Jeśli poczucie winy i odpowiedzialności za II wojnę ma dziś Niemców do czegoś zobowiązywać, to przede wszystkim do jednoznacznego i pełnego zaangażowania się po stronie Ukrainy w walce z agresorem. I do poważnego i uczciwego podejścia w kwestii zadośćuczynienia strat narodom, które zapłaciły największą cenę za szaleństwa nazizmu.

Drogi Władimirze,

Szanowny panie kanclerzu,

Panie burmistrzu,

Pani ambasador,

Dostojni goście

z wielką satysfakcją przyjąłem propozycję Władimira Kliczki wygłoszenia laudacji na cześć bohaterskiego narodu ukraińskiego uhonorowanego przez gospodarzy dzisiejszej uroczystości.

Jako Polak, jako przyjaciel i sojusznik Ukrainy, od pierwszych dni jej niepodległości, jako zdeklarowany Europejczyk i człowiek Zachodu, Zachodu w sensie politycznych wartości, mam obowiązek i prawo mówić dziś głośno i jednoznacznie o heroicznej walce Ukrainy, o zbrodniach Rosji popełnianych każdego dnia tej wojny, o postawie Europy, i o znaczeniu tej wojny dla przyszłości nas wszystkich, od Kijowa do Lizbony. Dla naszej wolności i naszego bezpieczeństwa.

Najwyższy czas to zrozumieć – to jest także nasza wojna, w której chodzi o fundamenty naszej cywilizacji. Zwycięstwo Ukrainy oznaczać będzie nie tylko, że utrzyma ona swoją niepodległość i integralność terytorialną. Zwycięstwo to staje się także coraz wyraźniej warunkiem przetrwania wspólnoty europejskiej i politycznej cywilizacji Zachodu. Ewentualne zwycięstwo Rosji oznacza ludobójstwo na terenie Ukrainy oraz groźbę podporządkowania Europy i zanik jej geopolitycznego znaczenia. Triumf Putina oznaczałby także wzmocnienie tendencji autorytarnych, czy wręcz faszystowskich, w świecie, a szczególnie na naszym kontynencie.

Jak zauważył Timothy Snyder, ta wojna ustanowi reguły polityki i geopolityki na cały być może XXI wiek i rozstrzygnie być może o losach demokracji jako takiej. Składamy dziś hołd bohaterskiej Ukrainie nie tylko poruszeni jej cierpieniem i odwagą, ale świadomi stawki tej wojny dla nas wszystkich. Stawka ta jest tak wysoka, że musimy rozmawiać o naszej roli w tej dziejowej konfrontacji naprawdę szczerze. Ukraina, co pokazały ostatnie dni, ma szansę wygrać tę wojnę, ale wymaga to zdecydowanie większego wsparcia ze strony Europy, a w szczególności największych i najbogatszych państw, takich jak Niemcy.

I nie chodzi tu o wsparcie symboliczne, nagrody i wyróżnienia, ale o broń, o amunicję, o samoloty i czołgi. Nie ma żadnego, podkreślam, żadnego powodu, aby w pomoc Ukrainie Niemcy, Francja czy Włochy angażowały się mniej, niż Stany Zjednoczone, Polska czy państwa bałtyckie. Putin zaatakował Ukrainę, ale jest to przecież atak na całą demokratyczną wspólnotę międzynarodową. Tylko polityczni ślepcy mogą dziś wypierać fakt, że Rosja, różnymi środkami, prowadzi od dawna wojnę z NATO i Unią Europejską. Osłabienie paktu północnoatlantyckiego, ingerencja w wybory i konflikty społeczne w państwach Unii i w USA, zaangażowanie w Brexit — to tylko przykłady politycznego rosyjskiego sabotażu na wielką skalę. Rozbicie jedności Unii Europejskiej jest jednym z oczywistych priorytetów Kremla. Politycznie nie ma zatem dla nas innego wyboru niż jednoznaczne zaangażowanie się po stronie Ukrainy.

W wymiarze moralnym sprawa jest jeszcze bardziej oczywista. Dawno nie było konfliktu tak czarno-białego, w którym tak wyraźnie widać granicę między złem a dobrem. Wiadomo, kto jest katem, a kto ofiarą. A próby relatywizowania tej kwestii wydają mi się, mówiąc wprost, obrzydliwe. Politycy europejscy, którzy szukają także tu, w Berlinie, jakiejś symetrii, jakichś historycznych i ekonomicznych uzasadnień dla bezczynności lub neutralności, powinni mieć świadomość, że gdyby pomoc ze strony ich krajów, a szczególnie dostawy broni, była szybsza i większa, na Ukrainie zginęłoby mniej dzieci, mniej kobiet byłoby zgwałconych i zamordowanych, mniej miast, szpitali i przedszkoli zbombardowanych.

