Biskupi wciąż żywią przekonanie, że w Polsce wiarę i katolicyzm wysysa się wraz z mlekiem matki. Nic z tych rzeczy. Dziś katolikiem już się nie rodzisz, ale się nim stajesz.
 
Jest raport pokazujący obraz „Kościoła w Polsce”. Konkluzje analizy podziałały na niektórych jak zimny prysznic na śpiącego. Może dlatego, że raport został przedstawiony przez rządowy CBOS. Dyrektor ośrodka badawczego, prof. Mirosława Grabowska na konferencji prezentującej raport powiedziała, że - szczególnie młodzi ludzie - „nie dają już Kościołowi szansy”. A sekularyzacja wśród młodych, jej zdaniem już nie „pełza”, ale „idzie stępa”, a nawet „przechodzi w kłus”. 
 
Te barwne metafory potwierdzają przytoczone w raporcie dane: w ciągu ostatnich 25 lat spadek deklaracji wiary w Boga u młodzieży wyniósł ok. 20 proc., a spadek praktyk religijnych aż o 50 proc. Już w 2018 r. ok. 50 proc. młodych w ogóle nie praktykowało. Wśród pokolenia milenialsów w ostatnich dwudziestu latach nastąpił zdecydowany spadek uczestnictwa w praktykach religijnych (z 70 proc. do 40 proc.), zaś w młodszym pokoleniu tempo spadku jest jeszcze większe, bo w ciągu ośmiu lat uczestnictwo spadło z około 60 proc. do 35 proc. Przyznam, że dziwi mnie zdziwienie tych, którzy dopiero po prezentacji tych badań wyrywają włosy z głowy lamentując, że Kościół musi się zmienić. Że potrzebna jest nowa strategia duszpasterska. Że - ostatecznie - księża muszą zmienić język rozmowy z młodych pokoleniem.
 
Każdy jednak, kto choć pobieżnie przyglądał się życiu religijnemu w Polsce w czasie ostatnich lat nie powinien być ani zdziwiony, ani zaskoczony przemianami religijności młodego pokolenia. Dziś nie ma śladu po tzw. „pokoleniu Jana Pawła”, które miało odmienić polskie życie publiczne. Jest za to rosnąca obojętność i - czasami - nawet niechęć młodego pokolenia wobec Kościoła. Jakie zatem są źródła spadku religijności - szczególnie wśród ludzi młodych? Po pierwsze, im większy stopień nowoczesności tym słabsze zaangażowanie religijne. Nie znaczy to, że nowoczesność zastępuje religię, ale sprawia, że wiara się prywatyzuje. Dobrze to widać w Polsce, gdzie wiara poddawana jest nie tylko prywatyzacji, ale jest także konstruowana poprzez osobiste przekonania człowieka. Potrzeby duchowe człowieka nie „wyparowały”, ale - skoro nie zaspakajają ich tradycyjne Kościoły i stare metody duszpasterskie - to młodzi ludzie szukają ich zaspokojenia w inny sposób.   
 
Po drugie, nie ma prostej korelacji między powszechną obecnością Kościoła w przestrzeni publicznej a stopniem zaangażowania religijnego. Przeciwnie: jest dokładnie odwrotnie. Im więcej religii w szkole, na akademiach, w szpitalach, komisariatach i rządzie, tym proces laicyzacji przyśpiesza. Biskupi kompletnie nie rozumieją, że wciskając religię siłą w przestrzeń publiczną przy pomocy polityków PiS, zamieniają ją w ideologię, którą młodzi, co pokazują choćby przytoczone badania, odrzucają. 
 
Po trzecie, młodzi zawieszają katolicyzm na kołku, gdyż nie daje on im poczucia sensu życia. Biskupi katolickie przesłanie zawarte w jednym z najważniejszych przykazań, „kochaj bliźniego jak siebie samego”, sprowadzili w zasadzie do tzw. „teologii ciała”, kojarzonej z wielkim „NIE”: nie dla antykoncepcji, nie dla in vitro, nie dla seksu przedmałżeńskiego itd. Nie idzie o to, żeby Kościół zmieniał swoje poglądy, ale o to, że nie potrafi przekonująco argumentować za swoim nauczaniem. Tak, by ludzie w sposób wolny i zgodny z własnym sumieniem mogli podejmować decyzje, które byłyby zgodne z nauczaniem Kościoła. A przynajmniej żeby poważnie je traktowali nawet, gdy się z tym przesłaniem nie zgadzają. 
 
Po czwarte, pamiętacie zapewne, jak na początku lat 90. Jarosław Kaczyński mówił, że „najkrótsza droga do dechrystianizacji Polski prowadzi przez ZCHN”? Ta celna diagnoza brała się stąd, że prezes PiS sądził, iż zawsze, gdy Kościół zbyt mocno angażuje w spory polityczne, to traci wiarygodność i szacunek wiernych. Im mniej Kościoła w polityce, tym większy dla niego szacunek. I chęć uczestniczenia ludzi w życiu religijnym. Tyle, że Kaczyński zrozumiał, iż w Polsce nie da się zbudować laickiej prawicy. W Polsce albo prawica będzie narodowo-katolicka, albo nie będzie jej wcale. Dlatego postanowił zblatować się z Kościołem. Nie z racji przekonań religijnych, ale politycznego wyrachowania. Dla Kościoła to zabójczy alians. Stare powiedzenie głosi: „Kościół, który bierze ślub z jakąś partią, zostaje wdową po następnych wyborach”.  
 
