Problem

427 mld dolarów strat co roku ponoszą państwa na całym świecie z tytułu omijania podatków (tax avoidance). Dla zobrazowania: to średnio niemal 9% globalnych nakładów na publiczną służbę zdrowia. Choć udział osób fizycznych w tym procederze jest istotny, znacząca część tej kwoty, bo aż 245 mld dolarów, wynika z podatków niezapłaconych przez firmy[1]. Niedawno wzięła je na celownik nowa administracja Joe Bidena, w osobie Janet Yellen. Zaproponowała rozwiązania, które z jednej strony ukrócą proceder ucieczki korporacji do rajów podatkowych, a z drugiej – zakończą wyścig w obniżaniu stawek podatkowych dla firm (race to the bottom).

W dokumencie wysłanym do 135 państw administracja Bidena proponuje, aby podatki były płacone w miejscu generowania sprzedaży, a nie w siedzibach central korporacji. Rzecz niby oczywista, ale w zglobalizowanym świecie trudno jednoznacznie stwierdzić, a już na pewno udowodnić, gdzie zysk faktycznie powstał, taka zmiana ma więc charakter rewolucyjny. Jednocześnie Biden chce wprowadzenia przez największe gospodarki minimalnej stawki na poziomie 21%[2].

Należy wyraźnie rozróżnić dwa zjawiska, w pewniej mierze ze sobą związane.

Pierwsze z nich to proceder przesuwania wyników (profit shifting), a zatem i podatków, do państw, w których obowiązują niskie stawki podatkowe lub oferowane są liczne zwolnienia podatkowe. Kluczową rolę odgrywają tutaj kraje tradycyjnie kojarzone z niskimi podatkami – tak zwane raje podatkowe, na czele z Wyspami Dziewiczymi, Kajmanami, Bermudami, ale także Holandia, Szwajcaria i Luksemburg[3]. Szacuje się, że wymienione kraje odpowiadają za niemal połowę utraconych globalnie podatków. Kto na tym korzysta? Przede wszystkim największe korporacje; w ich przypadku oszczędności podatkowe są większe niż koszty obsługi kreatywnej księgowości.

Szacuje się, że amerykański fiskus co roku na tego typu procederze traci ponad 100 mld dolarów. Efektywne stawki podatkowe (czyli faktyczna relacja zapłaconego podatku do zysku) dla gigantów technologicznych wyraźnie odbiegały stawki nominalnej w danej jurysdykcji podatkowej.

Drugim zjawiskiem jest konkurencja podatkowa, czyli zjawisko obniżania stawek podatku od osób prawnych (CIT). Kraje konkurują niższymi stawkami o nowe inwestycje, ale także starają się zmniejszać relatywną atrakcyjność ucieczki do rajów podatkowych. Race to the bottom przesuwa ciężar podatkowy w stronę konsumentów płacących PIT i VAT (czyli większości z nich). Warto zauważyć że konkurencja podatkowa na świecie narasta od co najmniej 30 lat. Głównym motorem ją napędzającym była globalizacja, chęć przyciągania zagranicznych inwestycji bezpośrednich oraz uzyskania przychodów budżetowych. Dodatkowo proces ten ułatwiało rosnące znaczenie wartości niematerialnych i prawnych w całkowitych aktywach spółek. O wartości Google, Facebooka czy Pfizera decydują przecież nie ich biura czy sprzęt, lecz licencje, patenty, bazy danych i know-how. Obecnym gigantom – Facebookowi czy Google – zdecydowanie łatwiej jest więc przenieść działalność do jurysdykcji o niższych stawkach podatkowych niż Fordowi czy Exxon Mobile 40 lat temu.

Próby unikania podatków są stare jak świat. Zaniżanie wartości towarów czy ukrywanie dochodów zdarzało się już w Mezopotamii. Nie od dziś też wszelkiego rodzaju rządy starają się przeciwdziałać temu procederowi. OECD od lat tworzy nowe programy i prowadzi w tej sprawie negocjacje z zainteresowanymi stronami, ale do tej pory brakowało albo woli politycznej, albo politycznej siły, by przeciwstawić się naturalnemu oporowi ze strony największych korporacji. Skąd zatem zmiana?

Trudno nie wiązać propozycji amerykańskiej administracji z potężnym wzrostem wydatków budżetowych, jakie na wszystkich gospodarkach wymusiła pandemia COVID-19. Mimo że o minimalnej stawce podatku CIT debatuje się od dawna, dziś – w dobie walki, jaką wciąż toczą systemy ochrony zdrowia na całym świecie, oraz jej potężnych kosztów – temat musi być podjęty na nowo. Rachunek płacimy przecież my wszyscy, obywatele. Zaniżone wpływy podatkowe od korporacji nieuchronnie poskutkują wyższymi podatkami dla pozostałych podmiotów lub niższą jakością świadczeń publicznych. Ta druga opcja, jak nauczyły nas ostatnie miesiące, może kosztować ludzkie życie.

