Nauczycielom, uczniom, rodzicom można przywrócić nadzieję tylko wówczas, gdy wybrana w wyborach nowa władza będzie miała polityczną wolę faktycznej zmiany. A zmiana ta nie może być kolejną odgórną reformą. Dość reform! Trzeba wyzwolić edukację, przywrócić ją społeczeństwu: odpolitycznić, odideologizować i odbiurokratyzować.

Żyjemy w czasach permanentnego kryzysu edukacji i permanentnych reform, z których każda następna jest gorsza od poprzedniej. Znamy na pamięć wszystkie bolączki polskiej szkoły: finansowanie edukacji na bardzo niskim poziomie, obciążanie kosztami samorządów, bardzo niskie zarobki nauczycieli, kryzys autorytetów, przeludnione szkoły i klasy, brak nauczycieli, zacofany, pruski charakter edukacji z podziałem na przedmioty, ze sztywnie określonym minimum programowym. Udręczeni dyrektorzy, nauczyciele, uczniowie. Celnie podsumowała to Jolanta Gajęcka (dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 2 w Krakowie): „Beztroski minister, kurator dyktator, bezwolny samorząd, poobijany dyrektor, upodlony nauczyciel, przemęczony uczeń, oszukiwany rodzic”. Dlaczego nie da się zmienić tego stanu rzeczy, skoro jest tak wielu wybitnych nauczycieli, edukatorów, dyrektorów, pedagogów, fundacji, przedstawicieli III Sektora, mających nie tylko znakomite pomysły jak zmienić polską edukację, ale nawet gotowe programy? Gdy napisałem w mediach społecznościowych, że na zlecenie Klubu Obywatelskiego Platformy Obywatelskiej zamierzam przygotować zarys programu naprawy polskiej edukacji, wielu z nich zaoferowało swoją współpracę. Jednak nie bez wątpliwości. Mówili lub pisali o teczkach pełnych pomysłów, o ekspertyzach, które przygotowali wcześniej dla różnych publicznych gremiów, ale nic z tego nie wyszło. Pytali, czy pracuję na zlecenie polityczne? Na moją pozytywną odpowiedź wyrażali wątpliwości: „Czy politycy są w stanie cokolwiek zmienić? Czy zechcą? Czy konsultacje społeczne nie są pozorowane, by ostatecznie było tak jak dawniej?”. „Czy edukacja kolejny raz nie zostanie zmarginalizowana na rzecz innych polityk?”

Tym wszystkim osobom: nauczycielom, uczniom, rodzicom, można przywrócić nadzieję tylko wówczas, gdy wybrana w wyborach nowa władza będzie miała polityczną wolę faktycznej zmiany. A zmiana ta nie może być kolejną odgórną reformą. Dość reform! Trzeba wyzwolić edukację, przywrócić ją społeczeństwu: odpolitycznić, odideologizować i odbiurokratyzować. Trzeba zrezygnować z obrazu piramidy, na której szczycie znajduje się minister edukacji, poniżej kurator, jeszcze niżej dyrektor szkoły, dalej nauczyciel, a na samym spodzie uczeń, na rzecz obrazu wspólnoty, w której wszyscy będąc równorzędni współpracują dla realizacji najlepszych celów edukacyjnych.

Wolność od… Stan przejściowy, wystarczy nie przeszkadzać

W pierwszym etapie wystarczy nie przeszkadzać. Edukacji potrzebny jest spokój (J. Gajęcka). Większość dyrektorów, nauczycieli nie oczekuje od władzy niczego więcej poza pozostawieniem im przestrzeni do działania. Wystarczy wolność od… Od bezsensownych politycznych i ideologicznych decyzji ministra, od władzy kuratora, który może zwolnić dyrektora szkoły, nękać kontrolami, od ideologii, polityki i biurokracji. Należy rozważyć możliwość likwidacji kuratoriów oświaty, skoro w każdym województwie istnieją także Centra Doskonalenia Nauczycieli, albo zmienić ich funkcję z kontrolnej i oceniającej na wspierającą. Każda forma edukacji, zarówno podstawowa, średnia jak i wyższa powinna być oparta na trzech filarach: wolności, zaufaniu i szacunku. Ten czas przejściowy, rok lub dwa, powinien zostać wykorzystany na radykalne ograniczenie sprawozdawczości i biurokracji, na usunięcie wszelkich obciążeń, które nie pozwalają nauczycielom poświęcić stu procent czasu na pracę edukacyjno-wychowawczą. Dla samorządów powinien być to czas analizy potrzeb edukacyjnych: liczby szkół, pomieszczeń klasowych, liczby uczniów. Przede wszystkim braków kadrowych.

