Protesty przedsiębiorców świadczą o rosnącym niezadowoleniu i desperacji ludzi, którzy z każdym dniem, tygodniem i miesiącem tracą dorobek życia. Jeśli obywatel przestaje bać się sankcji nakładanych przez państwo, jest to najlepszy dowód, że państwo zmienia się w fikcję. Przy okazji narasta zjawisko tkwiące w polskim społeczeństwie jeszcze od czasów głębokiej komuny – rozdźwięk między przedsiębiorcami a pracownikami najemnymi. Ten konflikt interesów istnieje od dziesięcioleci, a w czasie pandemii uwypukla się jeszcze bardziej.

Mówiąc o pracownikach najemnych, mam na myśli głównie urzędników obecnej administracji rządowej, bo pozostali chyba lepiej rozumieją, z czego utrzymuje się przedsiębiorca, choć i tu czasami ogarniają mnie wątpliwości. Urzędnicy państwowi, zwłaszcza wyższy i najwyższy szczebel urzędniczy, tworzą grupę społeczną najbardziej oderwaną od rzeczywistości. Z pełną odpowiedzialnością można stwierdzić, że żyją w kompletnie odrealnionym świecie, własnej bańce z widokiem na cudowny, rozwijający się jak nigdy wcześniej kraj. Wtóruje im większość polityków – tych, którzy nigdy nie skalali się pracą „na swoim” albo wręcz w ogóle nie pracowali. I nie chodzi wyłącznie o młodych.

Dwie grupy społeczne, w sumie nieliczne, fundują nam eksperymenty w rodzaju zamykania lasów i połowy gospodarki bez sensu, logiki i planu. Według nich wirus rozprzestrzenia się w galeriach handlowych, ale nie w marketach budowlanych i meblowych. Rozprzestrzenia się w salach kinowych, ale nie w samolotach, choć oba te miejsca są poddane intensywnej wymianie powietrza. To ci ludzie twierdzą, że restauracji nie można otworzyć nawet z wymogiem zachowania odpowiedniego dystansu między gośćmi i (znowu) wentylacji, a hoteli z zajętością 25–50% miejsc. Swoimi oderwanymi od rzeczywistości decyzjami determinują życie tysięcy przedsiębiorców, ich rodzin i pracowników.

Od dawna żyjemy w dwóch światach równoległych. Od wielu lat urzędnicy i politycy nie rozumieją świata biznesu. Niestety, problem dotyczy większości ugrupowań politycznych w Polsce. W społeczeństwie od dekad funkcjonuje pogląd, że przedsiębiorca to złodziej, w najlepszym razie kombinator; myśli głównie o tym, jak nie zapłacić podatku i jeszcze oszukać pracowników. Schematyczne myślenie dominuje. W efekcie mało kto zdaje sobie sprawę, że każdy przedsiębiorca ponosi ryzyko swojej działalności i zawsze kładzie na szali własny, wypracowany majątek. Nikt o tym nie mówi, za to wielu wyciąga wnioski o życiu przedsiębiorcy na podstawie samochodu, którym ten się przemieszcza. Prawie zawsze jest to samochód leasingowany, a zawsze – główne narzędzie pracy. Z wielu badań społecznych wynika, że tak zwany przeciętny Polak nie rozumie, skąd się biorą podatki i składki na ZUS, za to święcie wierzy, że rząd ma swoje pieniądze i powinien się nimi dzielić.

Oczywiście nie ma przymusu bycia przedsiębiorcą. Trzeba jednak pamiętać, że u źródeł bogactwa każdego wolnorynkowego kraju, i Polska nie jest tu wyjątkiem, leży prywatny biznes. Miliony prywatnych firm – mikro-, małych, średnich i dużych – wytwarzają każdego roku polski produkt narodowy i zatrudniają większość pracowników, co bezpośrednio przekłada się na krajowe bezrobocie. Podczas wielu rozmów z różnymi osobami zawsze powtarzam to samo: każdy dorosły obywatel tego kraju powinien choć raz spróbować swoich sił w biznesie. Założyć firmę, zatrudnić ludzi i ją utrzymać, ryzykując własnym majątkiem. Daję głowę, że wtedy PiS nie miałby czego tutaj szukać.