Bez wątpienia Bidena motywuje również chęć sfinansowania potężnego programu inwestycji. Kandydat demokratów szedł do wyborów między innymi z hasłem odbudowy amerykańskiej infrastruktury, która bynajmniej nie błyszczy nowością. Przedmiotem inwestycji mają być nie tylko drogi, mosty, elektrownie, sieci wodociągowe, lotniska czy stacje metra, ale także światłowody, energooszczędne mieszkania czy system opieki nad seniorami.

 

Źródło: Analizy Pekao

 

Jak to ma działać?

Jaki konkretnie mechanizm chce stworzyć administracja Bidena?

Jeżeli w jakimkolwiek państwie amerykański koncern będzie płacił podatek niższy niż 21%, amerykański fiskus pobierze różnicę. W ten sposób spółki nie skorzystają finansowo na przenoszeniu „działalności” do państw o niższych stawkach podatkowych. Płacisz podatki na Kajmanach? No problem. Według jakiej stawki, 1%? Super, ale w takim razie w Stanach Zjednoczonych musisz dopłacić 20%. Tak skonstruowany system pomoże sfinansować plany Bidena.

Co ciekawe, tego typu propozycje pojawiały się na forum OECD i G20 już za rządów administracji Obamy, a Biden był przecież wówczas wiceprezydentem. Nie przerodziły się w prawo, gdyż postrzegano je jako atak na największe amerykańskie firmy. W życie wprowadził je dopiero… Donald Trump. Chciał choć trochę i pozornie zrównoważyć potężne cięcia w podatkach dla amerykańskich firm, więc ustanowił minimalny podatek na poziomie 10,5%. Jednocześnie dał firmom wiele furtek dla jego uniknięcia. Ekipa Bidena po prostu podwoiła stawkę i usunęła furtki.

Aby sfinansować ambitny plan inwestycyjny, Biden szuka nowych dochodów. To naturalne, że w pierwszej kolejności wziął na celownik największe korporacje. Jego propozycja podniesienia stawki podatku CIT do 28% spotkała się ze zdecydowaną krytyką ze strony republikanów. Swój opór argumentują między innymi rzekomą utratą konkurencyjności amerykańskich firm względem zagranicznych odpowiedników. Aby częściowo rozmontować ten argument, Biden chce ukrócić możliwość płacenia skrajnie niskich podatków także przez nieamerykańskie korporacje.

Co ważne, propozycja administracji Bidena musiałaby znaleźć poparcie także w amerykańskim Kongresie, a tam podział głosów wynosi 50/50. Decydujący jest zatem głos Kamali Harris, ale jedynie przy założeniu stuprocentowej dyscypliny w szeregach demokratów (wydaje się, że na taką mogą liczyć republikanie).

Propozycja minimalnego podatku w skali globalnej wpisuje się w wizję polityki gospodarczej nowej administracji Bidena. Wyższymi podatkami zostaną objęte w Stanach Zjednoczonych nie tylko korporacje, ale także zyski kapitałowe czy osoby o dochodach powyżej 1 mld dolarów. Potężny program inwestycyjny sprawi, że relacja amerykańskiego długu do PKB osiągnie w tym roku 109%. To cena, jaką nowa administracja jest gotowa zapłacić za szybsze wyjście z pandemicznego szoku oraz stopniowe zmniejszanie nierówności w tej wciąż największej gospodarce świata.

---- 

Andrzej Domański – zastępca dyrektora Instytutu Obywatelskiego

 

[1] Alex Cobham et al., The State of Tax Justice 2020, Tax Justice Network, 20 November 2020, https://www.taxjustice.net/reports/the-state-of-tax-justice-2020/ (dostęp: 29 kwietnia 2020).

[2] W ubiegłym tygodniu pojawiła się informacja, że Joe Biden może zrewidować swoje oczekiwania dotyczące minimalnej stawki do 15%.

[3] Corporate Tax Haven Index – 2021 Results, Tax Justice Network, https://cthi.taxjustice.net/en/ (dostęp: 29 kwietnia 20201).

Opinie

Ministerstwo banalizacji katolicyzmu

Bitwa o Rzeszów: lekcja dla opozycji

Liberalizm i solidarność

Jaka Europa? Jakie NATO ?

Agonia władzy

Jaka przyszłość NATO?

Czy stać nas na świat bez drzew?

Sztuka mądrego życia 

Media pod butem rządu

Polityka transferowa

Pozorna walka ze smogiem

Gorzki smak podatku cukrowego

Inflacja "pożera" oszczędności Polaków

Czas na V RP

Podatkowy zawrót głowy

Polska bez smogu!

Polki w mediach

Po co nam kultura?

Strach to uczucie poddanych, nie obywateli

Emocje i obowiązki