Zniechęcanie do Unii Europejskiej to niebezpieczna gra, tym bardziej że gramy w nią razem z Rosją.

Polskie władze, nastawiając Polaków przeciwko Unii Europejskiej, zachowują się jak podczas zabawy granatami: wiadomo, że któryś eksploduje, nie wiadomo tylko, kiedy. Lekceważenie faktu, że dezintegracja UE jest od dawna jednym ze strategicznych (choć niekoniecznie oficjalnych) celów polityki zagranicznej Rosji, może się skończyć dla nas fatalnie.

Europejska tożsamość nie spełnia oczekiwań polskiej kultury i społeczeństwa. Unia Europejska daje pomoc ekonomiczną, ale jednocześnie niszczy polską, katolicką tożsamość kompletnie! Możecie być bogaci, ale nie będziecie już Polakami. Zostaniecie najechani przez imigrantów, wasze rodziny zostaną zniszczone, wasza tożsamość zostanie zmieniona i zastąpiona przez sztuczną inteligencję, cyborgi itd.

Nie, to nie jest wypowiedź żadnego z polityków Zjednoczonej Prawicy – choć wiele podobnych słyszeliśmy ostatnio z ich ust. To adresowane do Polaków słowa Aleksandra Dugina, rosyjskiego ideologa, nacjonalisty promującego ideę euroazjatyzmu i neoimperializmu, długo uważanego za człowieka Władimira Putina. Cytuję fragment jego wywiadu z 2019 roku, którego udzielił dla prorosyjskiego portalu xportal.pl.

Zawarte w jego wypowiedzi argumenty brzmią, jakby zostały żywcem wzięte od polskich polityków prawicowych. Część z nich jest jawnymi eurosceptykami i marzy o wyjściu z Unii Europejskiej, a druga część, czyli partia rządząca, choć korzysta z wszelkich możliwości, jakie daje zjednoczona Europa, nie waha się budować antyeuropejskiego nastawienia wśród Polaków dla własnych, bieżących korzyści politycznych. To gra, ale zarazem groźna manipulacja. Może bowiem prowadzić do realnej zmiany nastawienia Polaków wobec Unii Europejskiej – a taki scenariusz to spełnienie wieloletnich marzeń Kremla, którego podwładni od lat pracują na osłabienie, a ostatecznie rozbicie Unii Europejskiej. Unia w całości to dla Rosji silny partner, z którym musi się liczyć. Natomiast Europa bez Unii, pokawałkowana na skłócone ze sobą państwa, to kontynent, na którym Rosja znów może odgrywać jedną z decydujących ról. Nikt nie zdoła jej w tym ograniczyć.

Populiści wykorzystują konflikty

Kiedy Zjednoczona Prawica dla własnych celów politycznych straszy Unię Europejską zawetowaniem budżetu, a minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro na konferencjach prasowych atakuje premiera Mateusza Morawieckiego, by zmusić go do przyjęcia jeszcze ostrzejszego stanowiska podczas unijnych negocjacji, przypuszczam, że nie rozważają na poważnie opuszczenia UE. Powód jest prosty: Polska wciąż dostaje z Unii ogromne pieniądze, na których stratę rząd nie może sobie pozwolić. Poza tym członkostwo w UE ułatwia nam wymianę handlową, gwarantuje swobodę w prowadzeniu działalności gospodarczej i podejmowaniu pracy na terenie państw członkowskich. Skutki ekonomiczne polexitu byłyby znacznie poważniejsze niż tylko strata unijnych dotacji (mierzy się z nimi właśnie Wielka Brytania), i rządzący doskonale zdają sobie z tego sprawę.

Ale Zjednoczona Prawica także w tym przypadku realizuje typowy dla siebie scenariusz, polegający na kreowaniu konfliktów i wrogów. Jak wszyscy populiści, także polscy lubią konflikty, które mogą kontrolować; nie cierpią za to takich, na które nie mają wpływu. Konflikty kontrolowalne da się bowiem wykorzystać: do odwrócenia uwagi obywateli od rzeczywistych problemów, do obniżenia szans na porozumienie ugrupowań opozycyjnych czy do utrzymania wysokiej mobilizacji w szeregach własnych wyborców.

Polscy populiści doskonale o tym wiedzą i dla bieżących korzyści nie zawahają się użyć chyba żadnego tematu: od praw osób LGBT, przez edukację seksualną dzieci, II wojnę światową, po stosunki z Unią Europejską. Niestety, nie interesują ich długofalowe skutki tego rodzaju konfliktów i tworzone na ich użytek narracje. Zapewne nie przeszkadza im także, kto na co dzień tego rodzaju narracją się posługuje i w jakim celu. Liczy się wyłącznie tu i teraz.