By zaradzić temu ostatniemu problemowi należy w pierwszej kolejności radykalnie podnieść pensje nauczycieli, by zachęcić matematyków, fizyków, anglistów do powrotu do szkoły. Nie tylko jednak dlatego. Kiedyś godność zawodu miała swoje odzwierciedlenie w pozycji społecznej, ale to już się skończyło. Kiedyś bycie profesorem lub nauczycielem było źródłem poczucia godności, dzisiaj dla wielu jest źródłem wstydu. Obecnie, czy nam się to podoba, czy nie, wyznacznikiem godności zawodu jest pensja. Jak władza, powiedzmy uczciwie, nie tylko obecna, ceniła i ceni edukację, wystarczy porównać pensję nauczyciela stażysty i kasjerki/kasjera w sklepach sieciowych. Zgadzam się ze Sławomirem Drelichem: edukacja nie jest kosztem, lecz inwestycją. Co prawda inwestycją długofalową, wieloletnią, ale najlepiej ulokowaną. „Takie bowiem będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie” (Jan Zamoyski). Edukacja nie jest jednym z wymiarów życia społecznego, tylko jego fundamentem. Jak stwierdził Georg Wilhelm Friedrich Hegel: „Nie ma rewolucji bez reformacji”. Nie da się zmienić jakości i poziomu życia społecznego bez zmian mentalnych. Jest tego świadoma także obecna władza i dlatego dokonuje tak frontalnego zawłaszczenia edukacji. Tylko że ona chce tę społeczną mentalność cofnąć do średniowiecza.

Wolność do…

By docelowo zrealizować „wyzwolenie edukacji” konieczna jest współpraca trzech podmiotów. Pierwszy z nich, to Komisja Edukacji Obywatelskiej, która jeszcze nie istnieje. Trzeba ją wreszcie powołać. Celowo piszę „Obywatelskiej”, a nie „Narodowej”. Komisję Edukacji Narodowej powołano 14.10.1773 roku. Została jednak rozwiązana przez Targowicę. Dzisiaj słowo „naród”, „narodowy” zostało skompromitowane przez polityków prawicy i populizm, gdyż łączone jest nie z kulturą, ale z naturą. Natomiast naród według księdza Józefa Tischnera należy do sfery kultury a nie natury. Nikt nie rodzi się Polakiem, Niemcem, Francuzem, lecz się nim staje. Cytuje też Norwida: „naród składa się nie tylko z tego, co wyróżnia go od innych lecz i z tego, co go z innymi łączy”. Pojęcie obywatelstwa obejmuje także pojęcie narodu, czy narodów, ale ono nie wyklucza tak, jak słowo naród.

Komisja Edukacji Obywatelskie powinna być ciałem apolitycznym i aideologicznym. W jej skład powinni wejść wybitni pedagodzy, edukatorzy, psycholodzy, dyrektorzy szkół, nauczyciele, rodzice, przedstawiciele fundacji i organizacji pozarządowych. Jedynym kryterium ich obecności w Komisji powinny być kryteria merytoryczne. To KEO powinna przygotować wizję polskiej edukacji, programy nauczania, minima programowe, program wychowawczy, zestaw lektur. Ministerstwo Edukacji powinno pełnić jedynie rolę koordynacyjną i zatwierdzającą.

