosić na poziom polityczny i zmuszać innych do życia zgodnie z jego regułami. Popatrzmy na taki przykład: polityk jest świadkiem Jehowy i zgodnie ze swoim sumieniem nie wyraża zgody, by przetoczono mu krew. Czy wolno mu jednak uczynić to przekonanie podstawą ustawy zakazującej całemu społeczeństwu przetaczania krwi?

Polityk jako poseł jest posłany przez obywateli, a obywatele są zróżnicowani pod względem wartości. To zróżnicowanie celnie przedstawili francuscy socjolodzy Luc Boltanski i Laurent Thévenot w idei państw-światów. Zamieszkujemy różne państwa-światy. W „państwie natchnionym” liczą się przede wszystkim talent i uzdolnienia. W „państwie opinii” – reputacja i opinia innych. W „państwie handlowym” najważniejsza jest rywalizacja pożądań. W „państwie domowym” królują prawość, wierność i szacunek. W „państwie obywatelskim” liczy się dobro wspólne, a w „państwie przemysłowym” – zasady użyteczności. Jako członkowie tego samego społeczeństwa żyjemy w różnych państwach-światach. Źródłem słabości są zatem różnorodne wartości, które nami kierują. Między nimi istnieje dramatyczne napięcie. Podobnie jak istnieje napięcie między dobrem a prawdą, dobrem a pięknem, sprawiedliwością wyrównawczą a proporcjonalną, sprawiedliwością a solidarnością, życiem dziecka a życiem matki.

Wiem, że aborcja jest dramatyczną decyzją, dlatego powinna być ona wolną decyzją matki i ojca. Żaden polityk nie ma prawa wchodzić w ich sumienia. Demokracja jest domeną wolności. Kto nie szanuje wolności, nie zasługuje na miano demokratycznego polityka. Sam jestem przeciwnikiem aborcji, nigdy jednak nie przyszłoby mi do głowy, by w oparciu o moje przekonanie urządzać życie innym i narzucać im odpowiedzialność, pozbawiając ich wolności. Nie wolno za nikogo podejmować wyboru w sytuacji dramatycznej. I tu odwołam się do chadeckiej zasady subsydiarności. Skoro przesuwamy autonomię życia społecznego i gospodarczego na poziom samorządności i jednostek, tym bardziej należy przesunąć wolność decyzji moralnych na poziom osobowych wyborów. Dlatego polityk powinien stosować sumienie w swoim osobistym życiu, ale nie powinien podnosić go na poziom polityczny. Wówczas bowiem staje się dogmatykiem, a nawet fanatykiem. Słaba moralność jest odpowiedzią na doświadczenie wojny domowej o absolutne rozumienie sumienia. Uparte obstawanie przy swoim roszczeniu do prawdziwości jednoznacznej wykładni sumienia może stanowić dramatyczne zagrożenie. Uwidacznia się to w wojnach domowych na tle religijnym, które przetoczyły się przez Europę. Nie zmusza to polityka do rezygnacji z własnego sumienia, ale nie daje mu prawa do narzucania zasad własnego sumienia innym. Dlatego zgadzam się z prof. Barbarą Skargą, że łatwiej przyjąć w polityce fantastę niż dogmatyka. Pisała: „fantasta przytomnieje, dogmatyk nie zważa na żadne argumenty”.

By sumienie mogło jednak działać, konieczne jest oddzielenie na poziomie politycznym państwa od Kościoła. Gdy Pius IX ogłosił dogmat o nieomylności papieża, kardynał John Henry Newman wzniósł najpierw toast na cześć sumienia, a dopiero w drugiej kolejności na cześć papieża. Ten początkowo anglikanin, a po konwersji katolicki kardynał, dokonał tego rozdziału w sobie samym. Jest to istotne, gdyż wielu polityków, którzy twierdzą, że postępują zgodnie z własnym sumieniem, faktycznie postępuje zgodnie z chwilową wykładnią boskiej prawdy dokonywaną przez tych, którzy wiedzą lepiej.

Co zatem może uczynić polityka? Odróżniając wartości niskie – silne i wysokie – kruche możemy stwierdzić, że wartości niskie – silne, takie jak: własność, prawo do życia i zdrowia narodzonych są chronione przez kodeksy prawne. Natomiast wartości wysokich – kruchych, jak empatia, troskliwość, możemy sobie jedynie życzyć lub stwarzać warunki, by one zaistniały. Taką wartością wysoką – kruchą jest życie nienarodzonych. Można i należy stwarzać warunki, by te wartości były chronione w sposób wolny: przez edukację seksualną, dostępność antykoncepcji, pigułki „dzień po”, dostępną sieć żłobków i przedszkoli, wsparcie rodzin.

Kończąc, słaba moralność jest polityce niezbędna. Moralność silna i fałszywa może okazać się dla niej niszcząca.

Opinie

Czarne dwa lata polskiej edukacji

Ojczyzna

Tylko klęska Putina zapewni pokój

„Polacy, pamiętajcie o Białorusi”*

O mądrości

Jak trwoga to do samorządów

Kto zatruł Odrę?

Historia według Roszkowskiego

Polityka i moralność

Tischner: człowiek o szerokich rękawach

Kłamstwo polityczne

Jak działa społeczeństwo obywatelskie?

Abecadło wojennych zbrodni

Tischner nigdy nie zawodzi

Koniec epoki złudzeń

To Ziobro rozdaje dziś karty

(S)prawa Polek

Polskie firmy pod ścianą, a rząd udaje, że problemu nie ma

Nie ma Polski solidarnej, bez Polski przedsiębiorczej

Głośno wołajmy: więcej Europy!

Moje ciało. Moja sprawa

Państwo bez mocy

Układ Warszawski bis

Gdy zwycięzca nie bierze wszystkiego

Zapełnić pustkę w życiu i portfelu

Suwerenność i duma

Budzenie politycznego olbrzyma

Trzeba sobie łapy ubrudzić w ziemi

Szkoła Czarnka vs szkoła jutra