W ubiegłym tygodniu obchodziliśmy czwartą rocznicę ogłoszenia przez rząd Beaty Szydło rozpoczęcia walki ze smogiem. Zapowiedzi przywracania w Polsce czystego powietrza pojawiały się w ostatnich latach zarówno w kampaniach przed wyborami samorządowymi, jak i parlamentarnymi. Tymczasem wystarczyła wizyta „bestii ze wschodu”, aby okazało się, że stoimy w miejscu, a może wręcz się cofamy. Przy kilkunastostopniowych mrozach Warszawa i Wrocław mają już nie tylko najgorszą jakość powietrza w Europie, ale i na świecie.

Po pierwsze, ciepłe i łagodne zimy w ostatnich latach sprawiły, że dopadła nas antysmogowa znieczulica. Tymczasem, jak pokazuje ranking Barcelona Institute for Global Health (ISGlobal), gdybyśmy oddychali czystym powietrzem, to moglibyśmy uniknąć w ciągu roku 3,5 tys. zgonów w aglomeracji górnośląskiej, 3,1 tys. w Warszawie, 1,3 tys. w Łodzi i 1,1 tys. w Krakowie.

Przerażające wyniki badania opublikowano w ubiegłym tygodniu w The Lancet Planetary Health. Instytut z Barcelony współpracował z ekspertami ze Szwajcarskiego Instytutu Zdrowia Publicznego i Tropikalnego oraz naukowcami Uniwersytetu w Utrechcie odkryli, że polskie miasta i aglomeracje są w czołówce tych, w których ludzie umierają z powodu emisji pyłów PM2,5. W pierwszej piątce znajdują się Brescia, Bergamo, Karviná, Vicenza i aglomeracja górnośląska. Jeśli chodzi o kolejne polskie miasta, to dalej mamy: Jastrzębie-Zdrój (7.) i Rybnik (9.), a dalej Żory (12.), Radom (16.), Warszawa (20.), Kraków (28.), Łódź (31.), Lublin (34.) i Opole (36.).

Po drugie, polityka ekologiczna polskich miast wymaga rewizji. Tam, gdzie władze miast mają długofalową wizję i chcą zredukować zanieczyszczenia, tam jakość powietrza szybko się poprawia. Ambitna polityka antysmogowa przynosi efekty. Wyraźnie to widać na przykładzie Krakowa. To właśnie w Krakowie wymieniono rekordowo dużą liczbę kotłów (4188). Nie bez znaczenia jest fakt, że od września 2019 roku obowiązuje tam zakaz palenia węglem i drewnem. Na drugiej pozycji znalazł się Wrocław (1442), a na trzeciej Katowice (1213). W tych dwóch miastach pozostało jednak bardzo dużo kotłów do likwidacji – odpowiednio 18 669 i około 20 000. Olbrzymi dystans, który dzieli te miasta pokazuje, że tam, gdzie jest plan działań, tam mieszkańcy mogą spodziewać się szybko czystego powietrza.

Po trzecie, edukacja antysmogowa jest mocno zaniedbana. Szkoda, ale samorządy regionalne nie odrobiły zadania edukacji społeczeństwa o skutecznych sposobach walki ze smogiem. Dobrze, że są media i organizacje społeczne, które przejęły inicjatywę. Uchwały antysmogowe obowiązują już w dwunastu województwach. Jak pokazują badania Polskiego Instytutu Ekonomicznego, świadomość społeczeństwa o przyjęciu uchwał antysmogowych występuje tylko w Małopolsce. Polacy najwyraźniej nie wiedzą, że muszą wymienić kotły, które nie spełniają standardów emisyjnych i nie możemy liczyć na to, iż sami się o tym dowiedzą. W województwie śląskim kwestia ta również została zaniedbana. Według badań o obowiązku wie jedynie 37 proc. pytanych, a uchwała wchodzi w życie przecież już pierwszego stycznia 2022 roku.

Po czwarte, Polacy ignorują informacje o tym, jak groźny dla zdrowia jest smog i nie chcą wydawać pieniędzy na wymianę domowych palenisk na mniej kopcące. Można już dziś powiedzieć, że sam system zachęt się u nas nie sprawdza. Oby realną zmianę przyniosła nowelizacja przepisów o termomodernizacji i remontach. Już wkrótce powstanie Centralna Ewidencja Emisyjności Budynków (CEEB), czyli taki CEEPiK (Centralna Ewidencja Pojazdów i Kierowców) dla urządzeń grzewczych. Rejestracja rodzaju ogrzewania gospodarstwa domowego staną się powszechnym obowiązkiem. Dzięki temu, użytkownicy tzw. „kopciuchów” przestaną być anonimowi. CEEB pozwoli kontrolować, kto spełnia normy emisyjne i wymogi uchwał antysmogowych.

W końcu, w prowadzonej przez rząd polityce potrzeba więcej logiki i spójności. Nie można rozszerzając programów na rzecz środowiska, równocześnie dotować kotły węglowe, których żywotność przekracza nawet piętnaście lat. Nie da się mieć ciastka i zjeść ciastka.

Z jednej strony, w projekcie Polityki Energetycznej Polski pojawia się propozycja odejścia od węgla w ciepłownictwie indywidualnym do 2030 roku w miastach, a do 2040 roku na obszarach wiejskich. Z drugiej strony, dalej w programie Czyste Powietrze dotuje się kotły węglowe. Jest to zwykłe marnowanie pieniędzy publicznych. Za dziesięć lat kolejny minister środowiska będzie się zastanawiał, jak zlikwidować kotły wspierane dotacjami z Czystego Powietrza. Takiej polityce brakuje długofalowej wizji i logiki.

Bestia ze wschodu szybko odeszła, a z nami pozostała nasza lokalna bestia. Dopóki nie zrozumiemy, że od wrażliwości każdego z nas, a nie tylko dziennikarzy i aktywistów, zależy jakość powietrza, tak długo pozostaniemy sami z rozgrzebanym problemem i morowym powietrzem. Markowanie ochrony powietrza grozi śmiercią lub kalectwem. Czas najwyższy, aby ochronie powietrza nadać kształt oraz impet. Bez społecznego przebudzenia, co roku będziemy celebrować rocznicę rozpoczęcia walki ze smogiem, a jakość powietrza dalej się nie poprawi. 

--- 

Patryk Białas – prezes stowarzyszenia BoMiasto, radny Katowic.

Opinie

Gdy zwycięzca nie bierze wszystkiego

Zapełnić pustkę w życiu i portfelu

Suwerenność i duma

Budzenie politycznego olbrzyma

Trzeba sobie łapy ubrudzić w ziemi

Szkoła Czarnka vs szkoła jutra

Wojna PiS o TVN, to konfrontacja z USA

Zło i wiara: aktualność Tischnera

Rozmowa – przestrzeń wolności

Tischner, czego uczy nas dziś?

Ameryka wróciła do Europy

Ministerstwo banalizacji katolicyzmu

Bitwa o Rzeszów: lekcja dla opozycji

Czy Biden rozprawi się z podatkowymi rajami?

Liberalizm i solidarność

Agonia władzy

Jaka przyszłość NATO?

Czy stać nas na świat bez drzew?

Strategiczna cena ambicji Obajtka

Dlaczego młodzi odchodzą z Kościoła?

Rząd się kłóci, traci Polska

Sztuka mądrego życia 

Media pod butem rządu

Inflacja "pożera" oszczędności Polaków

Czas na V RP

Podatkowy zawrót głowy