Dyplomacja jest zjawiskiem starszym od cywilizacji greckiej, egipskiej, nawet asyryjskiej. Kontakty między władcami i miastami, traktaty pokojowe i handlowe, były zjawiskiem powszechnym. Bez kontaktów pomiędzy ludźmi z różnych stron świata nie rozwinęłaby się żadna cywilizacja. Jak definiujemy dyplomację współcześnie? „Dyplomacja jest narzędziem polityki zagranicznej państwa służącym rozwiązywaniu problemów występujących w stosunkach z innymi państwami lub grupami państw za pomocą rozmów, rokowań, korespondencji i zawierania umów” . Tym bardziej niepokoi brak skutecznej dyplomacji danego państwa w dzisiejszym zglobalizowanym świecie. Obecne umowy międzynarodowe są zawierane nie tylko między państwami; równie ważne są ustalenia między prywatnymi koncernami. Istnieją także ponadnarodowe współprace, na przykład w dziedzinie zbrojeń (spółka KNDS łączy francuskiego Nextera oraz niemieckiego Krauss-Maffei Wegmannadla dla obniżenia kosztów opracowania i produkcji czołgu przyszłości MGCS).

Interesy Polski i jej przyszłość wielokrotnie omawiano bez jej udziału (traktat Loewenwolda z XVIII wieku, pakt Ribbentrop–Mołotow). Mając takie doświadczenia historyczne, Polska nie może sobie pozwolić na osamotnienie na arenie międzynarodowej. Należy pamiętać, w jakiej sytuacji znajdował się nasz kraj na przełomie lat 1989/1990 – musiał znormalizować relacje zarówno z państwami Zachodu, jak i z istniejącym jeszcze wówczas ZSRR. Dodatkowo nadal obowiązywał Układ Warszawski, a Polska była jego członkiem.

W latach dziewięćdziesiątych oraz na początku XXI wieku nasz kraj miał szczęście zarówno do powstałego układu geopolitycznego, jak i do dyplomatów, którzy rozumieli oraz umieli wykorzystać wyżej wspomnianą sytuację. Niewątpliwie także im zawdzięczamy późniejsze miejsce Polski w Europie i na świecie. Krzysztof Skubiszewski (minister spraw zagranicznych w latach 1989–1993) doprowadził między innymi do podpisania układu granicznego między Polską a Niemcami. RFN uznał granicę na Odrze i Nysie, co znormalizowało stosunki z naszym zachodnim sąsiadem. Pozytywnie w historii zapisał się również Władysław Bartoszewski (minister spraw zagranicznych w 1995 roku i w latach 2000–2001). Ze względu na osobiste doświadczenia związane z niemiecką okupacją i Holokaustem szczególnie zabiegał o prawidłowe relacje z RFN oraz Izraelem. W uznaniu dla jego działań dyplomatycznych Donald Tusk powołał go 2007 roku na nowo utworzone stanowisko Pełnomocnika Prezesa Rady Ministrów do Spraw Dialogu Międzynarodowego. Dzięki staraniom między innymi Bronisława Geremka (ministra spraw zagranicznych w latach 1997–2000) Polska przystąpiła do NATO (w 1999 roku).

Członkostwo w NATO, a następnie Unii Europejskiej zmieniło sytuację geopolityczną Polski. Tylko te dwie organizacje są gwarantem niezależności od wschodniego sąsiada. Polska wreszcie dokonała dziejowego przełomu i wkroczyła – wydawało się, że na stałe – w grono państw Zachodu.

W latach 2007–2015 rządząca Platforma Obywatelska kontynuowała rozsądną politykę zagraniczną, opartą na stałym dialogu z państwami zaprzyjaźnionymi oraz szukaniu wspólnych punktów do rozmów z pozostałymi. Z inicjatywy rządu Donalda Tuska Rada Europejska powołała Partnerstwo Wschodnie – politykę pogłębienia integracji Unii Europejskiej z sześcioma państwami byłego ZSRR: Armenią, Azerbejdżanem, Białorusią, Gruzją, Mołdawią i Ukrainą. Było to pierwsze ukierunkowane działanie Wspólnoty dotyczące obszaru wschodniego. Ambitne plany pokrzyżowała aneksja przez Rosję Krymu w 2014 roku.

