Mieliśmy prawo oczekiwać, że na początku XXI wieku rasizm trafi wreszcie na śmietnik historii. Przecież owocem rasizmu są między innymi zbrodnie, jakich ludzie dopuszczali się w XX wieku; jego negatywnym symbolem stała się Zagłada. Tymczasem rasizm wciąż ma się dobrze. Z okrutnej przeszłości nie wyciągnęliśmy żadnej lekcji. Mało tego: rasizm znów się odradza w Stanach Zjednoczonych, gdzie – jak wielu sądziło – wybór pierwszego Afroamerykanina na prezydenta miał zakończyć tę wstydliwą kartę amerykańskiej historii. Szansę zaprzepaścił Donald Trump. Od pierwszego dnia swojej prezydentury prowadził radykalną politykę wobec problemu rasizmu.

Na Twitterze ogromną popularnością cieszył się wpis ze słowami Nelsona Mandeli: „Nikt nie rodzi się, nienawidząc innej osoby z powodu koloru skóry, pochodzenia czy religii. […] Nienawiści ludzie muszą się nauczyć, a skoro uczą się nienawidzić, można też nauczyć ich kochać… Ponieważ miłość jest bardziej naturalna dla ludzkiego serca niż jej przeciwieństwo. […] Miłość przychodzi ludzkiemu sercu łatwiej niż nienawiść”. Zacytował je Barack Obama po tragicznych wydarzeniach w Charlottesville. Podczas antyrasistowskiego protestu zginęła tam młoda dziewczyna, celowo potrącona autem przez kierowcę.

Choć wpis Obamy poruszył Amerykanów, a nawet ludzi na całym świecie, nie zmienił brutalnej rzeczywistości. W Stanach Zjednoczonych wciąż dochodzi do rasistowskich ataków. Skutkują chwilowym oburzeniem i moralną solidarnością, a potem wszystko wraca w stare koleiny. Obecnie obiektem agresji są obywatele amerykańscy pochodzenia azjatyckiego. Wywołał ją poprzedni prezydent Donald Trump – nieustannie mówił o chińskim wirusie. W marcu osiem osób zginęło w serii strzelanin w trzech salonach masażu w Atlancie. Prezydent Joe Biden potępił na konferencji prasowej „okrutne zbrodnie z nienawiści wobec Amerykanów pochodzenia azjatyckiego; są atakowani, prześladowani i obwiniani” o wybuch pandemii COVID-19[1]. Powinniśmy zapytać: dlaczego w Stanach Zjednoczonych, pomimo wielu brutalnych i dramatycznych lekcji, które powinny działać na nas jak zimny prysznic, rasizm wciąż się odradza?

W zrozumieniu, jak głęboko rasizm jest zakorzeniony w amerykańskim społeczeństwie, pomoże książka My, naród wybitnej historyczki Jill Lepore[2]. Od zakończenia wojny secesyjnej (1865) do podpisania przez prezydenta Lyndona B. Johnsona ustawy o głosowaniu oraz ustawy o prawach obywatelskich (1965), czyli do zrównania praw wszystkich obywateli Stanów Zjednoczonych, rasizm był tam codziennością. Podjęto wiele prób rozwiązania tego problemu, lecz każda była z góry skazana na porażkę – a to za sprawą republikanów, a to demokratów z południowych stanów. Jedni i drudzy z powodów politycznych sprzeciwiali się zmianom, ponieważ wyborcy nie chcieli przyznania praw obywatelskich i wyborczych czarnoskórym obywatelom. Trwało to do czasu pojawienia się charyzmatycznych liderów ruchu obywatelskiego na rzecz zaprzestania dyskryminacji rasowej, na przykład Malcolma X czy Martina Luthera Kinga, a następnie narodzin społeczeństwa obywatelskiego.

Na początku XX wieku jednym z liderów czarnoskórej społeczności był William Edward Burghardt Du Bois. Uległ namowom rządu i na czas I wojny światowej zaprzestał walki o prawa osób kolorowych. Jego błędu w latach następnej wojny nie powtórzyła Pauli Murray (spotykała się z seksizmem i rasizmem, była aresztowana za odmowę zajęcia miejsca na tyle autobusu; czarnoskórym nie było wówczas wolno podróżować w przedniej części). Fascynowała ją postawa Gandhiego dotycząca walki o godność i szacunek z angielskimi okupantami w Indiach. Zainspirował ją również amerykański filozof Henry David Thoreau, a przede wszystkim jego książka On the Duty of Civil Disobedience (O obywatelskim nieposłuszeństwie). Zawarte w niej tezy przekonały aktywistkę do pokojowych działań.

W 1942 roku zorganizowała w Waszyngtonie strajk siedzący. Polegał na okupowaniu drogerii i kawiarnii. Jego uczestnicy nosili też transparenty z różnymi hasłami, na przykład „Razem umieramy, dlaczego nie możemy razem jadać?”. Jeszcze w latach czterdziestych XX wieku w Waszyngtonie kolorowej ludności nie było wolno korzystać z restauracji, hoteli ani miejsc rekreacji. W strajk zaangażował się między innymi Asa Philiph Randolph, szef Bractwa Stewardów Wagonów Sypialnych, i wezwał do zorganizowania marszu czarnoskórych na Waszyngton. Wydarzeniu usiłowała zapobiec Eleanor Roosevelt, w tym celu spotkała się z Randolphem oraz z Bayardem Rustinem (ten drugi później, w 1963 roku, wspólnie z Martinem Lutherem Kingiem zorganizował marsz na Waszyngton).

