Szczyt NATO, po raz pierwszy od czterech lat nie był wielką niewiadomą. W dodatku alianci, dzięki zapobiegliwości Jensa Stoltenberga, od pół roku dysponowali raportem NATO 2030: UNITED FOR A NEW ERA, który posłużył za fundament dyskusji.

***

Biden potwierdził w Brukseli, że NATO, będące wszak największym sojuszem obronnym globu, jest najważniejszą siłą służącą zachowaniu demokracji. Alianci dali sobie rok na stworzenie nowej Koncepcji Strategicznej, która ma wyznaczyć kierunki rozwoju koalicji na najbliższą dekadę. Prezydent USA jednoznacznie wskazał cele, które zamierza forsować. To neutralizowanie chińskich aspiracji mocarstwowych (strategiczna ekspansja Pekinu koliduje z interesami Zachodu) i agresywnej polityki Rosji. Sojusz musi także skutecznie bronić członków przed atakami cybernetycznymi oraz innymi próbami podważenia demokracji i podzielenia NATO.

Bidenowi chodzi - rzecz oczywista - o przewagę militarną, ale także o twardą rywalizację systemów politycznych. Demokracja kontra autokracja to jego cel. NATO Bidena ma się faktycznie opierać na więzi transatlantyckiej. Alianci osiągnęli w tej kwestii jedność. Owszem, w czasie prezydentury Trumpa, w dokumentach końcowych kolejnych spotkań na sojuszniczym Olimpie, zawsze pojawiała się klauzula o jedności polityczno-militarnej, lecz było to czysta liturgia, bez faktycznego uzasadnienia. To zresztą widział każdy. Body language towarzyszący amerykańsko-europejskim spotkaniom pozbawiał obserwatorów jakichkolwiek złudzeń.

Kolejna fundamentalna zmiana dotyczy współpracy NATO z Unią Europejską. Przecież spośród miliarda obywateli sojuszniczych państw ponad połowa żyje w Europie. Nasze wolne społeczeństwa potrzebują wiarygodnej obrony. Intensywna współpraca sojuszu z UE, na wszystkich szczeblach, pozwoli zwiększyć skuteczność obu organizacji bez bezsensownego powielania działań. To dlatego w Kwaterze Głównej NATO oraz w Komisji Europejskiej nastroje były takie dobre.

***

Dla Polski ważne jest stwierdzenie, iż „agresywne działania Rosji stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa euroatlantyckiego”. To krótkie zdanie wyklucza próby interpretacji, niezgodne z intencją autorów. Właśnie dlatego, że jest jednoznaczne i niezależne od koniunktur.

Za jego uzasadnienie należy wziąć kolejną frazę z oficjalnego komunikatu szczytu: „Podmioty państwowe i niepaństwowe kwestionują porządek międzynarodowy oparty na zasadach i dążą do podważenia demokracji na całym świecie.”

Węzłowe znaczenie ma sformułowanie „na zasadach”, (the rules-based), które przywraca NATO wartości dla obrony których powstał sojusz. Charakterystyczne, że w czasie spotkania G7, przywódcy USA, Francji, Japonii, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Włoch i Kanady zobowiązali się do wspierania na świecie wspólnych wartości; demokracji, równości i praw człowieka. Czy etos zdominuje dyplomację? Nie, bo gra interesów nie zniknie. Na deklaracje można będzie się jednak powoływać, a to już jest wartością.

***

Alianci poświęcili Federacji Rosyjskiej najwięcej miejsca w deklaracji programowej. Przypomnieli, że już „od dwudziestu pięciu lat NATO pracuje nad budowaniem partnerstwa z Rosją”. Efekty usprawiedliwiają frustrację.

Długa lista Putinowych łajdactw w oficjalnym natowskim dokumencie prezentuje się monumentalnie. Dlaczego zatem, przed spotkaniem z Putinem, Biden wycofał dwa okręty wojenne US Navy z Morzą Czarnego? Czy tylko dla rozśmieszenia publiczności umieszczono w konkluzjach wezwanie Rosji „do cofnięcia uznania Republiki Czeskiej i USA za kraje nieprzyjazne”?