Umiejętnościom negocjacyjnym rządu Donalda Tuska zawdzięczamy unijny budżet na lata 2014–2020. Za sprawą rzeczowej polityki dyplomatycznej, dobrych relacji z sąsiadami oraz przewidywalnej sytuacji państwa europejskie zgodziły się na większy unijny budżet dla Polski (prawie 106 miliardów euro, w porównaniu do 101,5 miliarda euro w poprzednich perspektywach), mimo że ogólny budżet unijny był mniejszy niż poprzedni. W grudniu 2014 roku Donald Tusk został jednogłośnie wybrany przez przywódców europejskich na przewodniczącego Rady Europejskiej. Także stworzenie wspólnej polityki energetycznej Unii Europejskiej w 2015 roku było bezpośrednio związane z działaniami polskiej dyplomacji, która rozumiała, na czym polega polskie bezpieczeństwo energetyczne.

Czy w okresie dynamicznie zmieniającej się sytuacji międzynarodowej, epidemii COVID-19 i konfliktów zbrojnych (działania zbrojne między Rosją a Ukrainą, protesty opozycji na Białorusi, konflikt izraelsko-palestyński) nasz kraj może liczyć na skutecznych dyplomatów? Czy któryś z obecnych polityków obozu rządzącego ma w jakiejkolwiek części taką pozycję na arenie europejskiej, jaką nadal cieszy się Donald Tusk? Czy dbamy o dobre relacje zarówno z partnerami w Unii Europejskiej, jak i NATO? W świetle ostatnich działań rządu PiS-u oraz wypowiedzi jego ministrów odpowiedź na każde z powyższych pytań musi być negatywna. W ostatnich latach Polska nie miała nawet ambasadora w kilku państwach – Czechach, Danii, na Kubie, w Portugalii (w Szwecji w latach 2018–2020).

Wpływ na skuteczność polskich dyplomatów mają również przepisy prawa. Zmieniona w bieżącym roku ustawa o służbie zagranicznej zawiera wiele kontrowersyjnych przepisów. W artykule 37 zdefiniowano obowiązki ambasadora . W porównaniu do poprzedniej ustawy o służbie zagranicznej z kompetencji ambasadora usunięto punkt „nadzoruje działalność wszystkich placówek zagranicznych w państwie przyjmującym” . Kierownikowi placówki dyplomatycznej odebrano samodzielność, a o wszystkim decydują urzędnicy w Warszawie.

Brak ambasadora skutkuje między innymi brakiem możliwości prowadzenia rokowań z państwem przyjmującym. Możliwe, że z lekceważenia partnerów wynikł konflikt z Czechami o kopalnię w Turowie. Polscy dyplomaci nawet nie spróbowali porozumieć się z południowym sąsiadem w sprawie wysuwanych przez nich postulatów. Zamiast tego wyznaczyli sobie „ważniejsze” zadanie – apel do czeskich władz o uniemożliwienie Polkom dokonywania aborcji zgodnie z czeskim i unijnym prawem.

Wyraźna liberalizacja przepisów dotyczących przedstawicieli służb zagranicznych zaistniała w momencie licznych sporów z partnerami międzynarodowymi, odejścia poprzedniego ministra spraw zagranicznych Jacka Czaputowicza w sierpniu 2020 roku oraz sporu z Komisją Europejską w sprawie postępowania dotyczącego zachowania zasady praworządności w Polsce. W ustawie z dnia 21 stycznia 2021 r. o służbie zagranicznej istnieje wiele kontrowersyjnych zapisów. Dotyczą między innymi możliwości zatrudnienia na stanowisku pracownika zagranicznego osób bez doświadczenia dyplomatycznego (art. 18) i automatycznego przechodzenia na emeryturę osób po ukończeniu 65. roku życia (art. 4.1) .

W praktyce oznacza to automatyczną eliminację najbardziej kompetentnych i doświadczonych dyplomatów, stwarza możliwość obsadzania stanowisk osobami bez odpowiednich kompetencji, często według klucza partyjnego. Ustawa ta była sygnowana nazwiskiem obecnego szefa polskiej dyplomacji, Zbigniewa Raua.