Po piąte: biskupi i rodzimi księża wciąż uważają, że należy ich słuchać z uwagą, bo stoi za nimi urząd kapłański. Tyle, że to już nie działa. Dzisiejszy świat nie potrzebuje nauczycieli, którzy z poczuciem wyższości mówią nam, co mamy robić i myśleć. Dzisiejszy świat, a w tym szczególnie młodzi, potrzebują świadków. A nauczycieli o tyle, o ile są świadkami. Krótko: jeśli księża uczą jednego, jeśli nakładają na ludzi ciężary, a sami nawet ich nie tkną palcem, to nie będą słuchani. A ich pragnienie, by byli moralnymi autorytetami, można odłożyć między książki.
 
Po szóste: Kościół toczy wojny ustami swoich biskupów z rozmaitymi „plagami nowoczesności”. Sęk w tym, że owe „plagi”, jak nazywają je biskupi, to sprawy ważne dla młodych ludzi: gdy biskupi atakują osoby LGBT, to młodzi ludzie w wspieraniu mniejszości dostrzegają przejaw szacunku oraz tolerancji. Gdy biskupi atakują ekologizm, to młodzi ludzie widzą w tym swoje „Westerplatte”, za które gotowi są wchodzić na barykady, gdyż to od ochrony klimatu zależy ich przeszłość. Gdy biskupi atakują Strajk Kobiet, widząc w nim „cywilizację śmierci”, to młodzi ludzie dostrzegają w tym przejaw walki o prawa człowieka i godność. A zatem: bez zmiany postawy Kościoła jakakolwiek próba szukania kontaktu z młodym pokoleniem skazana jest na klęskę. 
 
Czy to dobrze, że rodzimy katolicyzm przechodzi przyśpieszony proces laicyzacji? Czytając wiele komentarzy do opublikowanych badań w social mediach można odnieść wrażenie, że te badania o spadku religijności młodych są jak dobra nowina: „nareszcie”, „jest nadzieja dla Polski”. Otóż nie jestem pewien, że to dobra wiadomość. Ludzie, szczególnie młodzi, potrzebują sensu życia. I go szukają. Przepraszam, ale nikt nie będzie umierał za smartfona. Postawię więc następującą tezę: spadek religijności, odejście młodych ludzi od Ewangelii nie jest niewinne. Duża część z nich odnajduje się zapewne w ruchach narodowych i nacjonalistycznych, które dają im - wspomniane - poczucie sensu życia. Poczucie, że są w życiu człowieka ważne wartości - takie jak wspólnota czy ojczyzna, dla których warto się poświęcić. A zatem: kiedy polski katolicyzm nie daje poczucia wspólnoty młodym, kiedy widzą, że stał się narzędziem do skutecznego zarządzania politycznego, młodzi zwracają Kościołowi bilet. Sęk w tym, że - jak to młodzi - ze swoją gorliwością, radykalizmem, trafiają (a przynajmniej część z nich) w objęcia ruchów radykalnych - nacjonalistycznych.
 
Jakie więc wnioski płyną z raportu? Raz, że dziś katolikiem się już nie rodzisz. Wiara nie jest przekazywana z pokolenia na pokolenie. W wolnym, otwartym i nowoczesnym społeczeństwie katolicyzm zawsze jest kwestią wyboru. A wybór zależy od tego, czy księża i biskupi są wiarygodnymi głosicielami Ewangelii. Dwa, przesłanie Robotnika z Nazaretu jest zbyt cenne, by zostawić je w rękach księży, którzy sprowadzając katolicyzm do kwestii kulturowej tożsamości sprawiają, że młodzi porzucają ewangeliczną wiarę i autentyczną pobożność.
 
---
 
Jarosław Makowski - filozof, teolog, publicysta, samorządowiec, miejski aktywista, szef Instytutu Obywatelskiego. Nakładem wydawnictwa Liberte! ukazuje się jego nowa książka pt. „Kościół w czasach dobrej zmiany” (2021).

Opinie

Ministerstwo banalizacji katolicyzmu

Bitwa o Rzeszów: lekcja dla opozycji

Liberalizm i solidarność

Jaka Europa? Jakie NATO ?

Agonia władzy

Jaka przyszłość NATO?

Czy stać nas na świat bez drzew?

Sztuka mądrego życia 

Media pod butem rządu

Polityka transferowa

Pozorna walka ze smogiem

Gorzki smak podatku cukrowego

Inflacja "pożera" oszczędności Polaków

Czas na V RP

Podatkowy zawrót głowy

Polska bez smogu!

Polki w mediach

Po co nam kultura?

Strach to uczucie poddanych, nie obywateli

Emocje i obowiązki