 

Problemem nie jest zamknięcie gospodarki, problemem jest brak strategii

Od blisko roku polscy przedsiębiorcy dosłownie walczą o przetrwanie. Wiadomo, że problemem nie jest lockdown jako taki. Kłopoty biorą się stąd, że zamknięcia gospodarki są nieprzemyślane i wprowadzane bez konkretnego planu. W dodatku czas kupowany dzięki lockdownom rząd bezpowrotnie marnotrawi. Bo czymże są blokady gospodarki w państwie PiS? Bez rozwiązań systemowych jedynie odsuwa się w czasie nieuniknione. Niestety, pojęcie „rozwiązania systemowe” jest tej władzy całkowicie obce.

Oczywiście można zwołać dziesiątą, dwudziestą konferencję prasową i oznajmić społeczeństwu, że rząd przeznacza na pomoc dla przedsiębiorców niebotyczne 180 mld zł. Rzecz w tym, że to nie do końca prawda i że pomoc trafia jedynie do określonych branż i zakładów. Koalicja Obywatelska postuluje natomiast pomoc powszechną, bez ograniczania jej kodem PKD.

Wielomiliardowa pomoc trafia głównie do dużych firm, zatrudniających setki, tysiące pracowników. To dlatego wskaźnik bezrobocia nie poszybował do nieba, jak się spodziewano, a dane makroekonomiczne nie są tragiczne, chociaż ich załamanie wieszczono na początku pandemii. Warto też wspomnieć, że spora część pomocy nie jest czystą gotówką, a jedynie gwarancjami państwa udzielonymi bankom i funduszom leasingowym, aby były bardziej skłonne do przyznawania ulg w spłacie rat kredytowych i leasingowych. To złudna pomoc, gdyż polega jedynie na prolongacie spłaty kapitału. Prawdą jest też to, że inne państwa UE udzieliły instytucjom finansowym wyższych gwarancji.

Owszem, polska gospodarka obecnie ma się lepiej niż gospodarki państw południowoeuropejskich, lecz wynika to z jej specyfiki. Jest nastawiona głównie na produkcję i przemysł, natomiast na południu olbrzymią rolę odgrywają usługi i turystyka – branże najbardziej dotknięte z powodu pandemii. Przez ten sam rozdźwięk także w Polsce pogłębia się frustracja małych i średnich przedsiębiorców, według mnie zrozumiała.

Zdenerwowanie narasta, bo do właścicieli firm docierają informacje o nowych pomysłach rządu dotyczących działań kontrolno-skarbowych. Niektóre media informowały niedawno o wewnętrznym rozporządzeniu rządu, w którym nałożono na urzędy skarbowe obowiązek dokonywania ściślejszych kontroli w celu karania przedsiębiorców. Czymś trzeba zapełnić publiczny skarbiec… Ostatnio rozmawiałem z właścicielką biura księgowego obsługującego kilkadziesiąt firm i usłyszałem historie rodem ze schyłkowych lat PRL-u. Rząd PiS podobnie traktuje dziś prywatne biznesy – daje i odbiera (wtedy tylko odbierał).

Kilka dni temu światło dzienne ujrzało też zalecenie zastępcy prokuratora krajowego, Krzysztofa Sieraka, skierowane do wszystkich prokuratur regionalnych: „Każdy, kto będzie próbował prowadzić swój biznes, mimo rządowych zakazów, ma stać się celem prokuratury. Traktować należy go jak najsurowiej, stawiając zarzut z art. 165 kk”. Artykuł ten zagrożony jest sankcją karną nawet do ośmiu lat więzienia.

Wszystkie te działania to absoluty skandal.

 

Przedsiębiorco radź sobie sam, a jeśli nie potrafisz…

Na podstawie wątpliwego prawnie rozporządzenia rządu zakazem działania objęte zostały obiekty sportowe i rekreacyjne – wszystkie, którym jako główny kod działalności wpisano PKD zaczynający się od liczby 93. Nie mogą też funkcjonować firmy zajmujące się usługami w kierunku poprawy kondycji fizycznej, czyli te z kodem 96.04, między innymi solaria, sauny, kluby fitness. Zakazano działalności hotelom (z kilkoma wyjątkami), nie wolno nawet służbowo wynająć kwatery prywatnej, mimo że gość z nikim się tam nie spotyka (od 12 lutego warunkowo poluzowano obostrzenia). Zezwolono na działanie w reżimie sanitarnym fryzjerów, zakładów kosmetycznych, salonów tatuażu i piercingu. Dlaczego więc zamknięto solaria i sauny?