Kolejnym przykładem na brak kompetencji polskiej dyplomacji jest całkowite oparcie polityki zagranicznej na byłym już prezydencie Stanów Zjednoczonych Donaldzie Trumpie oraz na premierze Węgier Viktorze Orbánie (idea Trójmorza). W kontekście sporu z Komisją Europejską prezydent Trump był idealnym sojusznikiem dla prawicowo-konserwatywnego rządu PiS-u. Można zauważyć duże podobieństwo między jego zarzutami o potencjalne sfałszowanie wyborów a wypowiedzią Jarosława Kaczyńskiego po przegranej PiS-u w 2014 roku . Trump atakował również imigrantów – nazywał ich wszystkich przestępcami, a nawet zwierzętami. Znów przypomina się wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego, tym razem z 2015 roku: „To są kwestie związane z różnego rodzaju niebezpieczeństwami w tej sferze. Są już przecież objawy pojawienia się chorób bardzo niebezpiecznych i dawno niewidzianych w Europie: cholera na wyspach greckich, dyzenteria w Wiedniu, różnego rodzaju pasożyty, pierwotniaki, które nie są groźne w organizmach tych ludzi, mogą tutaj być groźne. To nie oznacza, żeby kogoś dyskryminować… Ale sprawdzić trzeba”.

Po przegranej Trumpa w wyborach prezydenckich w listopadzie 2020 roku polska polityka zagraniczna straciła głównego sojusznika na arenie międzynarodowej (zakładając, że Trump kiedykolwiek tak postrzegał Polskę). Prezydent Andrzej Duda jako jeden z ostatnich przywódców złożył gratulacje (bardzo zresztą wstrzemięźliwe) obecnemu przywódcy Stanów Zjednoczonych, Joe Bidenowi. Administracja Partii Demokratycznej uważnie obserwowała zachowania polskich polityków wobec Donalda Trumpa. Po zmianie gospodarza Białego Domu stosunki między oboma krajami się ochłodziły. Potwierdził to minister Rau w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”: „Niestety, przyjeżdżająca do Europy delegacja amerykańska z prezydentem Bidenem na czele jest do tego stopnia zaaferowana jego spotkaniem z Władimirem Putinem, że nie znalazła czasu na organizację spotkań z sojusznikami ze wschodniej flanki. Nie jest więc także planowane spotkanie prezydenta Dudy z prezydentem Bidenem” . Wymijająco odpowiedział na pytanie o dotychczasowe działania Polski i ich możliwy wpływ na działania władz amerykańskich: „Mamy do czynienia z prowadzeniem polityki opartej na błędnych założeniach, wynikających z piętnowania i odrzucania polityki poprzedniej administracji” . Czy to aby nie PiS prowadzi wspomnianą przez ministra politykę? Ostatecznie kilkuminutowe spotkanie prezydenta Andrzeja Dudy z prezydentem Joe Bidenem odbyło się przy okazji wspomnianego szczytu NATO.

Drugi sojusznik PiS-u, Viktor Orbán, jest ważny dla Jarosława Kaczyńskiego zarówno ze względu na ideę Trójmorza, działalność Grupy Wyszehradzkiej, jak i opór wobec instytucji unijnych. Węgierski polityk często jednak jest również prorosyjski, o czym świadczy choćby wspólna z Rosjanami budowa elektrowni atomowej . Polskie władze zdają się nie zauważać tego faktu. Politycy PiS-u artykułują chęć tworzenia Trójmorza, projektu ścisłej współpracy państw między Bałtykiem a Adriatykiem i Morzem Czarnym, lecz trudno obecnie znaleźć kraj mu przychylny. Czechy są w sporze z Polską o kopalnię w Turowie, Słowacja woli silnego sojusznika w postaci Niemiec, podobnie jak Czechy. Słowenia, Chorwacja, Rumunia i Bułgaria preferują dobre relacje z państwami Europy Zachodniej, nie zaś niepewną współpracę z Polską. Podobnie prowadzą swoją politykę zagraniczną państwa nadbałtyckie, czyli Litwa, Łotwa i Estonia. Dla Ukrainy polskie władze są słabym partnerem na arenie międzynarodowej, który jednocześnie chciałby narzucać własne pomysły co do wspólnych działań. W Grupie Wyszehradzkiej brakuje jedności w kreowaniu wspólnej polityki zagranicznej – Polska, Czechy, Słowacja i Węgry mają różne interesy i odmiennie zapatrują się między innymi na działania Rosji . Jest to kolejny dowód na brak właściwie kreowanej polityki zagranicznej Rzeczypospolitej.