Spotkanie z pierwszą damą nie dało rezultatów, więc zostało zaaranżowane następne, tym razem z prezydentem Rooseveltem. Próbował zniechęcić czarnoskórych do strajku, lecz użył dyskryminacyjnych i nieludzkich argumentów. Po tym spotkaniu wydał jednak i podpisał rozporządzenie numer 8802, zakazujące dyskryminacji rasowej w fabrykach wojskowych. Czarnoskórzy dostawali tam mniej niż biali pieniędzy za tę samą pracę. Dzięki podpisaniu rozporządzenia widmo marszu odsunięto, ale rasizm trwał, nie tylko w południowych stanach, także na północy. W 1942 roku pierwsze afroamerykańskie rodziny wprowadziły się do mieszkań komunalnych w Detroit. Tym razem demonstrowali biali – takich mieszkań było za mało w rozwijającyn się mieście, domagali się więc pierwszeństwa w ich przyznawaniu. Rok później do stłumienia zamieszek trzeba było użyć sił federalnych. Podobne zamieszki wybuchły w Nowym Jorku po plotce, jakoby biały policjant zabił czarnego żołnierza. Podczas tych wszystkich wydarzeń Roosevelt nie stanął na wysokości zadania, więc Pauli Murray opublikowała wiersz o niemocy prezydenta:

 

Cóż dostaniesz, czarny chłopcze,
Gdy przewrócą cię na chodnik,
Gdy wybiją ci zęby,

Gdy rozbiją głowę kijami […].

Cóż powie Najważniejszy, czarny chłopcze?

„Pan Roosevelt żałuje…”[3]

 

Problem rasizmu narastał, ponieważ wciąż obowiązywały prawa Jima Crowa. Na ich mocy legalna była segregacja rasowa, ponadto czarnoskórzy mieli ograniczone prawa obywatelskie. Lawinowo rosła liczba aktów przemocy przeciwko Afroamerykanom i linczów na nich. Prezydent Roosevelt chciał przyznać prawo wyborcze Afroamerykanom, którzy walczyli na wojnie, lecz jego pomysł skrytykowali demokraci z południowych stanów oraz republikanie. Dlatego prezydent szukał kompromisu. W końcu pod głosowanie poddano prezydencką ustawę. Okazało się, że to legislatury stanowe będą nadawać prawa wyborcze Afroamerykanom… To prawo obowiązuje do dzisiaj, a legislatury stanowe wciąż utrudniają uzyskanie praw wyborczych osobom o innym kolorze skóry niż biały.
Problem rasizmu odżył w publiczej świadomości po morderstwie George’a Floyda dokonanym przez policjanta. Ruch Black Lives Matter postuluje reformę policji w całych Stanach Zjednoczonych.

Losy czarnoskórych obywateli Stanów Zjednoczonych pokazują, że cały czas trzeba walczyć o swoje prawa, gdyż na drodze do wolności napotykamy na wiele przeszkód. Wciąż nie stworzyliśmy świata, który nie dyskryminuje ludzi ze względu na kolor skóry, orientację seksualną czy wyznawaną religię, i nie dokonamy tego bez społeczeństwa obywatelskiego, inspirującego się ludźmi w rodzaju Martina Luthera Kinga czy Pauli Murray. A przecież by pokonać rasizm wystarczy – jak mówił Mandela – że będziemy wychowywać ludzi do miłości, nie do nienawiści.

W życiu publicznym także w Polsce jest dziś mnóstwo homofobii, ksenofobii, seksizmu i nienawiści. Potrzebujemy w naszym kraju kierować się zasadą Nelsona Mandeli.

---

Maciej Makowski – szesnastoletni działacz społeczny, uczeń II klasy liceum ogólnokształcącego w Katowicach.

 

 

[1] Maciej Orłowski, USA: Osiem osób nie żyje po atakach na azjatyckie salony masażu, Wyborcza.pl, 17 marca 2021, https://wyborcza.pl/7,75399,26888867,usa-osiem-osob-nie-zyje-po-atakach-na-azjatyckie-salony-masazu.html (dostęp 31 marca 2021).

[2] Jill Lepore, My, naród. Nowa historia Stanów Zjednoczonych, przeł. Jan Szkudliński, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2020.

[3] Pauli Murray, Mr. Roosevelt Regrets (Detroit Riot, 1943), [w:] Dark Testament and Other Poems, Silvermine, Norwalk (CT) 1970, s. 34, https://www.poetryfoundation.org/poems/147917/mr-roosevelt-regrets (dostęp 30 marca 2021).

Instytut Młodych

Nikt się nie rodzi, by nienawidzić

Następne pokolenie

Terespol – granica praw człowieka

Rok stagnacji

Smog - cichy zabójca