Od marca 2020 roku (z krótką przerwą letnią na wybory) ograniczone są też międzynarodowe pasażerskie połączenia lotnicze i kolejowe oraz zredukowana praktycznie do zera działalność firm transportowych przewozu osób. Rząd zawiesił działalność instytucji kultury: teatrów, filharmonii, muzeów (otwarte po 1 lutego), kin i innych wydarzeń kulturalnych z udziałem publiczności, w tym koncertów, spektakli, wernisaży (kina mogą być otwarte od 12 lutego). Od marca nie funkcjonuje branża imprez masowych, w tym wydarzeń sportowych, targów, imprez wystawienniczych i kongresów. Częściowo zakazano działalności galeriom handlowym (otwarto je z mniejszymi ograniczeniami 1 lutego), zamknięto dla gości parki rozrywki, bary, restauracje, puby, kasyna.

Reakcje wszystkich przedsiębiorców są w zasadzie takie same. Rozczarowanie niskim poziomem pomocy, jej selektywnością i, co najgorsze, chaotycznym, bez planu działaniem rządu, który nie potrafi pokazać konkretnej agendy czy „mapy drogowej”. Zaprezentował jedną w październiku, a po kilku dniach wrzucił ją do kosza. To zwykła drwina z ludzi, którzy latami zasilają budżet państwa, a rząd z ich pieniędzy realizuje politykę kupowania sobie wyborców. Brak jasnej strategii i fatalnie kierowana pomoc to znak rozpoznawczy tej władzy.

Niedawno przejrzałem też propozycje rozwiązań dla przedsiębiorców autorstwa obecnych w Sejmie albo funkcjonujących poza nim ugrupowań politycznych. Stosunkowo najwięcej uwagi poświęcają tematowi Koalicja Obywatelska, Konfederacja i PSL. Lewica traktuje przedsiębiorców w typowy dla siebie sposób, jako źródło progresywnych podatków (łupić najbogatszych). Obóz władzy pomijam, bo dokonałem już wiwisekcji. Największym dla mnie rozczarowaniem w tej kwestii jest Szymon Hołownia, pretendent do miana lidera sceny politycznej. Szukałem na stronach jego think tanku jakichś konkretów związanych z przedsiębiorcami. Nic nie znalazłem. Traktat o stosunkach państwa i Kościoła (50 stron!) naprawdę nie jest teraz najważniejszą sprawą.

Na lockdownach najbardziej ucierpieli pracownicy zatrudnieni na umowach cywilnoprawnych (nie znoszę określenia „śmieciowe”). Jako pierwsi stracili pracę i dla nich rząd PiS nie przygotował żadnej pomocy.

Taka jest najbardziej dobitna prawda o tym, jak ta władza dba o najsłabszych. Czas najwyższy obudzić się z letargu.

---

Jacek Liberski – inżynier zarządzania, felietonista, bloger. Współpracował z „Liberte!” i „NaTemat”. Obecnie współpracuje z Instytutem Obywatelskim. Przedsiębiorca.

Opinie

Ministerstwo banalizacji katolicyzmu

Bitwa o Rzeszów: lekcja dla opozycji

Liberalizm i solidarność

Jaka Europa? Jakie NATO ?

Agonia władzy

Jaka przyszłość NATO?

Czy stać nas na świat bez drzew?

Sztuka mądrego życia 

Media pod butem rządu

Polityka transferowa

Pozorna walka ze smogiem

Gorzki smak podatku cukrowego

Inflacja "pożera" oszczędności Polaków

Czas na V RP

Podatkowy zawrót głowy

Polska bez smogu!

Polki w mediach

Po co nam kultura?

Strach to uczucie poddanych, nie obywateli

Emocje i obowiązki