W sobotę kierownictwo Zjednoczonej Prawicy przedstawiło swój długo zapowiadany i wielokrotnie przekładany program „Polski Ład”. Nawiązanie do programu Franklina Delano Roosevelta jest oczywiste. Przełomowym programem rozpoczętym w Stanach Zjednoczonychw 1933 roku amerykański rząd odpowiedział na kryzys lat 19291933. Rozbudowany program inwestycji infrastrukturalnych, wprowadzenie powszechnej opieki społecznej czy budownictwa komunalnego były jak na tamten czas rozwiązaniami niemal rewolucyjnymi i zdaniem większości ekonomistów skróciły recesję.

Niestety, z przedstawionego w sobotę planu wynika, że dla duetu Kaczyński–Morawiecki czas zatrzymał się w latach trzydziestych minionego wieku. Zarówno duch, jak i litera proponowanych rozwiązań oznaczają rozrost roli państwa i jego ekspansję w obszarach, w których obywatele doskonale radzą sobie sami. „Polski Ład” jest zatem kolejnym trzeba przyznać, że konsekwentnym krokiem w stronę wypierania polskich przedsiębiorców.

Zacznijmy jednak nie od tego co znalazło się w programie, lecz od tego, czego w nim nie ma.Przede wszystkim plan w zasadzie nie dostrzega olbrzymich wyzwań środowiskowych i klimatycznych, przed którymi staje nasz kraj. Trudno uwierzyć, że w dobie całkowitej reorientacji polityki Unii Europejskiej na walkę ze zmianami klimatycznymi i wprowadzaniabardziej restrykcyjnych celów redukcji emisji CO2 o tych problemach nie zamieszczono w „Polskim Ładzie” choćby wzmianki. Jaki zatem ma to być ład? Dla kogo?

Również inne wyzwania środowiskowe nie znalazły należytego miejsca w dokumencie, który rzekomo ma kształtować polską rzeczywistość najbliższych lat. Temat suszy został potraktowany pobieżnie, mimo że akurat w tym obszarze państwo ma rolę do odegraniazarówno poprzez programy małej retencji, jak i powstrzymanie się od betonowania koryt polskich rzek.

W Polskim Ładzie padły za to propozycje z punktu widzenia środowiska jednoznacznie szkodliwe. Budowa bez zezwolenia domów do 70 m2 to populistyczne rozwiązanie, a ucierpią na nim przyroda oraz ład przestrzenny. Już teraz przedmieścia polskich miast często wyglądają katastrofalnie. Raport PAN z 2019 roku wskazuje, że chaos przestrzenny kosztuje nas 84,3 mld złotych rocznie! W dokumencie znalazł się również bardzo niebezpieczny postulat rozwoju dróg wodnych, co oznacza olbrzymie inwestycje degradujące polskie rzeki.  

Niewiele miejsca w Polskim Ładzie” poświęcono transformacji energetycznej. Jarosław Gowin może naturalnie opowiadać na konferencji o wspieraniu energetyki obywatelskiej, ale fakty są takie, że rząd Zjednoczonej Prawicy konserwuje stary model energetyki opartej na węglu. Premier Morawiecki wciąż chyba uważa ten surowiec za „polskie czarne złoto”. PGE otwiera właśnie nowy blok węglowy, poseł Adam Gawęda z PiS-u twierdzi, że proces wygaszania energetyki węglowej nie może być dynamiczny, a Jacek Sasin obiecuje polskim górnikom pracę do… 2049 roku. Tymczasem emisyjność polskiego systemu energetycznego należy do najwyższych w Europie.

 

 

Ceny energii na TGE w ciągu roku wzrosły o 40% (!) i jest to prawdziwe wyzwanie dla polskich firm. Polski Ład w żadnej mierze go nie adresuje. Podobnie wygląda sytuacja gospodarstw domowych; z powodu corocznych skokowych wzrostów rachunków ubóstwem energetycznym jest zagrożona rosnąca grupa Polaków.

Jeśli chodzi o państwo, to politycy Zjednoczonej Prawicy zatrzymali się w XX wieku. Zaprezentowali wizję państwa wysoce scentralizowanego, de facto odwracającego się od obywateli; przychylność wyborców zdobywa się kolejnymi nagłaśnianymi świadczeniami, które finansowane ze sprytnie poukrywanych podatków i opłat.

Także forma przekazu potwierdza, gdzie twórcy „Nowego Ładu” szukali natchnienia. Profesor Napiórkowski trafnie wskaz, że frazy użyte w podpisanej deklaracji są niemal żywcem wyjęte z języka PRL-u.