Rosja zainteresowana rozpadem Unii Europejskiej

Tymczasem nasz znaczący sąsiad – Rosja – przyjął zupełnie inną perspektywę. Tam planuje się na lata, a nawet na dziesięciolecia do przodu. Strategiczne cele w polityce zagranicznej nie muszą być zrealizowane natychmiast, mogą poczekać nawet kilka, kilkanaście lat, a jeśli będzie potrzeba lat kilkudziesięciu, też nic się nie stanie. Rosyjskie władze działają powoli, za to konsekwentnie, systematycznie i systemowo. Potrafią czekać.

Dlatego Rosję politycznie stać na prowadzenie wojny informacyjnej w sieci, generowanie korzystnych dla siebie narracji i sprawdzanie, które z nich „chwyciły”, a które nie wzbudziły zainteresowania; na realizowanie operacji psychologicznych w celu długofalowej zmiany mentalności określonych grup odbiorców. Realizuje rozłożony w czasie proces budowania wpływów, którego na początku nikt nie zauważa, potem lekceważy i ignoruje, a na końcu okazuje się, że doprowadził on do trwałej zmiany sposobu myślenia u wielu osób. Wtedy rosyjska propaganda osiąga swój cel. Przy czym nie miejmy wątpliwości – my również jesteśmy na celowniku. W polskiej przestrzeni informacyjnej od lat trwają operacje wpływu, które mają zmienić nasz światopogląd.

Do fundamentalnych dla rosyjskich interesów narracji, związanych z naszym państwem i realizowanych przez Rosję od lat, należą:
- budowanie negatywnego obrazu Unii Europejskiej (i NATO), podważanie jej związków ze Stanami Zjednoczonymi;
- zniechęcanie obywateli państw unijnych do konceptu Unii Europejskiej;
- budowanie negatywnego wizerunku Polski m.in. wobec naszych unijnych partnerów;
- wzniecanie antagonizmów między Polską a jej sojusznikami oraz Unią Europejską.

Te elementy są tak charakterystyczne dla rosyjskiej propagandy w naszym obszarze informacyjnym, że po ich dużym natężeniu na jednym portalu możemy wręcz rozpoznać, iż natknęliśmy się na część systemu rosyjskiej wojny informacyjnej.

W raporcie fundacji Info Ops z lipca 2019 roku na temat narracji kremlowskich  rozpowszechnianych w Polsce przez rosyjski „Sputnik” wyliczono, że aż 22 procent prezentowanych tam treści propagandowych dotyczyło negatywnego wizerunku Unii Europejskiej. Był to piąty pod względem popularności temat propagandowy na polskojęzycznej stronie „Sputnika”.

Polexit na Facebooku

W grudniu 2018 roku analizowałam dla OKO.press  antyunijne działania informacyjne przed kampanią wyborczą do Parlamentu Europejskiego.https://oko.press/scenariusz-rosyjski-zniszczyc-unie-od-srodka/. Opisywałam istniejące na Facebooku grupy wprost namawiające do polexitu. Uwagę zwracała zwłaszcza jedna – fałszywymi tożsamościami administratorek. Cztery kobiece profile moderujące grupę, wszystkie wskazujące na Nowy Jork jako miejsce zamieszkania,  jako fotografie profilowe ustawiły zdjęcia modelek. Alexandra na swoim koncie zdobyła zaledwie czterech znajomych, Antonia – ani jednego. Do tego Monika i Barbara, wszystkie tak bardzo zainteresowane wyjściem Polski z UE, że prowadziły polską grupę na ten temat. To oczywiście konta fake`owe, niektóre aktywne do dziś. Nie wiemy, kto naprawdę za nimi stoi, lecz analizując treści zamieszczane na grupie można z dużym prawdopodobieństwem uznać, że mamy do czynienia z oddziaływaniem rosyjskiej propagandy. Grupa działa od kilku lat i stale sączy ten sam przekaz, że dla Polaków najlepszym wyjściem byłoby uniezależnienie się od Unii.

Pociesza fakt, że środowiska sympatyków polexitu na Facebooku nie są duże (największe ma 5,3 tysiąca członków), a ich przekaz nie budzi szerokiego zainteresowania. Nie powinniśmy jednak wysnuwać z tego wniosku, że możemy zlekceważyć problem. Przypominam, że rosyjskie oddziaływanie jest nastawione na lata systematycznej pracy. Marginalna kwestia może w dogodnym momencie, ze względu na zmieniające się emocje społeczne, nagle wybuchnąć i stać się realnym problemem.