Trzecim podmiotem obok KEO i ministerstwa powinien być istniejący Instytut Badań Edukacyjnych. Jego rola powinna jednak zostać zmieniona. IBE powinno prowadzić badania edukacji w sytuacji zmieniających się warunków cywilizacji, kultury i technologii. Szkoła już dawno przestała być przestrzenią zamkniętą murami klas i pracowni. Przestała też być dominującym źródłem wiedzy. Edukacja jest obecnie całkowicie otwarta i nie da się jej na szczęście zamknąć w żadnym sztywnym systemie. Gdy próbuje się to robić wymyka się. Przenosi się do przestrzeni alternatywnych. Obecnie szkoła jest światem, a świat jest szkołą. W procesie edukacji przecinają się linie nauki, cywilizacji, kultury, ekologii, technologii cyfrowych. Zachodzące procesy trzeba badać w odniesieniu do edukacji wielostronnie i interdyscyplinarnie: od strony pedagogiki, psychologii, filozofii, nauk społecznych, ekologii, technologii cyfrowych. To IBE powinno dostarczyć wiedzy jaki będzie świat, powiedzmy w 2037 roku, gdyż wówczas opuszczą szkołę średnią pierwsi absolwenci po „wyzwoleniu edukacji”. Jakie umiejętności i kompetencje będą potrzebne w tym świecie? Jak będzie funkcjonowało społeczeństwo, rynek pracy? Na jakie zawody będzie zapotrzebowanie? Z jakimi problemami światowymi się uporamy, a z jakimi nie?

Program „wolnej edukacji”

Nie będę wypowiadał się tu na temat programu, gdyż powinien on zostać wypracowany przez KEO. Chciałbym jedynie zwrócić uwagę na kilka wątków, które wydają się kluczowe, a jednocześnie są największą bolączką polskiej edukacji.

Pierwszy to krytyczne i twórcze myślenie. Nie ma wolności bez myślenia. Brak myślenia prowadzi do „Ucieczki od wolności” (Erich Fromm), albo do traktowania wolności jako „nieszczęsnego daru” (ks. Józef Tischner), którego wolelibyśmy się pozbyć na rzecz bezpieczeństwa. W jednym z zamykających europejskie Oświecenie artykułów Immanuel Kant wzywał do samodzielnego, krytycznego myślenia („Sapere aude” – miej odwagę myśleć samodzielnie). Polskę Oświecenie minęło bokiem. Nie zmieniło naszej kultury i sposobu myślenia tak, jak kultury francuskiej, pruskie, austriackiej czy anglo-szkockiej. Jednym z dowodów tego stanu rzeczy jest poziom większości, by nie obrażać nielicznych, polskiej klasy politycznej. „Wolna edukacja” nie może ograniczać się do realizacji minimów programowych. Powinna przede wszystkim uczyć myślenia.

Jest wiele powodów dla których myślenie krytyczne i twórcze jest ważne. Pierwszym jest fakt, że współczesny rozwój technologii i otwarty dostęp do wiedzy nie zmniejszył bezmyślności. Można wręcz mieć wrażenie, że ją powiększa (antyszczepionkowcy, płaskoziemcy, wszelkiej maści populiści) i to także wśród ludzi wykształconych. Myślenie krytyczne jest jednym z istotniejszych narzędzi, które może nas obronić przed bezmyślnością i wszelkiego rodzaju ideologiami. Wyposaża nas w narzędzia przydatne do podejmowania mądrych decyzji w każdej sytuacji i w każdych okolicznościach. Drugim powodem jest to, że w sytuacji otwartego dostępu do wiedzy: Internet, portale społecznościowe, media, konieczna jest umiejętność krytycznej oceny informacji, oddzielania wiedzy od pseudowiedzy. Trzeci powód: myślenie krytyczne uczy nas argumentacji, prowadzenia dialogu, co w sytuacji baniek informacyjnych w jakich tkwimy jest niezbędne. Czwarty powód: Obecny rozwój ekonomii i gospodarki jest bardzo zmienny. Wymaga elastyczności i kompetencji miękkich. Jedną z głównych takich kompetencji jest myślenie. Potrzeba jednak kształcenia nie tylko intelektu, ale przede wszystkim rozumu. Intelekt to narzędziowa funkcja myślenia, neutralna wobec wartości, dobra i zła. Jest jak Internet, który możemy wykorzystać zarówno do nauki, pracy, jak i siania nienawiści, czy cyberprzestępczości. Rozum to władza myślenia wspólnotowego. By być człowiekiem rozumnym trzeba być zdolnym do rozmowy, rozumienia innych i rozrózniania. Rozum, w przeciwieństwie do intelektu, kieruje się przede wszystkim dobromyślnością. Jak stwierdził kiedyś pięknie Otto Friedrich Bollnow: „Intelekt powie nam jak zbudować dom. Ale tylko rozum nauczy nas jak w nim pokojowo współzamieszkiwać. Potrzebujemy rozumu, ponieważ intelekt, kiedy nie jest kierowany rozumem, ma skłonność do łączenia się z politycznymi, społecznymi, religijnymi namiętnościami i w ten sposób rodzi fanatyzm. Potrzebujemy rozumu także dlatego, by podejmować rozumne decyzje w obszarze klimatu, gospodarki i migracji.