Ponowione poparcie „dla integralności terytorialnej i suwerenności Ukrainy, Gruzji i Mołdawii” jest już operacją rutynową. Sensacją byłby jej brak. Na Kremlu nie wywiera to wrażenia, gdyż Putin wie, iż NATO nie zaatakuje Rosji. Alianci zresztą sami potwierdzają to kilka akapitów dalej, chwaląc „ukraińską postawę powściągliwości i dyplomatycznego podejścia”.

Z roztropności nie wolno czynić zarzutów. Aliści Kreml powściągliwość aliantów bierze za słabość. Kulturowe odrębności sprawiają, że z rudymentarnej triady PKW (pokój-konflikt-wojna) odpadną dwa skrajne. Pozostawać będziemy zatem w stanie chronicznego konfliktu bez szans na rozwiązanie.

Sytuacji nie zmieni twardo brzmiące wspólne oświadczenie USA i UE: „Jesteśmy zjednoczeni w pryncypialnym podejściu do Rosji i gotowi zdecydowanie zareagować na szkodliwe działania”.

Podobny skutek odniesie wezwanie Rosji do zaprzestania destabilizujących zachowań i złośliwego aktywizmu, a Chin do „zachowania autonomii Hongkongu” oraz zwrócenie uwagi na łamanie praw Ujgurów w Sinciangu, które w pięknych okolicznościach przyrody Kornwalii podpisała siódemka zarządzających najbogatszymi gospodarkami świata.

Jest jeden pożytek z owych cytatów; są brutalnie jednoznaczne. Ich adresaci powinni przed taką potęgą jednomyślności zmięknąć, ale to się nie zdarzy. Rosja bowiem wybrała konfrontację z Zachodem w miejsce dialogu, a Chiny są zdeterminowane do rozszerzenia swych wpływów w świecie.

***

Wiadomo było, iż prezydent USA przyjedzie z dezyderatem w sprawie Chin. Ale w tym przypadku użyto zapisu zdecydowanie lżejszego niż w stosunku do Rosji: „Rosnące wpływy i polityka międzynarodowa Chin mogą stanowić wyzwania.” Biden nie mógł być zachwycony.

USA postrzegają Pekin, jako konkurenta do zajęcia pozycji globalnego championa. Potwierdził to Biden informując liderów najbogatszych demokracji, że „Ameryka powraca do przewodzenia światu wraz z narodami, które najbardziej podzielają nasze, głęboko zakorzenione wartości.” Nikt nie polemizował. Przez grzeczność?

Dla Amerykanów Chiny są groźniejsze, bo silniejsze od Rosji. Mogą zdestabilizować nie tylko Daleki Wschód, ale również Zatokę Perską i Afrykę.

A NATO i UE nie mają nawet mandatu, by operować na Dalekim Wschodzie. Europejczyków można jedynie nakłaniać do ostrożności i umiarkowania w rozwijaniu handlu z Chinami. Tym bardziej, że alianci postanowili skupić siły na własnym bezpieczeństwie i odporności.

Chociaż w konkluzjach znalazły się zapisy o intensyfikacji dialogu i współpracy „z partnerami w regionie Azji i Pacyfiku”, a także „wzmocnienie zaangażowania z kluczowymi podmiotami globalnymi spoza obszaru euroatlantyckiego”, nie należy ich rozumieć jako zbrojnych interwencji, lecz - zaangażowanie polityczne.

Spośród trzech spiżowych celów NATO (przypomnijmy je dla porządku: zagwarantowanie wolności i bezpieczeństwa aliantom, wysyłanie misji wojskowych na terytoria objęte konfliktami zbrojnymi oraz umacnianie bezpieczeństwa międzynarodowego), na stole zostały tylko dwa: pierwszy i trzeci.

***

Inną wagę ma zaś sojusznicza obietnica pogłębienia „dialogu i współpracy z UE oraz krajami kandydującymi”. Istotą jest zwiększenie europejskiej głębi strategicznej na południu i wschodzie. Uznano, że wszechobecna niestabilność w sąsiedztwie NATO ma bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo sojuszu. Antidotum ma być „wsparcie szkoleniowe”. Zważywszy dotychczasowe próby nie brzmi to niestety przekonująco.

Zagrożenie migracją Afrykańczyków i Arabów jest szczególnie istotne, bo nieuchronne. Nie chodzi już o „tradycyjne” przyczyny, jak wojny, opresyjne reżimy, brak pracy, plagi szarańczy czy głód. Nieuniknione zmiany klimatyczne powodują wzrost skwaru, w którym nie da się żyć, hodować zwierzęta i prowadzić uprawy.