Obserwowaliśmy to zjawisko wielokrotnie. Dla mnie doskonałym przykładem są przeciwnicy sieci 5G. Najpierw działali (w Polsce) na Facebooku, w niewielkich, niszowych grupkach, bez jakiegokolwiek znaczenia społecznego. Stale rozpowszechniali treści, które miały budzić strach przed siecią 5G. W ten sposób przetrwali do pandemii, która przyniosła znakomite warunki rozwoju wszelkich teorii spiskowych. Wtedy doszło do połączenia fałszywych teorii na temat koronawirusa z teorią o szkodliwości sieci 5G i nagle ruch przeciwników zaczął rosnąć, zwiększyło się zaangażowanie użytkowników sieci, poza tym pojawiły się pierwsze próby podpaleń masztów. W efekcie dziś przy stawianiu nowych masztów firmy telekomunikacyjne muszą brać pod uwagę zagrożenie ze strony ich przeciwników. Właśnie tak działa ten mechanizm. Dlatego choć obecnie polexit jest w sieciach społecznościowych niszowym tematem, ma tam już swoje zalążki,  które w dogodnej chwili mogą eksplodować.

Polexit w wersji partyjnej, czyli oswajanie z tematem

Długofalowy proces przyzwyczajania Polaków do myśli o wyjściu z UE trwa od jakiegoś czasu. W wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2019 roku startowała partia Polexit. Założona w marcu 2019 roku przez eurosceptycznego europosła Stanisława Żółtka z Kongresu Nowej Prawicy, nie zdobyła wymaganej liczby głosów, by wejść do parlamentu, ale pewnym jej działaniom warto się przyjrzeć.

Po pierwsze, jeszcze przed zarejestrowaniem partia ta promowała się płatnie na Facebooku w taki sposób, by przede wszystkim wykreować rozpoznawalność marki - a więc słowo PolEXIT. Intensywność reklam była naprawdę duża. Jak wynika ze sprawozdania finansowego tej partii, na promocję w internecie wydała wówczas prawie 90 tysięcy złotych. A przecież reklamy z Facebooka zniknęły w zasadzie na początku kampanii, bo zaraz po tym, gdy serwis wprowadził obowiązkowe rejestrowanie się reklamodawców, zakazał reklam politycznych od podmiotów spoza granic państwa oraz zaczął archiwizować płatne posty.

To absolutnie niszowe ugrupowanie miało też pieniądze na plakaty (w sumie wydało na swoją kampanię 129 tysięcy złotych). Rozwieszane w dużych miastach, zapraszały na spotkania… online, i była to bodaj pierwsza (jeśli nie jedyna dotychczas) analogowa akcja kampanijna, promująca wyłącznie sieciową aktywność. Plakaty znów zaprojektowano tak, by każdemu przechodniowi rzucało się w oczy słowo „POLEXIT” – i nic poza nim.

Nie twierdzę, że za tymi działaniami stoi Rosja. Jednak praca związaną z oswajaniem Polaków z nowym wyrażeniem, a co za tym idzie – z nową możliwością w przestrzeni politycznej – została już wykonana. A przecież język jest podstawą kreowania rzeczywistości.

 

Unia niepotrzebna, czyli kolejny etap rosyjskiego scenariusza

Kolejny etap realizują politycy populistycznej prawicy i prawicowe media. Na początku pandemii w krótkim czasie na platformach społecznościowych pojawiła się seria wypowiedzi publicznych w rodzaju: „Unia nic nie robi”, „Unia sobie nie radzi” z pandemią, i w ogóle, „gdzie jest Unia?”, z bardzo podobnymi frazami i argumentami prawie we wszystkich wpisach.  Wiceminister aktywów państwowych Janusz Kowalski rozpowszechniał wtedy wprowadzający w błąd raport, w którym dowodził, że Unia Europejska była bierna wobec pandemii i zainteresowała się wirusem COVID-19 znacznie później niż polski rząd. Zapewne były to działania, które miały na celu odwrócenie uwagi Polaków od problemów rządu z kryzysem i przerzucenie odpowiedzialności za niego na Unię Europejską. Czyli znów: działanie ze względu na potrzebę chwili. 