Chociaż kompetencji rozumowych uczy szeroko rozumiana kultura: literatura, historia, sztuka, to przede wszystkim jednak filozofia z elementami etyki. Filozofia daje podstawy myślenia, uczy argumentacji, umiejętności naświetlania zagadnień z różnych perspektyw, dialogu i empatii. Filozofia powinna powrócić jako przedmiot obowiązkowy przynajmniej do szkoły średniej. Jako przykład chciałbym podać Francję, gdzie filozofia nauczana jest w liceach od początku XX wieku, a uczniowie z filozofii zdają maturę. Francja dorobiła się takich nauczycieli filozofii w liceach jak nobliści w dziedzinie literatury: Henry Bergson i Jean-Paul Sartre. Poziom kultury francuskiej i kultura czytania książek we Francji są także pochodną nauczania filozofii.

Filozofia może pomóc także w jeszcze jednym. Trzeba w „wolnej edukacji” odejść od obciążania pamięci wiedzą, dostęp do której jest powszechny, a uczyć raczej tego, jak tworzy się wiedza, jak do niej dochodzimy i jak ją wartościujemy. Tym właśnie zajmuje się filozofia i jej nauka pomogłaby dokonać owego zwrotu.

Drugim wątkiem jest budowanie poprzez edukację relacji społecznych. Jesteśmy społeczeństwem indywidualistów. Mamy niski kapitał społeczny. Nie potrafimy ze sobą współpracować. Jesteśmy nieufni, podejrzliwi. Prześladuje nas resentyment. Jedną z dróg do budowania relacji społecznych powinno być zespołowe dochodzenie do wiedzy poprzez realizację rozmaitych projektów edukacyjnych. Uczniowie, pod kontrolą nauczyciela, powinni ze sobą współpracować i być oceniani nie tylko za indywidualne osiągnięcia i postępy, ale za umiejętność współpracy, współdzielenia się wiedzą, dyskusji, argumentacji i dialogu.

Trzecim wątkiem, który dopełnia poprzedni, jest nowoczesna edukacja społeczna przygotowująca do życia w nowoczesnym, zróżnicowanym kulturowo społeczeństwie. Powinna obejmować elementy prawa i kultury prawa, głównych praw i obowiązków wynikających z Konstytucji, teorii i praktyki demokracji, relacji między prawem europejskim i krajowym, podstawowe pojęcia ekonomiczne.

Czwarty, niezmiernie ważny wątek, to edukacja seksualna. Powinna funkcjonować tak, jak nauka prawa jazdy. Prawo jazdy otrzymuje tylko ten, kto odpowiedzialnie potrafi poruszać się w przestrzeni publicznej, nie podejmuje ryzykownych działań, przewiduje skutki swoich decyzji. Także edukacja seksualna nie jest kosztem lecz długofalową inwestycją. Może bowiem dawać nadzieję na zmniejszanie się kosztów ponoszonych na domy dziecka, rodziny zastępcze, poradnie psychologiczne czy szpitala psychiatryczne.