 

 

 

Oczywiście największe zainteresowanie komentatorów wzbudziły propozycje podatkowe zawarte w Polskim Ładzie. Trudno się temu dziwić, gdyż specjaliści od marketingu politycznego Zjednoczonej Prawicy wznieśli się w tym dokumencie na absolutne wyżynymanipulacji.

Rządząca koalicja pod płaszczykiem zwiększania progresywności systemu podatkowego podnosi obciążenia dla większości Polaków. Wiceminister finansów Jan Sarnowski stwierdził, że na przyjętych rozwiązaniach nie stracą osoby, które zarabiają do 6 tys. złotych brutto. To prawda, choć potencjalne korzyści dla nich wciąż nie są jasne, ponieważ nie wiemy, czy zachowany zostanie degresywny charakter kwoty wolnej. Osoby w przedziale 610 tys. złotych na nowych rozwiązaniach może nie stracą, ale to zależy od bliżej niesprecyzowanej rekompensaty. Jak ma być liczona? W dokumencie nie znajdziemy żadnych wyliczeń, nie pojawiły się również w trakcie prezentacji. Wszyscy zarabiający więcej zapłacą wyższe podatki. Kluczową propozycją jest zniesienie możliwości odliczania od PIT-u składki na NFZ. Zmiana dotknie 27 mln podatników, tymczasem z wyższej kwoty wolnej oraz przesuniętego drugiego progu skorzysta około 18 mln osób. Efekty te będą częściowo się znosić. Z pewnością więcej zapłacą nie tylko „bogacze”, ale i miejska klasa średnia. To tyle w temacie tworzenia w Polsce dobrze płatnych miejsc pracy.

 

 

Jedną z intencji architektów „Polskiego Ładu mogło być dalsze odcinanie tlenu polskim samorządom. Jeżeli wpływy z PIT-ów rzeczywiście okazałyby się niższe, spadną również dochody samorządów. I na to Zjednoczona Prawica ma sposób samorządy mają być według autorów dokumentu rekompensowane nową subwencją na cele inwestycyjne. Przykład Funduszu Inwestycji lokalnych pozwala przypuszczać, że algorytm podziału tych subwencji będzie oparty na ulubionej w kręgach rządowych zasadzie „kasa dla swoich”.

Na marginesie, ciekawe, że pod Polskim Ładem podpisał się Jarosław Gowin. Przecieżwedług każdej, literalnie każdej interpretacji zmiany oznacza wyższy ZUS dla polskich przedsiębiorców. Tymczasem jeszcze we wrześniu 2019 roku wicepremier obiecywał, że gdyby do tego doszło, poda się do dymisji.

Ostatnią propozycją wartą skomentowania jest program wspierania mieszkalnictwa, czyli obszaru, w którym PiS ponosi porażki zaskakujące nawet jak na swoją wyśrubowaną skalę niekompetencji. Po fiasku programu Mieszkanie+ premier Morawiecki chce gwarantować do 100 tys. złotych wkładu własnego przy zakupie mieszkania. To piękny prezent, niestety nie tyle dla młodych polskich rodzin, ile dla deweloperów. Przy braku uwolnienia podaży zwiększony popyt przełoży się na wyższe ceny. W największych polskich miastach już wzrosły do poziomu zaporowego dla wielu polskich rodzin. Program budowy tanich mieszkań powinien powstać we współpracy z samorządami, bo to one najlepiej znają lokalne potrzeby. Niestety, o tym mowy nie ma.

Dokument hucznie zaprezentowany przez najważniejszych polityków Zjednoczonej Prawicy to zbiór obietnic, których wiarygodność należy ważyć stopniem wykonania poprzedniego PowerPointa premiera Morawieckiego, czyli Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju. Eksperci Instytutu Obywatelskiego szacują, że po czterech latach od prezentacji jej wykonanie wynosi14%. Z planów podniesienia podatków zostanie zrealizowane najprawdopodobniej znacznie więcej.

———

Andrzej Domański – zastępca dyrektora Instytutu Obywatelskiego

 

Opinie

Ministerstwo banalizacji katolicyzmu

Bitwa o Rzeszów: lekcja dla opozycji

Liberalizm i solidarność

Jaka Europa? Jakie NATO ?

Agonia władzy

Jaka przyszłość NATO?

Czy stać nas na świat bez drzew?

Sztuka mądrego życia 

Media pod butem rządu

Polityka transferowa

Pozorna walka ze smogiem

Gorzki smak podatku cukrowego

Inflacja "pożera" oszczędności Polaków

Czas na V RP

Podatkowy zawrót głowy

Polska bez smogu!

Polki w mediach

Po co nam kultura?

Strach to uczucie poddanych, nie obywateli

Emocje i obowiązki