Niestety  jednocześnie, świadomie lub nie, tego rodzaju aktywność pozwala rozwijać klasyczną rosyjską narrację, że Unia Europejska bardziej szkodzi, niż pomaga, dlatego jest niepotrzebna. Co więcej, do jej rozwoju nie potrzeba żadnych rosyjskich działań, skoro kontynuują ją sami Polacy, i to wpływowi ze względu na sprawowane funkcje. Rosyjscy propagandziści mogą zacierać ręce.
Jeszcze dalej idzie prorządowy tygodnik „Do Rzeczy”. Na okładce jednego z ostatnich numerów zamieścił tytuł: „Unii trzeba powiedzieć: dość. Polexit – mamy prawo o tym rozmawiać”. To przecież kolejny etap procesu zniechęcania Polaków do Unii, prezentowanej jako byt nastawiony przeciwko Polsce – choć to nieprawda, bo Polska jest częścią UE i ma wpływ na jej działania. Między innymi do takich „apeli” i podobnych wypowiedzi publicznych odniósł się ostatnio na Twitterze generał Piotr Pytel, były szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego:
Wszelkie posunięcia naszych elit politycznych, osłabiające jedność UE czy stanowiące wręcz wstęp do polexitu, pozostają w pełnej harmonii ze strategicznym kursem polityki Federacji Rosyjskiej, realizowanym przy pomocy narzędzi, jakimi są służby specjalne. […] Władze Rosji są zainteresowane, tak jak to się stało przy ich udziale w Wielkiej Brytanii, otwarciem dyskusji na temat polexitu, początkowo nawet czysto teoretycznej, nawet rzekomo zabezpieczającej nas przed tym polexitem. […] Kluczowym pojęciem na tym etapie rosyjskiego scenariusza są słowa „OTWARCIE DYSKUSJI”. I nie jest to etap początkowy. Rosyjska kampania wyprowadzania Polski z Unii Europejskiej trwa od dawna.

Populistów zabawa z granatami

Kiedy więc „Do Rzeczy” postuluje dyskusję nad polexitem, realizuje – świadomie lub nie – kolejny etap rosyjskiego scenariusza. Owszem, mamy prawo o tym rozmawiać: świadomość istnienia rosyjskiego scenariusza wobec Polski powinien mieć każdy odpowiedzialny polityk. Jako państwo członkowskie UE, z silnymi partnerami i silną pozycją, jesteśmy dla Rosji realnym problemem, ponieważ mamy wpływ na podejmowane w Europie decyzje, dotyczące między innymi rosyjskich interesów (a te sięgają daleko poza nasz kontynent). Natomiast jako państwo bez trwałych sojuszników, samotne i skłócone z sąsiadami, jesteśmy łatwym polem do rozszerzania wpływów przez silniejszą od nas Rosję.

Władze Rosji mają ten polityczny układ doskonale opanowany, za to w Polsce często można odnieść wrażenie, że rządząca partia bagatelizuje istniejące zagrożenie, ponieważ najważniejsze są dla niej bieżące interesy. Tyle że to, niestety, taka polityczna zabawa granatami – wcześniej czy później któryś wybuchnie nam w rękach. Bagatelizowanie przeciwnika jest fundamentalnym błędem na każdego rodzaju wojnie. Mści się okrutnie.  Dziś sytuacja wygląda tak: rząd  podrzuca w dłoniach granaty, a Rosja spokojnie czeka na właściwy moment, co jakiś czas podgrzewając atmosferę. Wszystko się zmieni, gdy choć jeden granat eksploduje.

Anna Mierzyńska - analityczka mediów społecznościowych, ekspertka marketingu politycznego. Specjalizuje się w analizie zagrożeń informacyjnych, zwłaszcza rosyjskiej dezinformacji w Polsce, fake newsów i manipulacji w sieci. Stale współpracuje z portalemOKO.press, publikuje także w „Gazecie Wyborczej”. W latach 2019–2020 współpracowała z londyńskim think tankiem Institute of Strategic Dialogue, m.in.  uczestnicząc w projekcie monitorowania dezinformacji w mediach społecznościowych podczas kampanii przed wyborami do Parlamentu Europejskiego.

Opinie

Zło i wiara: aktualność Tischnera

Rozmowa – przestrzeń wolności

Tischner, czego uczy nas dziś?

Ameryka wróciła do Europy

Ministerstwo banalizacji katolicyzmu

Bitwa o Rzeszów: lekcja dla opozycji

Czy Biden rozprawi się z podatkowymi rajami?

Liberalizm i solidarność

Jaka Europa? Jakie NATO ?

Agonia władzy

Jaka przyszłość NATO?

Strategiczna cena ambicji Obajtka

Dlaczego młodzi odchodzą z Kościoła?

Media pod butem rządu

Polityka transferowa

Pozorna walka ze smogiem

Gorzki smak podatku cukrowego

Inflacja "pożera" oszczędności Polaków

Czas na V RP

Polska bez smogu!

Polki w mediach

Dlaczego organizacje pozarządowe są ważne?

Czuły barometr naszych histerii i nadziei

Po co nam kultura?

Strach to uczucie poddanych, nie obywateli