I ostatni, piąty wątek, który jest moją prywatną obsesją. Należy w „wolnej edukacji” zachęcać uczniów do czytania książek. Żyjemy zbyt krótko i tylko w określonych perspektywach czasu, by móc nabrać kompetencji rozumowych. Przeżywając życie innych ludzi w innych czasach i w innych kulturach, wchodzimy z nimi w rozmowę i dzięki temu zaczynamy więcej rozumieć. Pisał Paul Ricoeur: „Trzeba stwierdzić, że rozumiemy siebie jedynie odbywając dookolną drogę pośród znaków ludzkości utrwalonych w dziełach kultury. Cóż wiedzielibyśmy o miłości i o nienawiści, o uczuciach etycznych i ogólnie o tym wszystkim, co nazywamy sobą, gdyby nie zostało to wypowiedziane i sformułowane przez literaturę?” Po wtóre, czytanie jest drogą do myślenia, gdyż myślenie rodzi się z czytania. Po trzecie, czytanie rozwija i uszlachetnia język. A język to okulary, poprzez które widzimy świat. Kiedy nasz język jest zbyt ubogi, świat staje się dla nas płaski i jednowymiarowy. W takim świecie trudno o porozumienie. Wreszcie czytanie jest drogą do wolności. Czytamy u Wilhelma Diltheya: „człowiek zdeterminowany od wewnątrz może dzięki wyobraźni przeżyć wiele różnych rodzajów egzystencji. Pomimo ograniczenia przez okoliczności otwiera się przed nim egzotyczne piękno świata oraz dziedziny życia, których nigdy nie zdoła osiągnąć. Mówiąc ogólnie: skrępowany i określony przez realia życia, człowiek zyskuje wolność”. Wreszcie, kto czyta, nigdy nie zaakceptuje manipulacji językowych i prób panowania władzy poprzez zmiany języka.

By zrealizować ten cel łatwo posłużyć się wzorcami z innych krajów, gdzie przygotowuje się dzieciom i młodym ludziom otwarty zestaw ciekawych książek stosownych do ich wieku, a nie tylko przymusowych lektur. Rozmawia się z nimi o tych książkach, a tych którzy czytają najwięcej nagradza stypendiami. Można mieć także nadzieję, że czytanie, przynajmniej w pewnym stopniu, odciągnie młodych ludzi od smartfonów i komputerów.

Wolni nauczyciele

By „wyzwolić edukację” należy zmienić system kształcenia nauczycieli. Nie można zostać fachowym nauczycielem po kilkumiesięcznym kursie pedagogiki czy dydaktyki. Nauczycieli powinny kształcić tylko te uczelnie wyższe, które prowadzą badania, nadają stopnie i tytuły naukowe, mają niekwestionowany dorobek naukowy dziedzinach pedagogiki, psychologii, czy dydaktyki. Studia nauczycielskie powinny być jednolite, pięcioletnie, podobnie jak aktualnie psychologia i w swoim programie obejmować obok pedagogiki, rozbudowaną psychologię rozwojową ze względu na coraz większe problemy psychiczne dzieci i młodzieży, filozofię i nauki społeczne, informatykę. Nauczyciele powinni posiadać rozległe kompetencje w dziedzinie nowych technologii cyfrowych, gdyż obecnie niejednokrotnie przewyższają ich w tym uczniowie, a szkół nie stać na zatrudnienie fachowców z obszaru IT. Przede wszystkim jednak należy powrócić do dydaktyk przedmiotowych. Przy współpracy z ministrem nauki i szkolnictwa wyższego należy przywrócić dydaktykom przedmiotowym dawne znaczenie, które aktualnie utraciły. Kiedyś dydaktyki przedmiotowe były odrębnymi dziedzinami nauk, które nadawały stopnie i tytuły naukowe. Dzisiaj, albo ktoś jest matematykiem, albo pedagogiem, nie może jednak być dydaktykiem matematyki. By nauczyć matematyki uczniów nie wystarczy dobra znajomość matematyki. Trzeba znać metody, i to nowoczesne metody, nauczania matematyki. Dawni dydaktycy, na przykład Anna Zofia Krygowska, tworzyli własne metodologie nauczania. Byli jednocześnie autorami podręczników. Jeśli obecnie kompetencje matematyczne uczniów są słabe, to między innymi z powodu upadku dydaktyki.