Osoby aktualnie odpowiedzialne za politykę zagraniczną Polski nie rozumieją, że dyplomacja to gra, w której liczą się każdy gest i każde słowo. Co gorsza, nie mają długofalowej strategii, a wszelkie działania planują nie dalej niż do najbliższych wyborów w Polsce.

Polska dyplomacja kierowana przez polityków PiS-u doprowadziła do sporu z Komisją Europejską w sprawie TSUE, dyplomatycznych potyczek z Niemcami (przez trzy miesiące MSZ nie zaakceptował listów uwierzytelniających nowego ambasadora Niemiec w Warszawie), agresywnych działań ze strony Aleksandra Łukaszenki, wspomnianego konfliktu z Czechami o Turów. Ironizując, jedyna obecnie bezkonfliktowa granica Polski to ta z Bałtykiem.

Państwa Unii Europejskiej oraz NATO były w ciągu ostatnich dwudziestu lat najważniejszymi sojusznikami Polski. Obecnie nie chciałbym być polskim dyplomatą szukającym poparcia dla ważnej z punktu widzenia RP sprawy w Paryżu czy Berlinie. Z Francją mamy chłodne stosunki od czasu zerwania negocjacji w sprawie zakupów śmigłowców , nie można też zapominać o antyniemieckiej retoryce mediów rządowych. Wszystko to rzutuje na stosunki dyplomatyczne. Ostatnio Angela Merkel odmówiła Mateuszowi Morawieckiemu udziału we wspólnych obchodach trzydziestolecia traktatu o dobrym sąsiedztwie…

Plany PiS-u związane z projektem nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji (wykluczenie mediów z kapitałem spoza Europejskiego Obszaru Gospodarczego) mogą wywołać realny konflikt dyplomatyczny ze Stanami Zjednoczonymi, zaproponowana zmiana dotknęłaby bowiem wyłącznie amerykańskiego właściciela krytycznej wobec obozu rządzącego stacji TVN – koncern Discovery. Stany Zjednoczone zareagowały stanowczo, chargé d’affaires amerykańskiej ambasady w Polsce Bix Aliu oświadczył na Twitterze: „USA z rosnącym niepokojem obserwują procedurę związaną z koncesją TVN oraz nowy projekt zmian ustawy medialnej. TVN od ponad 20 lat jest istotną częścią polskiego krajobrazu medialnego. Wolna prasa ma kluczowe znaczenie dla demokracji” . Jeśli zmiany wejdą w życie, stosunki polsko-amerykańskie mogą się pogorszyć do poziomu z okresu schyłku komunizmu. Polska zadarła nawet z mocarstwem uważanym za jej największego sojusznika…

Obecne władze Polski zdają się nie rozumieć, że w momencie zaistnienia sporu do gry wchodzi dyplomacja. Można ją wtedy porównać do negocjacji handlowych – każda strona w ramach ustępstw ma coś do zaoferowania. Polityka, w tym zagraniczna, to gra interesów, każdy ruch ma znaczenie. By prowadzić skuteczną politykę zagraniczną, trzeba kierować się długofalową strategią, mediacjami, kompromisami, szacunkiem dla partnerów oraz doświadczeniem. Obecne działania polskiej dyplomacji pod rządami PiS-u są zaprzeczeniem definicji dyplomacji, ,,nie-dyplomacją”.

---

Szymon Sokołowski – absolwent Bezpieczeństwa Narodowego na Uniwersytecie Jana Kochanowskiego w Kielcach, pasjonat historii oraz bieżących stosunków międzynarodowych. Obserwator polityki z pozycji osoby, dla której ważna jest przyszłość demokratycznej Polski.

Instytut Młodych

Kto ty jesteś?

Nikt się nie rodzi, by nienawidzić

Następne pokolenie

Terespol – granica praw człowieka

Rok stagnacji

Smog - cichy zabójca