Jeżeli Europa nie będzie potrafiła zatrzymać tych ludzi w ich miejscach zamieszkania, grozi jej upadek. Nawet demografowie są bezradni w określeniu liczby potencjalnych migrantów. A nikt, również NATO, nie ma przekonującej odpowiedzi, jak temu zjawisku przeciwdziałać.

Jedyny konkret pojawił się w Carbis Bay, gdzie Grupa Siedmiu zobowiązała się do przeznaczania 100 miliardów dolarów rocznie na pomoc biedniejszym krajom w radzeniu sobie z globalnym ociepleniem. Tegoroczny budżet Pentagonu wynosi 740 miliardów dolarów.

***

Stoltenberg sygnalizował już dawno, że trzeba zająć się zmianami klimatycznymi, gdyż to one właśnie „dostarczają paliwa dla konfliktów i zaburzają równowagę”. Zachęcał aliantów do optymalizacji wykorzystania zasobów i wdrażanie czystych technologii.

Sojusznicy zgodzili się (bądźmy szczerzy: w wymiarze społecznym nie mieli innego wyjścia). I choć dziś trudno wyobrazić sobie ekologiczne prowadzenia wojny, brukselski szczyt obiecał „znaczne zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych z działań i instalacji wojskowych”.

Topnienie lodowców zbliża rosyjską flotę do terytorium NATO. Coraz śmielej północne rejony zaczynają penetrować Chińczycy. Rośnie tam zagrożenie konfliktem, bo rysuje się ostra konkurencja o zasoby mineralne skryte dotychczas pod lodowym pancerzem.

***

Kategorycznie wybrzmiał postulat zwiększenia odporności w kontekście rozwoju technologii: „Coraz częściej spotykamy się z niebezpieczeństwem cybernetycznym, hybrydowym oraz złośliwym wykorzystaniem wyrafinowanych i przełomowych technologii.”

Że nie jest to błaha adnotacja zaświadczyć może zapowiedź wsparcia współpracy technologicznej. Zapadła decyzja o uruchomieniu cywilno-wojskowego Akceleratora Innowacji Obronnych dla Północnego Atlantyku oraz Funduszu Innowacji NATO.

„Sojusznicy, którzy sobie tego życzą, będą mogli wspierać start-upy pracujące nad nowymi i przełomowymi technologiami w obszarach newralgicznych dla bezpieczeństwa alianckiego terytorium.” Sformułowanie kluczowe brzmi: „którzy sobie tego życzą”.

***

W cieniu ogromnego szczytu NATO, po siedmiu latach przerwy, odbył się również „wierch” unijno-amerykański. Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, stwierdziła, że „ścisła jedność transatlantycka jest niezbędna, by stawić czoła wyzwaniom; od stosunków z Chinami po ochronę klimatu”. Istotną wydaje się być zapowiedź dialogu na wysokim szczeblu UE-USA w sprawie Rosji dla „koordynowania polityk i działań”.

Jak widać, długa podróż Amerykanina, spotkała się z życzliwością europejskich interlokutorów. Słowo „jedność” królowało przed zupą i po deserze. Pamięć o ekscesach Trumpa bezlitośnie zbladła.

---

Bogdan Klich - Senator RP. Przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych i Unii Europejskiej.

Opinie

Gdy zwycięzca nie bierze wszystkiego

Zapełnić pustkę w życiu i portfelu

Suwerenność i duma

Budzenie politycznego olbrzyma

Trzeba sobie łapy ubrudzić w ziemi

Szkoła Czarnka vs szkoła jutra

Wojna PiS o TVN, to konfrontacja z USA

Zło i wiara: aktualność Tischnera

Rozmowa – przestrzeń wolności

Tischner, czego uczy nas dziś?

Ameryka wróciła do Europy

Ministerstwo banalizacji katolicyzmu

Bitwa o Rzeszów: lekcja dla opozycji

Liberalizm i solidarność

Jaka Europa? Jakie NATO ?

Agonia władzy

Jaka przyszłość NATO?

Czy stać nas na świat bez drzew?

Sztuka mądrego życia 

Media pod butem rządu

Polityka transferowa

Pozorna walka ze smogiem

Gorzki smak podatku cukrowego

Inflacja "pożera" oszczędności Polaków

Czas na V RP

Podatkowy zawrót głowy