Podobnie jak nie można kształcić lekarzy bez szpitali, tak też nie można kształcić nauczycieli bez szkół. Powinno się odtworzyć strukturę szkół ćwiczeń, a profesorzy dydaktyk przedmiotowych powinni w nich prowadzić eksperymentalne klasy i tam praktycznie edukować swoich studentów, przyszłych nauczycieli.

Ze względu na społeczne znacznie zawodu nauczyciela i odpowiedzialność związaną z edukacją kandydaci na studia pedagogiczne powinni być starannie dobierani, z uwzględnieniem także kompetencji psychologicznych.

Po pięciu latach studiów absolwenci uczelni i kierunków pedagogicznych powinni przechodzić, podobnie jak prawnicy, dwuletnią aplikację/staż do zawodu pod kierunkiem odpowiedniego mentora lub mentorów. Po tym okresie powinien obowiązywać poważny, ujednolicony państwowy egzamin z pedagogiki, psychologii, dydaktyki przedmiotowej, rozwiązywania przykładowych kazusów wychowawczych. Taki egzamin istnieje na przykład od wielu lat we Francji.

By całe to przedsięwzięcie mogło się udać należy zapewnić nauczycielom na tyle wysokie wynagrodzenie, by wybór studiów pedagogicznych nie miał charakteru negatywnego (nie wiem co ze sobą zrobić, to zostanę nauczycielem), ale pozytywny. By przyciągnął najzdolniejsze osoby tak jak w Finlandii, w której zawód nauczyciela cieszy się najwyższym społecznym prestiżem.

Wolność tak wyedukowanego nauczyciela to wolność wirtuoza, dla którego gra na instrumencie nie jest męką, udręką. Przed tak wykształconym nauczycielem otwiera się wolna przestrzeń z rozmaitymi możliwymi drogami, a nauczyciel nie jest tylko tym, który przekazuje wiedzę (educare), lecz podaje uczniowi rękę (educere), by wyprowadzić go na drogę i usamodzielnić.

I jeszcze dwa zakończenia. Pierwsze: Zmiany w sposobie kształcenia nauczycieli są fundamentem „wolnej edukacji”. „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich nauczycieli kształcenie” (Tadeusz Gadacz). Drugie: by cały proces „wyzwolenia edukacji” mógł się dokonać potrzebna jest wola polityczna i polityczne decyzje. Bez nich zostanie tak, jak jest. Jedni dalej będą działać aktywnie i będą próbowali zmieniać system, rozszczelniać go lokalnie w swojej klasie, grupie czy szkole. Inni dalej pozostaną bierni, a dzieciom i młodzieży nie stworzy się równych szans kształcenia.

---

Tadeusz Gadacz - filozof i pedagog, profesor na Wydziale Humanistycznym AGH, wykładowca w Katedrze Dziennikarstwa Jacka Żakowskiego w Collegium Civitas, założyciel Interdyscyplinarnego Centrum Badań Edukacyjnych na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie.

Analizy

Nowa era pracy?

Źle ma się Polska

Zieleń, rewitalizacja, miasto

Kosztowna szarża Kaczyńskiego i Błaszczaka

Jak trwoga, to do samorządów

Była Polska w ruinie, będzie samorząd w ruinie

Patrząc w stronę Niemiec...

Ochrona zdrowia w Polsce - droga do lepszej jakości i dostępności systemu

„Mrożenie” środków na nagrody w rolnictwie

Postpandemiczne wyzwania gospodarcze dla Polski

PORADNIK: Obywatel, a państwo PiS

ANALIZA: Wiejskie budżety obywatelskie

Budżet partycypacyjny. Ewaluacja

ANALIZA: Dwa oblicza populizmu