Kiedy słyszę dziś słowa, że Europa i Niemcy powinny posłuchać się Polski w sprawie agresywnej polityki Kremla już wiele lat temu, mam gorzką niestety satysfakcję. Tak, mieliśmy rację, kiedy namawialiśmy was w 2008 r., a byłem wtedy premierem polskiego rządu, aby przyjąć Ukrainę do NATO. Mieliśmy rację, kiedy ostrzegaliśmy przed fatalnymi geopolitycznymi konsekwencjami Nord Stream 2, czy kiedy starałem się w 2014 r. przekonać Niemców, Francuzów, Włochów do unii energetycznej i uniezależnienia Europy od dyktatu gazowego Rosji.

Czasu nie cofniemy, więc zróbmy, co się da i co trzeba zrobić teraz. A więc:

- natychmiastowe zwiększenie dostaw broni, w tym ciężkiej dla Ukrainy.

- gwarancje polityczne dla pełnego członkostwa Ukrainy w Unii Europejskiej najszybciej jak to możliwe, po zakończeniu wojny.

- powrót do kwestii członkostwa Ukrainy w NATO i realnych gwarancji bezpieczeństwa dla Kijowa.

- utrzymanie pełnej jedności Unii Europejskiej i NATO w twardej polityce sankcji wobec Rosji.

W Berlinie słychać było jeszcze niedawno głosy o tym, że Niemcy nie mogą wystąpić otwarcie po stronie Ukrainy ze względu na pamięć rosyjskich ofiar z czasów drugiej wojny światowej. A przecież wojna zaczęła się od napaści Niemiec i stalinowskiej Rosji na Polskę, a największe ofiary w tej wojnie to oczywiście Żydzi oraz narody polski, ukraiński i białoruski. Jeśli poczucie winy i odpowiedzialności za II wojnę ma dziś Niemców do czegoś zobowiązywać, to przede wszystkim do jednoznacznego i pełnego zaangażowania się po stronie Ukrainy w walce z agresorem. I do poważnego i uczciwego podejścia w kwestii zadośćuczynienia strat narodom, które zapłaciły największą cenę za szaleństwa nazizmu.

Mówię te słowa jako polityk od lat zaangażowany w proces pojednania polsko-niemieckiego i budowy wspólnej Europy, nie jako wróg. Wszystkie argumenty – moralne, polityczne, historyczne i cywilizacyjne każą nam dziś stanąć po stronie Ukrainy i jej bohaterskich obrońców. Jestem dumny z moich rodaków, że dali przykład całemu światu, jak należy zachować się wobec tego historycznego wyzwania. Jestem też dumny, że dziś jestem w gronie ludzi - ludzi dobrej woli, którzy wszyscy, bez wyjątku powtarzają te słowa: sława Ukrajini!

Treść wystąpienia przewodniczącego Platformy Obywatelskiej Donalda Tuska w Poczdamie z okazji wręczenia narodowi ukraińskiemu nagrody M100 Media Award.

Opinie

Polityka, Kościół, wybory

Polityka i moralność

Tischner: człowiek o szerokich rękawach

Kłamstwo polityczne

Jak działa społeczeństwo obywatelskie?

Abecadło wojennych zbrodni

Bezpieczeństwo, wolność, jedność

Tischner nigdy nie zawodzi

Koniec epoki złudzeń

To Ziobro rozdaje dziś karty

(S)prawa Polek

Polskie firmy pod ścianą, a rząd udaje, że problemu nie ma

Nie ma Polski solidarnej, bez Polski przedsiębiorczej

Głośno wołajmy: więcej Europy!

Moje ciało. Moja sprawa

Państwo bez mocy

Układ Warszawski bis

Prawdziwa skala drożyzny dopiero przed nami!

Od prężenia muskułów do bezradności

Gdy zwycięzca nie bierze wszystkiego

Zapełnić pustkę w życiu i portfelu

Suwerenność i duma

Budzenie politycznego olbrzyma

Trzeba sobie łapy ubrudzić w ziemi

Szkoła Czarnka vs szkoła jutra

Wojna PiS o TVN, to konfrontacja z USA

Zło i wiara: aktualność Tischnera

Rozmowa – przestrzeń wolności

Tischner, czego uczy nas dziś?

Ameryka wróciła do Europy

Ministerstwo banalizacji katolicyzmu

Bitwa o Rzeszów: lekcja dla opozycji